czwartek, 13 marca 2014

Od Lucjana c.d. Zoro

- Nie ma go? - spytał Zoro kręcąc nerwowo kółkiem - Powiedź że go nie ma!
- Nie widzę go! - zameldowałem patrząc w oddalające się miasto - Chyba go zgubiliśmy.. no chyba że zadekowałby się w bagażniku.. - spojrzałem na niego niepewnie.
Auto zatrzymało się i wysiedliśmy obydwaj.
- Ty go otwórz.. - powiedział drżąc - Ja nie mam serca..
- Nie! - krzyknąłem - Ty lepiej.. jesteś odważniejszy, a może jak z bliska zobaczy twoją mordę to się przestraszy i umrze na zawał! - zasugerowałem.
- O czym wy mówicie..? - spytała Emily patrząc się na nas dziwnie.
- O napalonym, francuskim aborygenie z rurą! - odrzekliśmy jednocześnie - O mimie z pałą! - ta odpowiedź chyba je trochę zaskoczyła.
- Jakim znowu.. eh..? - uderzyła się w czoło - Chyba mieliście jakiś wadliwy towar i macie zwidy.. proszę! - otworzyła bagażnik w którym ujrzeliśmy tylko zapasy - Żadnego napalonego faceta z pałą tutaj nie ma.. - odetchnęliśmy z ulgą. - Gdzie w ogóle zmierzamy?

<Emily, Asami, Zoro?>

Od Zoro c.d Lucjana

Ten mim był więcej niż dziwny, był... No wyglądał na zboczeńca! Rzadko kiedy miałem przy kimś gęsią skórkę, do tego Lucjan też się bał.
Wyjąłem dwie katany i zacząłem się cofać razem z czarnowłosym.
- Idziemy stąd.- mruknąłem.
- Weź go dźgnij!- krzyknął chłopak.- Bo jeszcze nas zgwałci!
- Nikt tu nikogo nie zgwałci, a ja nie mogę mu nic zrobić bo tylko za nami idzie!
- To spieprzamy stąd!
Odwróciliśmy się i zaczęliśmy biec, byleby dostać się do samochodu. Nie byliśmy od niego daleko i na całe szczęście przy transporcie stały już dziewczyny.
- Wsiadajcie do samochodu!- krzyknąłem w czasie biegu.
Dziewczyny były chyba zdenerwowane tym, że się spóźnialiśmy, ale szybko zareagowały i znalazły się w samochodzie. Zaraz potem ja i Lucjan też do niego dobiegliśmy. Wskoczyłem za kierownicę, odpaliłem silnik i od razu ruszyłem na pełnym gazie.
- Nie ma go?- zapytałem się, ale nie patrzyłem do tyłu, bo nie chciałem jak coś zobaczyć jego mordy i tej rury.

[Lucjan? Asami? Emily?]

środa, 12 marca 2014

Od Lucjana c.d. Zoro

- Nie będę mu pały szatkował za to, że siedzi.- mruknął dziwnie patrząc się na tego umalowanego dziwaka.
A jakby pała stała, to byś inaczej do tego podchodził, co..? Pomyślałem patrząc nadal w jego stronę. Wtedy tamten powstał z gracją, a rura spadła na ziemię, wydając charakterystyczny brzdęk.
- Wstał.. - mruknąłem i wzdrygnąłem się..
- Chodźmy stąd bo dziwnie się czuję.. - mruknął glon i ruszył w przeciwnym kierunku, dziwnie spięty, jakby mim zaraz miał mu tą rurę nie wiem gdzie wsadzić..
Popędziłem za nim oglądając się co chwilę za siebie niepewnie. W pewnym momencie nie byłem w stanie się nie zatrzymać, bo cały skostniałem. Mój towarzysz spojrzał na mnie pytająco.
- Zniknął.. - wyjaśniłem bledszy niż zwykle - On.. zniknął.. - nagle  z uliczki wypadł on i zaczął dziwnie wymachiwać tą rurą we wszystko strony. Patrzeliśmy na to zdumieni. - C..co to?
- Chyba jakiś taniec.. - mruknął Zoro, przypuszczalnie jego też przechodziły dreszcze bo głos miał taki nie pewny.
- No byle nie godowy.. - zrobiłem kilka kroków w tył, a glon do mnie dołączył.
Jednak kilka ulic dalej znowu zorientowałem się, że mim nas śledzi.. czy to był jakiś napalony seryjny gwałciciel? I co teraz?!
- Zoro.. - szturchnąłem go - Serio, chyba się boję.. - odwróciłem się niepewnie w tył - Ten gość ma w sobie coś dziwnego..

<Zoro, Emily, Asami?>

Od Zoro c.d Lucjana

Nie dość, że zdziwiło mnie to, że Lucjan tak szybko zmienił swoje nastawienie i nagle zachciało uczyć mu się szermierki, to jeszcze to... Co to do cholery miało być?! W Tokyo?! Serio?!
- Czy ty widzisz to co ja...?
- Mam dwoje oczu i też to widzę..- mruknął.- Co tu robi mim z drewnianą rurą?!
- Nie mam bladego pojęcia... I nie wiem też skąd wziął tą rurę..
Nadal bacznie oglądałem mima który siedział na jakimś murku. Wyglądał dokładnie jak francuski mim, a na kolanach trzymał półtorametrową drewnianą rurę podobną do tej na której grają aborygeni.
- Zoro... On się dziwnie na nas patrzy...- chłopak cofnął się o krok.- Weź no wyjmij te swoje mieczyki, jeden wsadź w gębę i poszatkuj mu tą pałę...
- Nie będę mu pały szatkował za to, że siedzi.- westchnąłem.
I nagle mim powstał, a rura którą miał na kolanach spadła na ziemię i usłyszeliśmy taki dość dziwny dźwięk.
- Wstał...- Lucjan mruknął z jakąś nutką obrzydzenia.
Oblała mnie fala niepewności i dostałem gęsiej skórki w obecności tego białasa w za ciasnych rajstopach i bereciku.
- Chodźmy stąd, dziwnie się czuję.- mruknąłem i odwróciłem się na pięcie by ruszyć w przeciwnym kierunku.

[Lucjan? Asami? Emily?]

Połączyłam mima i aborygena XD

Od Lucjana c.d. Zoro

Czekaliśmy dobre kilka godzin na te dwie. Co im się mogło stać? Nie sądziłem, by ktokolwiek zdołał je złapać, zapakować i wywieźć, w końcu walczyć umiały. Jednak Zoro już przysypiał, ja byłem głodny, a słońce ułożyło się już do snu.
- Zoro.. - mruknąłem gładząc swoją brodę kciukiem i kontemplując nad sensem pewnej sprawy - Czy uważasz, że dziewczynom mogło się coś stać..? - spojrzałem na glona.
- Raczej nie.. - westchnął, wskoczył na przednie siedzenie i położył się na nim - Ale nie możemy na nie tyle czekać. Trzeba ich szukać! - wziął swoje wszystkie trzy katany, wysiadł znowu z auta i poszedł w jakąś stronę.
- To.. na pewno w tą stronę? - spytałem patrząc za nim - Z tego co kojarzę nie poszły tam.. chociaż teraz mogą być wszędzie, więc to obojętne. - wzruszyłem ramionami i poszedłem za nim - Chodź w sumie rozmyślałem nad również ciut inną sprawą.. - spojrzał na mnie pytająco - W sumie, biorąc pod uwagę wszystkie wasze umiejętności, to bardzo się wszyscy różnimy, nie? - patrzył na mnie wzrokiem mówiącym mi, że nic kompletnie nie rozumie - Wiesz chodzi mi o to, że każdy z nas jest dobry w czymś innym, ale jednocześnie jesteśmy bardzo odkryci z naszych słabych stron i musimy polegać na innych osobach..
- Nie owijaj w bawełnę - zatrzymał się - Nie znoszę tego. Mów po prostu co chcesz.
- Chciałbym, abyś nauczył mnie posługiwać się kataną. - również przystanąłem i spojrzałem na jego zdziwioną minę - Ponieważ jako jedyny z waszej trójki nie umiem walczyć. Zatem, panie najlepszy szermierzu? - spytałem.
- Zobaczy się.. ale skąd taki nagły napad motywacji? Wcześniej nie przejawiałeś jakiegokolwiek zainteresowania sztuką walki i przetrwania.. znacznie bardziej podobało ci się pasożytowanie na nas.. - mruknął i ruszył znowu.
- Nadal mi się podoba.. - przyznałem niechętnie - Ale gdy nie ma was w pobliżu, wolałbym przeżyć jakiś czas. W końcu nie zawsze będę za którymś z was chodził, prawda? - kiwnął głową - W sumie to.. dlaczego nie mamy komórek? - otworzył szeroko oczy - Gdybyśmy załatwili sobie.. byłoby łatwiej, a że nie są one już produkowane narodowo, z policyjnym oprogramowaniem to i tak nie można ich namierzyć.. znaczy się można, ale nasi prześladowcy nie mają takiego sprzętu. W ogóle nie wiem, czy wszelkie takie urządzenia nie zostały zniszczone w czasie wojny. Zoro..? - spytałem patrząc pytająco na glona który zaniemówił i wpatrywał się w coś przed sobą - Ejo..! - zamachałem mu dłonią przed oczami - Zawału dostałeś czy co.. - odwróciłem się i spojrzałem w miejsce które mierzył wzrokiem - Co.. to?

<Zoro, Asami, Emily?>

niedziela, 2 marca 2014

Od Zoro c.d Lucjana

- No widzisz jaki masz talent do znajadywania?- zaśmiałem się i wziąłem katanę od chłopaka.
Sprawdziłęm ją i była identyczna do tej czarnej którą znaleźliśmy lecz ostrze było srebrne.- No i super, możemy wracać.
- W końcu!- podskoczył z radości.
Wyszliśmy najpierw z piwnicy, a potem z domu. Przy moim pasie brzęczały trzy katany, to był przyjemny dźwięk dla ucha. Jednak fajnie było mieć świadomość, że ma się kogoś komu można się wygadać. Szliśmy powoli do samochodu, kierowałem się za Lucjanem, bo nie pamiętałem kompletnie drogi. Tzeba spojrzeć prawdzie w oczy, miałem debilizm topograficzny...
W końcu doszliśmy do auta, Lucjan wskoczył na tylnie siedzenie i rozłożył się na całej długości siedzeń, ja usiadłem na masce.
- Kiedy one przyjdą? Jak będziemy tu tak stać to wojsko nas wykryje...- westchnąłem.

[Dziewczyny? Lucjan?]

Od Lucjana c.d. Zoro

Dobrze, że mi o tym powiedział, ponieważ kiedyś mógłbym się zapomnieć i wspomnieć o czymś o czym powinienem nie wiedzieć. Spojrzałem na niego i nagle zacząłem po raz pierwszy odczuwać jakąś sympatię do tego glona, który tak bardzo próbował spełnić marzenie swojej zmarłej przyjaciółki. Nie rozumiałem go, nie mogłem zrozumieć ponieważ nigdy nie poświęcałem się dla kogoś, ale mogłem podejrzewać, że to szlachetne uczucie.. no cóż.
- Nie, nic więcej tutaj nie ma.. - wkurzyłem się i kopnąłem jakiś karton który wydawał się pusty, ale gdy znalazł się w powietrzu wypadł z niego pokrowiec - A jednak znalazłem... - uśmiechnąłem się - Ależ jestem genialny..! - przewrócił oczami.

<Zoro, dziewczyny?>

sobota, 1 marca 2014

Od Asami c.d Emily

Jest dla mnie za miła, nie potrzebuję litości...
-Lubię truskawkowe...- mruknęłam. Po chwili zatrzymałam się i spojrzałam na nią pytająco.
-Co miałyśmy zrobić?- zapytałam. Ona na mnie spojrzała, powstrzymywała się od śmiechu.
-Jedzenie, alkohol i potrzebne przedmioty do dalszej drogi.- powiedziała. Ja rozjarzałam się i weszłam do jakiegoś sklepu wielobranżowego.
-A twój ulubiony kolor?- znów zadawała mi pytania.
-Błękitny i biały...- odpowiedziałam i wybierałam produkty. Potem poszłam do kasy i za wszystko zapłaciłam. Gdy wyszłyśmy z sklepu, dziewczyna znów zaczęła gadać, lekko mnie to już denerwowało
-Możesz się zamknąć?- spojrzałam na nią chłodno, nie chciałam jej sprawić przykrości jednak dzisiaj nie miałam najlepszego humoru.

<Emily?>

wtorek, 25 lutego 2014

Od Emily cd Zoro

Ruszyłam z Asami poszukać jakiegoś jedzenia. To może być trudne, zważywszy na to, że ludzie rzadko otwierali jakiekolwiek sklepy. Chodziłyśmy po pustych ulicach w poszukiwaniu czegokolwiek. Szłyśmy w ciszy... w sumie to za dużo nas nie łączyło, więc nie miałyśmy o czym gadać. W końcu zaczęła mnie wkurzać ta cisza...
- Asami? -zapytałam dziewczynę, która mruknęła coś niezrozumiale. Widziałam, że nie jest za radosna, ale kto by był, po straceniu całej rodziny? Nie byłam w tym najlepsza, ale postanowiłam ją choć trochę rozweselić.
- Może zagramy w grę, zanim nie znajdziemy jakiegoś sklepu? - Nie uzyskałam odpowiedzi, ale Asami popatrzyła się na mnie zdziwiona. - Dobra... chodzi o to, że ja zadaje ci pytanie o jakąś twoją ulubioną rzecz, a ty musisz szczerze odpowiedzieć. Oczywiście potem ty zadajesz pytanie mi, i tak na zmianę. - Uśmiechnęłam się. - Ja zacznę. Hmm... na początek niech będzie łatwe... twój ulubiony smak lodów?

<Asami? xD>

środa, 19 lutego 2014

Od Zoro c.d Lucjana

Zaskoczyła mnie jego historia, nie była zbyt kolorowa, nie licząc oczywiście tych chwil spędzonych w kuchni. Już chyba wiem dlaczego taki jest, ja na jego miejscu byłbym nawet gorszy. Zrobiło mi się go szkoda i jakoś zmieniłem o nim zdanie. Ze przyjaciela szczyla zrobił się dla mnie po prostu przyjacielem.
Wziąłem katany i sprawdzałem każdą po kolei. Wszystkie się łamały, a jedną jak chciałem wyjąc z pochwy to wyszła sama rączka, a ostrze zostało w pokrowcu.
- Te katany musiały być robione na szybko... I to dawno temu, są badziewne...- mruknąłem sprawdzając kolejną.
- A ta twoja biała jest od Kuiny, nie? Ona się nie łamie?
- Tak, jest od Kuiny.- uśmiechnąłem się lekko.- I to nie jest zwykła katana, to jest jedna z lepszych, nie łamie się i nigdy nie tępi. A prawdziwy szermierz, mógłby nią przeciąć nawet kamień.
- Przez kogo została zrobiona?
- Przez tego gościa który tu mieszkał.- westchnąłem i sięgnąłem po następną katanę.
Była cała czarna, nawet ostrze i od razu wyczułem, że jest idealnie wyważona. Wyjąłem ją powoli z pochwy, do naszych uszu dobiegł cudowny dźwięk stali. Obejrzałem ostrze, nie było na nim żadnej ryski i było ostrzejsze od brzytwy.
Złapałem ją po obu stronach i próbowałem wygiąć. Lucjan odruchowo się odsunął. Jednak miecz nie pękł. Spróbowałem więc coś przeciąć. Celem padł stolik, który od cięcia rozpadł się na pół.
- Ta jest idealna.- uśmiechnąłem się.- Dzieło sztuki.
- No to gites! Wracamy!- Lucjan podniósł zwycięsko ręce.
- Musimy znaleźć jeszcze jedną.- mruknąłem.- Proponuję przeszukać piwnicę.- ruszyłem w tamtą stronę, bo wydawało mi się, że drzwi które widzę akurat tam prowadzą.
- Po co ci trzy?
- Bo walczę trzema, katanę Kuiny trzymam w ustach.
- To nie normalne, ale nie będę z tobą dyskutował.
Okazało się, że tamte drzwi naprawdę prowadziły do piwnicy, wzięliśmy jakąś świeczkę, zapaliliśmy ją i zeszliśmy na dół. Światło nie działało, więc musieliśmy radzić sobie z blaskiem ognia.
- Lucjan...- zacząłem.
- Hm?
- Bo ja ci czegoś jeszcze nie powiedziałem, a mam wrażenie, że muszę ci to powiedzieć.
- Śmiało mów.- zobaczyłem jego uśmiech.
- Bo Kuina nie żyje.- westchnąłem.- Umarła 10 lat temu.
- Czyli, że te urodziny...
- Byłem na cmentarzu.- mruknąłem i zacząłem grzebać w jakimś pudle.- Tak jak mówiłem razem trenowaliśmy i razem też się biliśmy, nigdy nie mogłem z nią wygrać. Nie wiem jakim cudem, ale zawsze była ode mnie silniejsza. Pewnego dnia po kolejnej mojej przegranej, obiecaliśmy sobie, że któreś z nas zostanie mistrzem w szermierce. Albo ja, albo ona, bo mistrz może być tylko jeden.- wyjąłem jakąś katanę, ale się złamała.- Następnego dnia Kuina spadła ze schodów, złamała kark i zmarła. Pokonały ją schody, śmieszne, nie?
- Czy ja wiem... Potem odszedłeś, tak?
- Ta, poprosiłem jej ojca by dał mi jej katanę i wyruszyłem w świat by się doskonalić i zostać mistrzem szermierki, tak jak obiecałem Kuinie.- uśmiechnąłem się.- Wymyśliłem też tą technikę trzech mieczy, ale moje dwie katany się połamały.- zaśmiałem się.- Potem było wojsko i te wszystkie blizny i utrata oka... Do tego przez te wszystkie lata czuję cały czas jej obecność, jakby na mnie patrzyła, słyszała mnie, a wręcz była obok. Dlatego czasem jak nikt nie widzi to do niej gadam...- zrumieniłem się.- Ale nikomu tego nie mów, bo będziesz miał coś gorszego niż ten siniak! Znalazłeś coś? Bo ja same badziewia.

[Lucjan? Dziewczyny?]

wtorek, 18 lutego 2014

Od Lucjana c.d. Zoro

Toż to ten osobnik się mnie o takie sprawy pyta..? W sumie to normalne, przecież zadałem mu takie samo pytanie.. brak cukru mi nie służył.
- O sobie, ja..? - spytałem idąc korytarzem domu i rozglądając się czy gdzieś nie leżą te katany - Moje życie zawsze wyglądało tak jak teraz..
- To znaczy..? - spytał Zoro.
- To znaczy, że nie nikt mnie nie lubił, nie miałem przyjaciół. Nigdy mi też to nie przeszkadzało ani nie miałem zamiaru tego zmienić.. tak w ogóle to jestem z Anglii.. - zacząłem przeszukiwać starą szafę - Jak byłem mały to mój dom spłonął w pożarze... nigdy nie dowiedziałem się, czy podpalono go specjalnie czy to był wypadek. Ale zginęli tam też moi rodzice i mój ukochany pies.. - tak, czułem że muszę o nim wspomnieć.. to był mój jedyny przyjaciel - Po ich śmierci powiadomiono o moim nieszczęściu mego wuja.. poznaliście się już z resztą. Chyba.. - zastanowiłem się - Cały czas sądziłem, że on po mnie przyjedzie razem ze swoją żoną i będę mógł mieszkać u niego.. mieli wspaniały dom, ale często przyjeżdżali do nas w odwiedziny. - zamyśliłem się - No więc umieszczono mnie w domu dziecka na ten czas.. no i czekałem. Codziennie siadałem przy tym samym oknie i wpatrywałem się w ulicę wierząc, że lada chwila po mnie wróci. Czekałem sobie dzień, tydzień, miesiąc. Gdy minęły dwa lata przestałem w końcu czekać i zrozumiałem, że nigdy po mnie nie przyjedzie. Zawsze byłem drobny i słaby; wszyscy ci żałośni, starsi idioci lubili się nade mną znęcać i robić mi dziwne kawały, zawsze chcieli się dowartościować cudzym nieszczęściem. Kiedy siedziałem przy oknie nikt nie mógł mnie znaleźć bo było ono w starej kuchni za szafą a tak nikt nie zaglądał. Gdy nie chciałem już tam być przeniosłem się do piwnicy, bo wszyscy inni bali się ciemności i nie schodzili tam. - opróżniłem całą szafę z tych pudeł ale katan nigdzie nie było więc zrezygnowany poszedłem dalej - Ale potem przebudowano tą kryjówkę na żłobek - przewróciłem oczyma - No to poszedłem do kuchni - uśmiechnąłem się - Pomagałem kucharkom testując nowe przepisy, zjadając to co ugotowały. Poza tym mogłem cały czas chlać herbatę, o czym inni mogli sobie tylko pomarzyć. No i zjadać truskawki - uśmiechnąłem się - Te owoce zawsze kojarzyły mi się z dobrymi godzinami spędzonymi w kuchni, te wszystkie desery które tam zjadłem.. chodź zjeść niektóre potrawy z sierocińca to była naprawdę trudna sztuka - zachichotałem - No i to tak moje dzieciństwo wyglądało.. - rzekłem wyprostowując się i spojrzałem na glona - O, masz coś? - uniósł i położył pudło na stole.
- Chyba tak - otworzył je i zobaczyliśmy trzy katany, jedną jednak Zoro złamał w rękach, drugą rozwalił o stół a trzecia dawała sobie radę - Ale nie są za dobre.. - podsumował to - Może tylko ta.. - wskazał ją - Ale to jeśli nie znajdziemy nic lepszego - położył ją na stole - No, mów dalej...
- Hm..? - mruknąłem - No to chyba tyle...
- Jak trafiłeś do swojego wuja..? - spytał - Przecież z tego co się orientuję to ty byłeś tam pilotem, tak..?
- Aaa.. to.. - mruknąłem ponuro - No więc pewnego dnia, gdy kucharki ugotowały zupę grzybową.. zupy są okropnie fuj.. - skrzywiłem się - Musiałem znaleźć sobie tymczasowo inne miejsce pobytu bo tam śmierdziało tym paskudnym czymś. No więc podszedłem do okna przy którym spędziłem prawie dwa lata. Nie chciałem nic zobaczyć, tylko uciec od zupy. I właśnie wtedy, po pięciu latach jakie spędziłem w sierocińcu: mój wuj po mnie wrócił. Gdy zobaczyłem go na chodniku niemalże go nie poznałem i byłem zdania, że to zwyczajny człowiek, a podobieństwo to moja wyobraźnia. Ale odwiedził mnie osobiście. To był drugi zaraz po stracie rodziców i psa szok jakiego doznałem. Nie wiedziałem czy mam go za to kochać czy go z całego serca nienawidzić - wzruszyłem ramionami - No i wybrałem to drugie. Całe moje życie miał mnie gdzieś, a po pięciu latach przyszedł i spytał się czy dobrze mi się wiedzie. - zwycięstwo! Katana leżała przed moim nosem.. właśnie miałem ją zwycięsko podnieść, ale Zoro był szybszy i uderzył nią o taboret z takim impetem, że jej połowa zagłębiła się trochę w drewnie a reszta została glonowi w rękach.. - No a potem postanowił mnie adoptować i zawiózł mnie do tej organizacji.. - zacząłem szybko streszczać bo nie chciało mi się już gadać, limit strzępienia języka wyczerpany - No i tam sobie tak pozostałem.. a potem poznałem was i resztę znasz. Właśnie tak. - uśmiechnąłem się - Zoro.. - spojrzał na mnie - Znalazłem coś wreszcie - wygrzebałem z kartonu pożartego przez myszy kilka tych mieczyków - Wypróbuj, ja i tak nie mam siły; jakbym się zamachnął to prędzej sam bym złamał sobie kręgosłup niż tą katanę.

<Zoro, Emily, Asami?>

Od Zoro c.d Lucjana

Spojrzałem na niego trochę zdziwiony, nie sądziłem, że Lucjana obchodzi coś prócz cukru i truskawek. Że w ogóle JA go obchodzę. Bo przecież gdybym był mu obojętny to by się nie pytał mnie o takie rzeczy.
- Znam pewnego gościa który miał warsztat. Tylko, że on nie żyje, a wszystko zostało pochowane w jego domu.
- Może będą w piwnicy, czy w jakimś schowku.- wzruszyła ramionami.- Odpowiesz mi na to drugie pytanie.
- A chcesz znać moją przeszłość?- prychnąłem.- To do ciebie nie podobne Lucjan.
- Wiem, to przez te siniaki i długotrwałe nie spożywanie cukru w różnej postaci.- zamyślił się na chwilę, po czym trochę przyspieszyliśmy.
Czasem zapominam, że wszędzie szwendają się żołnierze i na każdym kroku trzeba uważać.
- Urodziłem się tutaj.- mruknąłem.- Mój dom został dawno zburzony, jako mały dzieciak uczyłem się władania katanami w dojo, a potem jak wybuchła wojna wyruszyłem w podróż.- wzruszyłem ramionami.- To tyle.
- A ta twoja przyjaciółka?
- To była Kuina, trenowałem z nią w dojo, była moim największym rywalem.- zaśmiałem się.
W pewnym momencie zauważyłem japoński domek, ładny, lecz stary i opuszczony. To w nim mieszkał ten wytwórca katan. Wyważyłem drzwi i wleźliśmy do środka, było tam pełno kurzu i panował półmrok.
- Szukaj mieczy, jeśli chcesz sprawdzić czy się nie złamią to walnij nimi o coś twardego, albo spróbuj coś przeciąć.
Chłopak przytaknął i zaczęliśmy przeszukiwać dom. Te miecze mogły być wszędzie.
- A ty?- mruknąłem.- Opowiesz coś o sobie?

[Lucjan? Dziewczyny? Co porabiacie?]

Lucjana c.d. Zoro

Słowo "katana" było mi od niedawna znane, oznaczało broń białą podobną do miecza, albo ostrza samurajów czy jak to się nazywa. No i na tym moja wiedza odnośnie ich się kończyła. Zoro sądził, że pomogę mu coś wybrać - niby co? Nie wiedziałem gdzie w Japonii można takie coś zdobyć i czy w ogóle gdzieś to można znaleźć. Może i kiedyś było to nawet nielegalne, ale teraz w sumie prawo nie było ustalone, ludzie czuli się bezkarnie, każdy robił co chciał. Jedyne co ich ograniczało to własne poczucie moralności oraz sumienie ich i innych ludzi którzy ich otaczali. Więc możliwe że znajdziemy tu handlarzy "czym-tylko-dusza-zapragnie".
- No więc.. - zacząłem oczywiście nie chcąc się przyznać do mojej fatalnej wiedzy na tematy tych mieczyków - ..znasz w Japonii kogoś od kogo możesz dostać coś takiego..? Widzę że znasz to miasto, no i ten.. -  ugryzłem się w język, chciałem powiedzieć "ten grób twojej przyjaciółki", ale przecież nie mogłem się sam wydać - ..ta impreza.. - poprawiłem się szybko - Wychowywałeś się tutaj lub mieszkałeś przez dłuższy czas..? - zapytałem patrząc na glona.

<Zoro, Emily, Asami?>

poniedziałek, 17 lutego 2014

Od Zoro c.d Asami

- Ty sobie chyba żarty robisz..- mruknąłem.- Pomożemy ci zabić te baby. Ale w sumie jak chcesz, jeśli ma ci z tym być lepiej... Tylko masz się nad tym poważnie zastanowić!- pogroziłem jej.
- Tak jest generale.- uśmiechnęła się lekko.
- To gdzie jedziemy?
- Mam taki plan.- zacząłem.- Dziewczyny pójdą uzupełnić zapasy żarcia i innych potrzebnych rzeczy, a ten gnojek pomoże mi wybrać jakieś katany.
- A mam jakiś inny wybór?- Lucjan spojrzał na mnie.
- Nie.- warknąłem.
- No to idziemy, poprawię Asami humor, spotkajmy się za trzy godziny tutaj.- Emily złapała białowłosą pod ramię i zaczęła ciągnąć prawdopodobnie w stronę jakiś sklepów. Ja spojrzałem na Lucjana, zrobił jakąś grymaśną minę i ruszył przed siebie.
- Chodź bo się zgubisz glonie.
- Nie nazywaj mnie glonem szczylu.
- Jakie ty chcesz te katany, co?- spojrzał na mnie wymownie.
- Jakieś mocne, tak by się nie połamały przy pierwszej lepszej okazji. I potrzebuję dwóch.

[Lucjan? Asami? Emily?]

Od Asami c.d Lucjana

Po tym wszystkim, nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Mój cel, zniknął z powierzchni ziemi...Nie mam nic, nie posiadam nikogo. Tylko tą zgraję wariatów, jednak dzięki nim nie popełniłam strasznego błędu.
-Ja was chyba opuszczę...- powiedziałam. Od razu Zoro i Lucjan na mnie spojrzeli zaszokowani.
-Co?!?- powiedzieli chórem, nich reakcja trochę mnie rozśmieszyła.
-Nie mam teraz po co tam jechać, głównie chciałam spotkać rodzinę...- zacięłam się.
-Ale miałaś pozbyć się tych lodowych wiedźm!.- powiedział Lucjan.
-Dam radę, pewnie żyją na północy, wiecie nie chce się do was przyczepiać i się nie potrzebnie przywiązywać kiedy i tak w Japonii się rozdzielimy. Każdy zapomni i będzie żył tak jak przedtem.- mruknęłam.

<Zoro, Lucjan?>

niedziela, 16 lutego 2014

Od Lucjana c.d. Zoro

Kiedy tylko szermierz nas wszystkich objął poczułem potworny ból, ale starałem się nie jęczeć bo reszta mogłaby to różnie interpretować. W każdym razie straszny nawał tu tych Yuki-onn, wydawało mi się, że powinno być ich mniej. Ale co ja mogłem w tych tematach wiedzieć.
- Lucjan - powiedział Zoro otwierając oko i przerywając tą niezwykłą chwilę - Czego tak jęczysz i stękasz..?
- No bo to przez ciebie.. - mruknąłem i zaraz zdałem sobie sprawę z tego co powiedziałem.
Wszyscy odskoczyli ode mnie z okrzykiem "CO?!", a Zoro wyglądał jakby chciał mi przylać.
- Nie!- krzyknąłem odskakując - Nie o to mi chodziło.. nie, nie, nie! - chwyciłem trochę koszulę i lekko uniosłem ją do góry odsłaniając początek  sinego boku - To przez to, że glon zwalił mnie z drzewa na którym spałem i strasznie mnie to teraz boli i uraża.. co wyście do cholery sobie myśleli!? - spytałem wściekły, ale reszta się odprężyła. - Nie, nie! Ja tu jestem jedyny w miarę normalny i jeden nie patrzę na Zoro z zaszklonymi oczkami i nie myślę sobie "oh.. - naprawdę chciałem dokończyć, ale wzrok Asami i Emily był tak chłodny, że od już na zapas poczułem uderzenia jakie we mnie wymierzą - Nie odzywam się już! - fuknąłem - Nic nie mówię.. - byłem oburzony nimi, naprawdę. Nawet przez chwilę myślałem nad tym, żeby sobie pójść ale nie mogłem z lekkim sercem opuścić tych słodkości w bagażniku. - To teraz gdzie zmierzamy..? - spytałem z westchnieniem.

<Zoro, Asami, Emily?>

Od Zoro c.d Asami

Zszokowało mnie to kompletnie, ta baba, te głowy, to dziecko, urodziny, Kuina, stękający Lucjan, tego jest dla mnie za dużo. Zaczynam nie nadążać z przyswajaniem informacji.
Z tego całego gadania zrozumiałem tylko, że te głowy to rodzina Asami, a ta chce się teraz wyłączyć, cokolwiek to miało znaczyć.
- Asami nie rób tego.- oznajmiłem do niej poważnie, gasząc silnik samochodu.- Żyjesz jeszcze ty, a twoja rodzina chciałby byś była szczęśliwa.
- Zamknij się!- krzyknęła tamta lodowa.
Wtedy usłyszałem parę strzałów i kobieta która przyniosła głowy zaczęła się dziwnie wyginać. Odwróciłem się by spojrzeć na tylne siedzenie, bo stamtąd dochodziły strzały. To była Emily z jakimś karabinem.
- A mnie kurewsko wkurwiło.- warknęłam.- Zoruś dobij ją.
- Z przyjemnością.- uśmiechnąłem się i wysiadłem z samochodu, akurat miałem przy sobie katanę więc zrobię to szybko.
Wyjąłem miecz z pochwy i podleciałem do kobiety, która ledwo stała, dostała chyba z pięć razy a nadal utrzymywała się na nogach. Jednym cięciem przeciąłem ją na pół wzdłuż ciała. Schowałem katanę i spojrzałem na Asami, stała jak słup soli i nie okazywała jakiś emocji.
- Asami...- położyłem jej ręce na ramionach. Emily i Lucjan wysiedli z samochodu i do nas podeszli.- Wiem, że chciałaś ich chronić, ale tam im będzie lepiej, uwierz mi.
- Ty musisz żyć dalej.- dodał Lucjan i przytulił ją.- Jak najdłużej się da.
- I musisz być silna.- Emily też ją przytuliła.
- A my ci w tym pomożemy.- uśmiechnąłem się lekko i też ich wszystkich objąłem.
Dopiero wtedy Asami wybuchnęła płaczem.

Zajmij się nimi Kuina.- pomyślałem przytulając ich wszystkich.

------------------------------ GDZIEŚ TAM NA GÓRZE---------------------------

Jedenastoletnia dziewczynka o granatowych włosach ubrana w białą bluzkę i niebieskie spodnie zaczęła biec w stronę wielkiej bramy. W ręku miała drewniany miecz którym zazwyczaj trenowała.
- Oh Zoro znów przerwałeś mi trening.- fuknęła pod nosem.- Ale i tak nadal jestem od ciebie silniejsza, ja się tu nie lenie, nie to co ty.
W pewnym momencie potknęła się o wystający kamień i wywaliła się na ziemię. Jednak szybko się pozbierała i nawet nie otrzepując spodni zaczęła biec dalej.
W końcu dotarła pod bramę i otworzyła ją witając nową rodzinę.
- Ohayo!- pomachała im.- Jestem Kuina, pomogę wam!
- Gdzie jesteśmy?- zapytał mężczyzna trzymający małe dziecko.
- To jest o wiele lepsze miejsce niż ziemia.- uśmiechnęła się Kuina.- Właźcie.- zaprosiła ich.
Rodzina przeszła przez bramę i ruszyła w stronę drewnianych domków, dziewczyna wychyliła się przez drzwi.
- Obserwuję cię Zoro!- krzyknęła.- Ciebie i twoich przyjaciół!
Zamknęła bramę, odwróciła się na pięcie i pobiegła dogonić nowo przybyłą rodzinę.

----------------------------------------------------------------------------

[ktoś?]

sobota, 15 lutego 2014

Od Asami c.d Lucjana

-Ja nic takiego, po prostu zatęskniłam za domem.- szybko się ogarnęłam i uśmiechnęłam trochę sztucznie. Razem w ciszy wróciliśmy do samochodu, nikt o nic nie pytał. Ja wskoczyłam od razu na miejsce obok kierowcy, jestem jego nawigacją bo ta sierota by się zgubiła na prostej drodze. Powoli wyjeżdżaliśmy z miasta, jednak na środku ulicy stała jakaś kobieta. Zoro wściekły się zatrzymał i zatrąbił.
-Asami-chan, dawno się nie widziałyśmy.- zaśmiała się, w ręce trzymała worek, który ociekał krwią.
-Asami to twoja znajoma?- zapytał Lucjan. Wysiadłam z auta i podeszłam bliżej, od razu poznałam że jest taka jak ja.
-Czego chcesz? Nie znam cię...- powiedziałam, nie mogłam teraz walczyć, nadal byłam ranna.
-Oj naprawdę? Cóż zabiłaś dwie moje siostry.- zaśmiała się głośno.
-Może nie pamiętam!- warknęłam, i już chciałam wracać do auta, jednak ona kazała mi zostać.
-No wiesz, twoja rodzinka postanowiła ciebie odwiedzić.- rzuciła worek, z nich wturlały się głowy mamy, taty, siostry, brata i ciało małego niemowlaka. Zamarłam wpatrywałam się w to z niedowierzaniem.
-No co? Jesteśmy teraz kwita co ne? Ale pewnie nic i tak nie poczujesz. Jesteś prawdziwą Yuki-onną wpuściłaś do serca chłód?- zaśmiała się głośno i podeszła do mnie bliżej depcząc ciało dziecka.
-Oj jednak, nadal jesteś słaba.- prychnęła i spojrzała na mnie. W moich oczach pojawiły się łzy, które od razu zamarzały a małe kryształki spadały na ziemię. Ona ich zabiła, walczyłam do nich, czułam tylko dla nich... Mój wzrok nagle stał się nie obecny, upadłam na kolana i podeszłam do głów. Chwyciłam moją mamę i przytuliłam do siebie.
-Przepraszam, zawiodłam was i nie zdołałam ochronić...- powiedziałam łkając. Potem wzięłam do rąk ciało niemowlaka.
-Ty jesteś moim nowym braciszkiem? Pewnie tak...jesteś podobny do taty.- położyłam go zimnego na ziemię. Nagle z nieba zaczął padać śnieg, a temperatura spadła. Wstałam i spojrzałam na dziewczynę.
-Nie chcę czuć...- powiedziałam, to było straszne jak by serce mi ktoś rozrywał. Nie miałam nawet siły płakać, krzyczeć ani walczyć. Chciałam wyłączyć się.
-To proste, wyłącz swoje człowieczeństwo...- posłała mi szyderczy uśmiech.
-Stań się moją siostrą, lodową panną nie czującą strachu, złości, smutku, miłości, tęsknoty będziesz tylko pragnęła zimna...- spojrzała na Zoro i innych.
-To twoi przyjaciele? Gościu który prześpi się z każdą, dziwka na zamówienie i dziecko które ma kompleksy? Daj sobie z nimi spokój.- zaśmiała się. Ja jedynie stałam jak słup soli i wpatrywałam się na moją rodzinę, która prze mnie nie żyje. To wszystko moja wina, chciałam wyłączyć się jednak miałam w sobie pewnego rodzaju blokadę.

<ktoś?>

Od Lucjana c.d. Zoro

No aż mnie serce ścisnęło, po raz pierwszy w życiu tak się wzruszyłem.. właściwie to może i nawet wzruszyłem się po raz pierwszy w ogóle. Może dlatego tak późno zorientowałem się, że z oka płynie mi pojedyncza łza. No cóż.. wiemy więc, że jego przyjaciółka nie żyje, szkoda. Musiał być młody gdy to się stało, może to dlatego jest taki marudny i niezdatny czasem do życia wśród ludzi bo się w sobie zamyka i mendzi. Spostrzegłem że Asami niemalże ryczy, a Emily gdzieś się tak zakamuflowała, że jej nie widziałem. Ale Zoro przypomniał mi o czymś, może ja też powinienem kogoś odwiedzić..? Ale to musi poczekać, bo do Anglii daleka droga, a trzeba się teraz skupić na chwili obecnej. Czy tak naprawdę mieliśmy jakiś cel..? Jeśli tak to ja go nie widziałem. Tylko Asami za czymś podąża, Zoro podążał z Asami bo chciał dotrzeć tutaj, Emily podąża za Zoro bo chyba jest nim zainteresowana, a ja podążam za całą tą trójką bo sam jestem tylko żałosnym liściem róży w otoczeniu ciernistych kolców, słowem: nie przeżyłbym. Wszyscy jesteśmy od siebie zależni i czy ktoś to zauważył czy nie - znowu nie mieliśmy celu. Asami odejdzie, bo tak powiedziała i będzie ścigać resztę tych lodowych niewiast. To oznacza, że zostaniemy prędzej czy później tylko we trójkę, może i kłótnie Zoro z zauroczoną Emily to i jest jakaś rozrywka, ale marna..
Zoro wyszedł z cmentarza i zaczął się rozglądać na prawo i lewo, jakby nie wiedział gdzie ma iść. Naprawdę, nie pamiętał drogi..? Dziwne.. rozumiem, przejąć się przyjaciółką, skupić wszystkie myśli na niej, ale serio - zapomniał..? Trzeba będzie tego glona doprowadzić, ale nie możemy tak po prostu wyjść za nim z tego miejsca, powiedzieć "przykro nam, Zoro - idziemy", bo by się zirytował. Miałem też szczerą nadzieję, że żadna z tych ryczących dziewczyn nie rzuci się za nim i nie zacznie go przytulać drąc się "tak mi przykro". Na szczęście nie były kretynkami, co mnie naprawdę cieszyło. Ruszyłem zza nagrobka i skierowałem się do drugiej bramy, a Asami i Emily smutno podążyły za mną. Zatoczyliśmy łuk wokół kilku ulic i nadeszliśmy w stronę Zoro, ale od innej strony, tak jakbyśmy nie byli w ogóle na tym cmentarzu. Zdziwił się gdy nas zobaczył.
- O, Zoro.. - powiedziałem bo chyba tylko ja byłem w stanie wypowiedzieć jakiekolwiek słowa, dziewczyny powstrzymywały strumienie łez - ..ty tutaj? Wracasz już w imprezy? My tak właśnie spacerowaliśmy... no wiesz, żeby się przewietrzyć przed twoim przyjściem.. - spojrzałem na moje towarzyszki, oby się teraz nie rozpłakały.
- Rozumiem.. - powiedział generał, ale chyba trochę podejrzliwie, albo mi się tak wydawało - No to chodźmy.. co się wam stało..? - spytał patrząc na Asami.

<Asami, Zoro, Emily?>

Od Zoro c.d Asami

Podreptałem z kwiatami i alkoholem do miejsca gdzie leżała Kuina. Gdy byłem mały i trenowałem w dojo, to senseiem tam był Koshiro, ojciec Kuiny. Zawsze gdy z nią walczyłem, to ta wygrywała, ani razu jej nie pokonałem. Była moją najlepszą przyjaciółką, ale też największym przeciwnikiem.
Byliśmy tak zaangarzowani w treningi i walki, że obiecaliśmy sobie nawet, że któreś z nas zostanie najlepszym szermierzem na świecie. Wiem... Głupie marzenie, ale mieliśmy po jedenaście lat.
Następnego dnia Kuina zmarła przez nieszczęśliwy wypadek. Ja nie mogłem jej pokonać, a zrobiły to zwykłe schody. Ryczałem wtedy jak bóbr, ale postanowiłem dotrzymać tajemnicy danej dziewczynie, więc wziąłem jej katanę od jej ojca i ruszyłem w świat.
Wszedłem na teren cmentarza i ruszyłem do nagrobka na którym pisało "Kuina Takimasu. Lat 11. Na zawsze w naszych sercach." Położyłem tam białe róże które kupiła Asami i usiadłem przed płytą nagrobną.
- No cześć młoda. Słyszałem, że masz urodziny, byłem w poliżu i pomyślałem, że wpadnę.- uśmiechnałem się.- Dostałaś kwiatki, ładne, nie? Przyjaciółka je wybierała, bo ja w tych sprawach jestem beznadziejny.- Oczywiście odpowiadała mi cisza, jednak ja mówiłem dalej.- Ty na moje urodziny nie przychodzisz, ale nie gniewam się bo ich nie świętuję. W sumie to ja to już dawno u ciebie nie byłem, ile to? Z 9 lat? Mam nadzieję, że jeszcze pamiętasz o naszej obietnicy.- Znów cisza, wiał tylko lekki wiaterek.- Przyjechałem ze zgrają bałwanów, których o dziwno bardzo polubiłem, tylko im tego nie mów. A! I mam coś jeszcze.- pokazałem jej butelkę sake.- Sensei by mnie zabił gdyby się dowiedział, że daję ci alkohol, ale w ten wyjątkowy dzień...- otworzyłem butelkę.- Napiję się pierwszy, resztę zostawię tobie.- pociągnałem parę łyków.- Powiedz co tam u ciebie? Dobrze ci tam na górze, nie? Kiedyś do ciebie dołączę, ale najpierw stanę się najlepszym szermierzem na świecie. Masz tam trenować, bo jak się tam znajdę to znów stoczymy pojedynek.- zaśmiałem się.- W ogóle to mam twoją katanę, nie gniewasz się, nie? Moje się połamały, były badziewne tak jak mówiłaś.- nadal cisza.- W ogóle jest wojna, ale pewnie to wiesz bo wszystko oglądasz z góry, zawsze byłaś ciekawska.- znów się napiłem.- Dobra! Resztę zostawiam tobie!- postawiłem butelkę do połowy pełną przy nagrobku.- Ja spadam młoda, muszę jechać dalej, ale jeszcze cię odwiedzę.- podniosłem się i zaczałem iść w stronę wyjścia z cmentarza.- Pa Kuina!- machnąłem jej jeszcze i znalazłem się na ulicy.
I gdzie ja kurwa mam iść by trafić do samochodu?

[ktoś?]

Od Asami c.d Lucjana

-Nie, zostajemy tutaj. To jest bardzo niegrzeczne szpiegować kogoś, a szczególnie generała. Trzeba myśleć logicznie a jeśli nas przyłapie albo zobaczymy czegoś, czego nie powinniśmy? Moim zdaniem to głupi pomysł, ma prawo na odrobinę prywatności.- spojrzałam na niech chłodno. Jednak ja też byłam ciekawa, co się robi z innymi na takich spotkaniach. Ciekawe co ich też łączy przyjaźni czy coś więcej. Nie! Mnie to nie interesuję. Nie zniżę się do poziomu tej panienki lekkich obyczajów, która by najchętniej go zabiła. Spojrzałam w stronę gdzie poszedł mężczyzna, aż coś mnie ukuło w serca.
-Asami...- powiedział Lucjan.
-No dobra!- krzyknęłam i jako pierwsza ruszyłam w stronę Zoro. Nagle dostałam zastrzyk energii.
-Ale musicie być cicho! I nie macie zostać zdemaskowani...- powiedziałam do nich. Po chwili byliśmy pod cmentarzem...Czy ona nie żyje a może jest grabarzem?
Lucjan schował się za nagrobkiem, ja zrobiłam to samo, Emily też nie chciała się zdemaskować i gdzieś też się schowała. Zoro nagle zatrzymał się przy nagrobku i położył kwiaty.
Aż zachciało mi się płakać, po policzku popłynęły mi łzy. Boże jak ja dawno nie płakałam.

<Zoro, Lucjan?>

Od Lucjana c.d. Zoro

Zoro zmył się po alkohol, Asami poszła po kwiaty. Musiałem więc zostać z Emily, bo nie chciałem odchodzić od samochodu i się zgubić przy okazji.
- No tak.. - mruknąłem - Z cyklu "myślimy jak Zoro": jak idziemy do kobiety na imprezę to zabieramy dwie rzeczy; alkohol i kwiaty. To pierwsze jest po to, aby łaskawiej na ciebie patrzyła, a to drugie jest po to, aby jak już będzie upita to..
- Jesteś zboczony.. - przerwała mi truskawka - Na serio..
- Powiedziałem przecież "z cyklu Myślimy jak Zoro"! Ja bym jej wolał kupić czekoladki; nie dość że byłaby wdzięczna to jeszcze zgodnie z zasadami dobrego wychowania, musiałaby mnie poczęstować.. to oznacza, że miałbym zaliczony prezent i sam się najadł. - uśmiechnąłem się.
- Jesteś okropny.. zawsze myślisz tylko o jedzeniu..? - warknęła Emily, musiało jej przeszkadzać moje towarzystwo, ale podobnie jak ja nie miała co robić.
- Nie.. nie tylko. Myślę o wielu rzeczach, jednakże pokarm jest ważny w życiu każdego organizmu, a cukier to pożywka dla mózgu. Nie będę ci tłumaczył dlaczego, bo i tak nic przecież nie zrozumiesz. A co do tego, że jestem okropny; nigdy nie miałem przyjaciół, więc się nie dziw, że takie u mnie antyspołeczne zachowania! - przewróciłem oczami.
- Nie dziwię się, że nigdy nie miałeś przyjaciół.. - westchnęła i rozpromieniła się gdy zobaczyła idących w naszą stronę Asami i Zoro - Nareszcie!
- No właśnie.. nie jesteś ty przypadkiem zazdrosna o tą jego przyjaciółkę, hę..? - szturchnąłem ją łokciem, lubiłem patrzeć jak ktoś się irytuje - W końcu przemierzył dla niej taki szmat drogi, tylko po to by dostać się na jej urodziny..
- Zamknij się. - warknęła bardzo dobitnie i odeszła na kilka metrów, nie żeby sobie pójść ale żeby nie mógł jej nadawać. Uśmiechnąłem się tylko i skrzyżowałem ręce na piersi, ale wtedy znowu żebra zaczęły mnie boleć.
Asami wręczyła Zoro kwiaty i poklepała go po ramieniu, po czym glon udał się w jakąś stronę. Nie to żebym był zainteresowany tą sprawą, ale nie chciałem spędzać kolejnych godzin z dziewczynami, nudne są i tyle.
-  Śledzimy go..? - spytałem, a Asami spojrzała na mnie zdziwiona.
- Po co..? - uniosła brew - Przecież idzie tylko na imprezę.
- No nie wiem jak ty, ale ja się nu.. - Emily szybko mi przerwała.
- Tak! - rzekła zdecydowanie - Idziemy! Chcę zobaczyć z kim się spotka!
- A więc jednak jesteś zazdrosna.. - uchyliłem się od kolejnego ciosu w brzuch, a potem uskoczyłem przed jakimś lecącym w mają stronę przedmiotem - Dobra, po prostu chodźmy.. Asami..? - spytałem patrząc na nią.

<Asami, Emily?>

Od Asami c.d Zoro

-Ja mogę pójść do kwiaciarni.- od razu się wycofałam i ruszyłam w głąb miasta. Na moim ramieniu wylądował kruk i zaskrzeczał mi do ucha.
-Mówisz że tam jest kwiaciarnia.- spojrzałam jego oczami, na skrzyżowaniu znajdowała się mała kwiaciarnia. Gdy do niej zawitałam, od razu przywitała mnie miła babcia.
-Czego sobie życzysz złociutka?- spojrzała na mnie.
-Ja bukiet kwiatów może białe róże.- spojrzałam na prześliczne kwiaty.
-Już się robi, jesteś taka słodka i młoda.- zaczęła się mną zachwycać. Od razu zaczęła robić bukiet z kwiatów.
-Oj Pani też młodo wygląda.- uśmiechnęłam się do niej.
-Nie mów tak, pewnie jesteś dość popularna wśród chłopców, ja też taka byłam w twoim wieku.- podała mi bukiet.
-Nie, nie jestem.- mruknęłam i chwyciłam kwiaty.
-Ile płacę?- zapytałam a ona pomachała ręką i podeszła do mnie.
-Na kosz firmy, pasują do ciebie białe róże. Dowodzenia słodziutka.- pomachała mi. Ja jej bardzo podziękowałam, wróciłam do samochodu Zoro wrócił z alkoholem. Podałam mu róże i spojrzałam w niebo, niedługo będzie ciemno.
-To ja życzę miłej zabawy...- poklepałam go po ramieniu.

<Zoro? Lucjan?>

Od Zoro c.d Lucjana

- Chcę odwiedzić przyjaciółkę...- mruknąłem.- Ma urodziny.
- To specjalnie na jej urodziny ściągasz nas do Japonii?- warknęła Emily.
- Nie kazałem wam ze mną jechać. Nie musicie ze mną iść, ona i tak was nie zna.
- To od niej dostałeś katanę.- zainteresował się Lucjan.
- Ta, można tak powiedzieć, bo najpierw była jej.
- Nic z tego nie rozumiem.- mruknęła Asami.
- I nie musicie.- wzruszyłem ramionami i zaparkowałem samochód.
Wszyscy wysiedliśmy z niego i ja rozprostowałem kości. Czułem się o wiele lepiej niż w nocy. Poszedłem do bagażnika i wyjąłem z niego swoją katanę. Skoro mam iść do Kuiny to muszę skombinować jakiś alkohol i kawiaty, niby nic takiego ale w mieście po wojnie może być z tym problem, zwłaszcza z tym drugim.
- Pomożecie mi znaleźć tutaj gdzieś kwiaty? I alkohol?

[Asami? Lucjan? Emily?]

Od Lucjana c.d. Zoro

Rozumiałem Asami, również bałem się naprawdę wielu rzeczy. Bałem się igieł, wysokości, wody, ognia.. długo by wyliczać. Mimo że gdy byłem mały, ciemność zawsze wydawała się przerażająca i myślałem, że wiążą się z nią same złe rzeczy, to szybko nauczyłem się ją lubić. W ciemności może i nie widzisz nikogo, ale ciebie też nikt nie widzi, możesz ukryć się w starej szafie razem z koszem truskawek i w samotności czytać książkę, podczas gdy inni śpią. Dzięki ciemności zawsze udawało mi się uciec, gdy chciano mnie pobić lub się poznęcać, a że w sierocińcu wiele było niewyżytych bachorów to prawie całymi dniami przesiadywałem albo w kuchni, albo w piwnicy gdzie żadne normalne dziecko by nie zeszło.
Zamyślony dokończyłem posiłek, trochę wspólnie pożartowaliśmy i zacząłem odnosić wrażenie, że nawet lubię tych ludzi, pomimo wielu ich wad. W końcu zaczęliśmy się pakować do samochodu, wskoczyłem na tylne siedzenie i czekałem aż reszta się załaduje. Zoro pokłócił się trochę z Emily o katanie i powiedział:
- Jest dla mnie ważna, dostałem ją od przyjaciółki. Jedziemy do tej Japonii, nie?- usiadł za kierownicą, odpalił silnik i pojechaliśmy.
Dostał swoją ukochaną katanę od przyjaciółki? Ludzie cenią rzecz tylko w dwóch przypadkach; jeśli jest cenna i wyjątkowa, lub jeśli otrzymało się je od ukochanej lub bliskiej osoby, wtedy nawet zwykły ołówek nabierał specjalnego znaczenia. Czy ta przyjaciółka o której mówił Zoro, to ta sama osoba jaką chce odwiedzić w Japonii..? Ciekawe.. Zapewne tak. Ale nie mogłem się go o to zapytać bo pewnie znowu by się wymigał od odpowiedzi. Zamiast tego podniosłem dłoń i delikatnie dotknąłem się w okolicy stłuczonych żeber. Nadal bolały jak cholera..
Po kilku godzinach zobaczyliśmy już zarysy jakiegoś miasta, czyżbyśmy byli na miejscu..? Nie wyglądały one zbyt ciekawie, tak jak w poprzednim były tu prawie same ruiny, chodź wyglądały zdecydowanie lepiej. No i po ulicach chodzili, nieliczni co prawda, ale normalni, cywilni ludzie. Całkiem miły dla oka taki widok.
- To powiesz kogo tak bardzo chcesz odwiedzić..? - spytałem Zoro, bo nadal ciekawiło mnie to najbardziej.

<Asami, Zoro, Emily..?>

Od Zoro c.d Asami

No nie dadzą mi pospać... Chociaż przyjemnie było posłuchać jak gadają.
Było mi niewygodnie i zimno, ale nogi już nie bolały więc prawdopodobnie się zagoiły.
- Kto mi zrobił śniadanie?- roztarłem oczy i usiadłem.
- Masz do wyboru suchą bułkę lub bułkę z dżemem.- mruknęła Emily.
- Chcę z dżemem.
Dziewczyna posmarowała bułkę dżemem truskawkowym i podała mi. Lucjan jakoś dziwnie się skrzywił na ten widok, ale ni obchodziło mnie to.
- Dzisiaj powinniśmy dojechać do Japonii, bo jak nie to będziemy musieli pchać samochód od suchym pysku i pustych żołądkach.
- Chyba nie jesteśmy daleko od jakiegoś miasta.- stwierdziła Asami.
Skończyłem jeść w dość dobrej atmosferze. Rozmawialiśmy i trochę się pośmialiśmy, potem zwinęliśmy wszystkie koce do bagażnika i wsiedliśmy do auta. Był wczesny ranek i było chłodno więc zamknąłem dach.
- Jest tam gdzieś moja katana?- mruknąłem spoglądając do tyłu.
- Włożyłam ją do bagażnika.- Asami się uśmiechnęła.
- No dobra, niech będzie, mam jeszcze pistolet.- stwierdziłem, chociaż wolałem mieć katanę przy sobie.
- Co ci tak zależy na tym mieczu, co?- fuknęła Emily.- W hotelu parę lat temu też ją miałeś.
- Jest dla mnie ważna, dostałem ją od przyjaciółki. Jedziemy do tej Japonii, nie?- odpaliłem silnik i ruszyłem na pełnym gazie.

[ktoś?]

Od Asami c.d Lucjana

O nie, on to zauważył. Muszę powiedzieć wreszcie to na głos, może mi pomoże w tym bo czasami jest to strasznie uciążliwe. Przybliżyłam się do niego i głośno westchnęłam.
-Tak, boję się ciemności...- mruknęłam lekko niezadowolona.
-Ale dlaczego? Ciemności boją się małe dzieci i to dlatego że rodzice albo je nastraszą albo myślą że potwór wyskoczy z szafy.- powiedział.
-Ciemność jest straszna! Nigdy nie wiadomo co się czai, i do tego nic nie mogę widzieć. I zawsze wtedy dzieją się najstraszniejsze rzeczy...- przełknęłam ślinę.
-Każdy się czegoś boi, chyba. W nocy też żyją drapieżniki!- dodałam. Oni wszyscy się na mnie patrzyli jak na małe dziecko.
-Też nie lubię ognia, gorącego jedzenia i lata. Ale chyba każdy się tego domyśla.- spojrzałam na ognisko które już wygasło.
-Ale podobno czucie ciepła i bycie ciepłym jest miłe, dlatego ludzie się przytulają i trzymają za ręce.- spojrzałam na swe dłonie które były strasznie blade.
-Wy to czujecie a ja nie...

<ktoś?>

Od Lucjana c.d. Zoro

Po wielu godzinach, wreszcie zasnąłem, tylko po to by obudzić się po kilku minutach, przez drącego się pod drzewem Zoro?! Czego ten typ ode mnie chce..
- Chcesz koc to złaź małpo! - krzyknął generał wymachując kawałkiem materiału.
- No nie.. - mruknąłem i biorąc gałąź między kolana odgiąłem się do tyłu i chwyciłem koc który miał w rękach - No, bardzo dziękuję. - zwinąłem się ponownie i przykryłem kocem, który szczerze mi nic nie dawał. Ale przynajmniej było miękko - A właśnie.. gdzie to się wybierałeś przed kilkoma minutami..? - spytałem z zaciekawieniem.
- Poszedłem po koce! - krzyknął naprawdę wkurzony - Czy wy wszyscy mi nie ufacie..! Uważacie że mógłbym tak sobie was po prostu opuścić po tym jak dobrowolnie powiedziałem, że pojadę z wami do byłej Japoni! Sądzisz, że nie mam honoru i że zostawiłbym trójkę niewydarzonych ludzi na pastwę losu tylko dla tego, że mam ich dość?!
- Dokładnie tak sobie myślałem.. - uśmiechnąłem się - Byłbyś do tego zdolny.. - glon uderzył z impetem w drzewo które zatrzęsło się, a ja spadłem razem z kocem na ziemię. - Bolało..! - warknąłem z wyrzutem - Jestem jedyną tu osobą która nie jest ranna, jak widzę chcesz zrobić wszystko by to zmienić..
- To ja tu jestem generałem - Zoro spojrzał na mnie z góry w czasie gdy ja rozmasowywałem sobie obolałe żebra - ..więc puki ciągnę cię za sobą to masz się mnie słuchać i mieć do mnie szacunek, jasne.. - kiwnąłem zrezygnowany głową, wszelkie moje złośliwe uwagi skończyły by się tylko kolejnymi sińcami - No.. a teraz idziemy spać! - od tego darcia się nawet Emily się obudziła i patrzyła na nas pukając się nieobecnie w czoło - Wszyscy! - wziął swój koc i ułożył się obok miejsca, gdzie niedawno palił się ogień - Dobranoc!
- Dobranoc.. - mruknąłem chodź i tak pewno nikt mnie nie słyszał i wdrapałem się znowu na drzewo. Kilka żeber mnie strasznie bolało i modliłem się, aby to były tylko stłuczenia i nic sobie nie uszkodziłem. Bok miałem co prawda siny, ale to chyba normalne po upadku z kilku metrów.. nie wiem, nie znam się na tym. W każdym razie zasnąłem szybciej niż poprzednio.
Obudziłem się dopiero kiedy słońce zaczęło już powoli wstawać, zlazłem z drzewa jęcząc, bo wszystko mnie bolało.. przeklęty glon! Asami wstała i wydawała się uszczęśliwiona, że pierwsze promienie dotykają już ziemi i właśnie zajadała śniadanie w postaci suchej bułki, podobnie jak Emily. Dlaczego wszyscy wpieprzali tylko to, skoro mieliśmy dżem..? I masło też.. no cóż. Spojrzałem na Zoro i lekko szturchnąłem dobudzającego się generała nogą.
- Ej.. księżniczko! - mruknąłem - Wstawaj.. wstawaj mówię..! - glon odepchnął mnie mrucząc o tym, że jeszcze mam mu dać kilka minut, bo go noga boli i potrzebuje się trochę więcej snu niż zwykle.
Wzruszyłem ramionami (nawet to było przejmująco bolesne) i ruszyłem po bułkę i masło. Lubiłem dużo słodkich rzeczy, ale od dżemu truskawkowego zawsze robiło mi się niedobrze, dlatego ominąłem go szerokim łukiem. Właśnie usiadłem sobie i zacząłem jeść gdy nagle nasunęło mi się pewne pytanie.
- Powiedz mi Asami.. - mruknąłem patrząc na dziewczynę - Czy ty boisz się ciemności..? - spojrzała na mnie obudzona.

<Asami, Zoro, Emily?>

Od Zoro c.d Asami

Spojrzałem na Asami jak na idiotkę. Co ona wymyśla? I jeszcze do tego mówi, że nie mam honoru... To akurat jest u mnie na pierwszym miejscu. Zrobiło mi się jeszcze zimniej i chciałem iść poszukać jakiegoś koca czy coś, a ona mi wyskakuje z tym, że chcę zwiać.
- Oszalałaś? Zimno mi i chce poszukać czegoś ciepłego.- mruknąłem.- Po co się denerwujesz i robisz więcej śniegu?
- Na prawdę nie chciałeś zwiać?
- Nie. Ale zacznę się chyba nad tym poważnie zastanawiać.- otworzyłem bagażnik i zacząłem tam grzebać.
Dobrze, że ktoś pomyślał o wzięciu koców.
- Chcesz?- spojrzałem na dziewczynę.
- Nie i przepraszam...- spuściła głowę.
- Nic się nie stało.- uśmiechnąłem się.- Rozumiem.
Wziąłem trzy koce i poszedłem na swoje stare miejsce, jednym przykryłem Emily, drugim chciałem przykryć Lucjana, ale ten gdzieś znikł.
- Gdzie ten szczyl?- mruknąłem rozglądając się. Zauważyłem go dopiero na drzewie.- Małpa cukrowa... Ja się do niego wdrapywać nie będę.- zacząłem warczeć pod nosem idąc w stronę drzewa.- E! Ty!- konałem w drzewo tak, że te się zatrzęsło.- Chcesz koc to złaź małpo!

[Lucjan? Asami? Emily?]

Od Asami c.d Zoro

Nie mogłam spać, ta ciemność mnie przerażała ale do ognia nie podejdę. Zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć, jednak na próżno. Nagle usłyszałam że ktoś wstaje, od razu spojrzałam co się dzieje. Mój kruk podleciał do mnie i pokazał mi że Zoro gdzieś odchodzi. Czyżby chciał nas zostawić na pastwę losu? Od razu wstałam oburzona, jednak poczułam jak rwie mnie ranna ręka. Nadal strasznie mnie bolała, ale przy najmniej zatamowałam krwawienie. Od razu poszłam śladem mężczyzny, kierował się w stronę pojazdu. Co z niego za szumowina! By nas tak zostawiać, nawet nie dotarliśmy do celu...
Czułam jak wzrasta we mnie oburzenie. Machnęłam ręką i stworzyłam lud pod jego stopami, od razu się wywalił. Podeszłam do niego, aż świeciły mi się oczy ze złości.
-Więc taki był twój plan!- warknęłam.
-Chciałeś nas zostawić tutaj, na tym pustkowiu. Tak się nie robi nie masz za grosz w sobie honoru, i ciebie niby nazywają generałem?- aż tupnęłam nogą z oburzenia, i przez to na 5 metrów powstała tafla lodu. Temperatura od razu spadła a z nieba zaczął padać śnieg.
-Wytłumacz mi się!- spojrzałam na niego, to jakaś kpina...

<Zoro?>

piątek, 14 lutego 2014

Od Lucjana c.d. Zoro

Szkoda mi było Asami która musiała leżeć z dala od ciepłego i miłego ognia, ale cóż ja mam na to poradzić?
 - Kogo musisz odwiedzić..? - spytałem przenosząc wzrok z dziewczyny na szermierza, Emily też nagle zdawała się być zainteresowana.
- Nie ważne.. - znowu się napił i wziął kolejny kęs wypieku - ..może zobaczycie... może nie. To moja sprawa. Zjedzcie coś i idziemy spać, trzeba być wypoczętym.
- Czy mogę zadać ci pytanie Zoro..? - spytałem nad wyraz uprzejmie, a on kiwnął głową - Dlaczego śpimy na ziemi zamiast na siedzeniach w samochodzie..? Nie sądzisz, że byłoby wygodniej?
- Jakbyś mi butami tapicerkę zabrudził.. - zmrużył oczy i spojrzał na mnie - To bym ci ten rozczochrany łebek ukręcił.. - kiwnąłem na znak, że rozumiem i zwinąłem się jak najbliżej ognia. Zawsze było mi strasznie zimno.
Emily też coś zjadła i rzuciła bułkę też Asami która raczej nie przejmowała się jedzeniem, ale dziwnie zerkała to w las, to w drugą stronę za każdym razem gdy w mroku się coś poruszało. Czyżby nasza lodowica bała się ciemności? W sumie to ją rozumiałem.. mi też zawsze w nocy każdy szmer wydawał się podejrzany i straszny. Zamknąłem oczy z zamiarem zaśnięcia, ale jak zwykle kiepsko mi to wychodziło. Zoro zasnął po minucie od wypicia i zjedzenia, a jego chrapanie słychać było chyba na kilka kilometrów, aż zacząłem się obawiać, że jeśli nas szukają to znajdą nas po tym dźwięku. W końcu nie każdy chrapie jak kilku tonowy niedźwiedź..
- Zoro.. - przysunąłem się bliżej i potrząsnąłem nim - Obudź się! - otworzył oczy i spojrzał na mnie pytająco - Weź ułóż się jakoś inaczej bo teraz to strasznie chrapiesz...
- Ja i chrapanie..? - zdumiał się - Człowieku, coś ci się chyba pomyliło! - rzekł - Ja śpię cicho, jak aniołek! Poza tym wcale nie spałem.. ja przecież czuwam przez całą noc nad tym czy nas znajdą czy nie!
- Jasne, jasne.. - mruknąłem - Wcale nie chrapałeś.. - zignorował mnie i ułożył się trochę inaczej.
Wróciłem na swoje miejsce i znowu zwinąłem się w kulkę. Emily i Asami już najwidoczniej spały, Zoro znowu zaczął chrapać ale o wiele ciszej. Ale ja nie umiałem spać, albo miałem problemy z oddychaniem, albo było mi nie wygodnie, albo strasznie zimno, albo po prostu myślałem nad tym co czyni teraz mój wuj. W końcu była to nieprzewidywalna menda.. i ciekawe dlaczego tak nagle chciał abym był w laboratorium. I skąd od właściwie wytrzasnął Emily.. tak w sumie nie tyle on mnie wychowywał, tylko jego żona, a on cały czas siedział w agencji, a jak już był w domu raz na miesiąc, to strasznie się podlizywał, jakby chciał zdobyć moje zaufanie. Ale ja nigdy go nie lubiłem.
Wstałem od gasnącego ognia i ruszyłem w stronę samotnego drzewa po czym wdrapałem się na rozłożystą gałąź. Byłem drobny i lekki, dlatego byłem pewny, że drzewo nie złamie się tak jak wtedy gdy Asami po raz pierwszy na nas wpadła. Wtedy, w mieście spanie na drzewie może i było dziwne, ale tutaj w otwartym polu wolałem spać wyżej. Nagle chrapanie Zoro ustało i zobaczyłem, że szermierz podnosi się i zmierza gdzieś na północ. Zastanawiałem czy oddala się bo czuje taką potrzebę, czy też zamierza tego "kogoś" odwiedzić bez nas, a może w ogóle nie o to chodziło. W każdym razie miałem mieszane uczucia czy go śledzić. W końcu zamknąłem oczy i odpłynąłem.

<Ktoś?>

czwartek, 13 lutego 2014

Od Zoro c.d Asami

Było mi zimno i mokro, ale cieszyłem się, że wszyscy jakoś się trzymają.
- Jak będę chory to będziecie mi robić rosołki.- przybliżyłem się do ognia bo znów mróz mną wstrząsnął.
Emily dała mi jakieś suche ciuchy, ale one jakoś nie pomagały. Zwykle byłem bardziej wytrzymały, nie rozumiem co się dzieje. Chociaż... Prawdopodobnie mój organizm skupił się na całkowitym wyleczeniu nogi, więc może dlatego moja odporność się zmniejszyła.
- Ja ci zrobię rosołek!- uśmiechnął się Lucjan.- Z cyjankiem, może być?
- Wleję ci to wtedy do gardła.- mruknąłem, ale uśmiechnąłem się.- Głodny jestem i chce mi się pić sake. I spać.
- Ale z ciebie maruda.- Emily wywróciła oczami.- Idź sobie po coś do wozu.
Westchnąłem i podniosłem się. Byłem cały zdrętwiały i zmarznięty, ale dotarłem jakoś do samochodu. Założyłem na siebie kurtkę, wziąłem jakąś bułkę i sake. Wróciłem na poprzednie miejsce i kontynuowałem nieskuteczne ogrzewanie się.
- To jutro jedziemy dalej, nie?- napiłem się sporego łyka alkoholu.- Muszę też kogoś odwiedzić.

[ktoś?]

Od Asami c.d Lucjana

Poczułam ostry ból, moja prawię ramię strasznie piekło i do tego szczypało. Ocknęłam się i od razu wstałam, jak by ktoś podał mi komendę. Spojrzałam na zakrwawione ramię, szkarłatna krew skapywała na śnieg.
-Nic się nie stało nie musicie się o mnie martwić!- powiedziała obojętnie. Oni spojrzeli na mnie, jak bym właśnie ześwirowała.
-Ale jesteś ciężko ranna.- spojrzał na mnie Lucjan. Ja jedynie się zaśmiałam.
-To nic wielkiego, bywało gorzej.- spojrzałam na krew i powoli zamroziłam ranę. Podeszłam do jeziora i zaczęłam się myć.
-Widzicie, dam radę kiedyś się zagoi.- powiedziałam. Gdy wreszcie byłam czysta, spojrzałam na nich.
-To jedziemy dalej?- spojrzałam na Zoro, który nad czymś myślał.
-Zostaniemy tutaj na noc, Asami i ja jesteśmy mokrzy.- spojrzał na swoje przemoczone ubrania.
-Mi to nie przeszkadza.- odpowiedziałam. On jedynak mnie zlekceważył, poszliśmy trochę dalej od jeziora. Rozpalili ognisko, oni się tam rozłożyli. Ja usiadłam daleko od ognia, wyglądało trochę to jak bym ich unikała.
-Asami chodź bliżej ognia i nas.- powiedział Lucjan.
-Nie, ja nie lubię ognia i ciepła...- mruknęłam.

<Zoro, Lucjan, Emily>>

środa, 12 lutego 2014

Od Lucjana c.d. Zoro

Zbliżyłem policzek do twarzy Asami, by sprawdzić czy oddycha. Na szczęście wyczułem lekki, ale niespokojny oddech dziewczyny.
- Tak! - powiedziałem patrząc na Zoro - Oddycha.. żyje.. - przez przypadek władowałem rękę w kałużę krwi która się utworzyła pod jej ramieniem - Fu..
- Szybko! Opatrunek! Trzeba zatamować jej krwawienie! - krzyknęła Emily w moją stronę jakby spodziewając się, że będę wiedział jak się to robi - Na co ty czekasz..?
- Nie mamy bandaży.. - mruknąłem bezradnie, a ona opuściła ramiona w geście załamania - No co?
- Drzyj koszulę na pasy i będziemy mieli profesjonalne bandaże..!  -powiedziała.
- Że słucham?! - rzekłem oburzony  - Zimno mi będzie... - Zoro nie czekając na dalszy ciąg moich narzekań podszedł do dziewczyny - Chyba nie uratujemy jej sami.. - mruknąłem patrząc z powątpiewaniem na moją zakrwawioną rękę - Potrzebna będzie czyjaś pomoc.. mylę się..?
- Tak, mylisz się. - rzekł - Rusz makówką kretynie..
- Nie wiem.. - byłem bezradny, nie znałem się na takich sytuacjach, już czułem że to mnie przerasta i zostawiłem to dla Zoro który zdawał się wiedzieć co robi.
Podszedłem do wody i umyłem dłoń, a gdy odwróciłem się spojrzałem z zaciekawieniem na Emily i glona próbujących zatrzymać krwotok.

<Emily, Asami, Zoro?>

Od Zoro c.d Asami

- Cholera jasna.- warknąłem widząc, że Asami wpadła do wody.- Co tak długo?- warknąłem w stronę Lucjana i Emily, którzy dopiero teraz się tu przywlekli.
- Emily się wywaliła i zaczęła drżeć, że ją noga boli.- narzekał Lucjan.- Gdzie Asami?
- Topię się.- odłożyłem katany, zdjąłem koszulkę i buty i wskoczyłem do lodowatej wody.
W tamtym momencie cieszyłem się, że mój sensei w młodości oprócz walczyć nauczył mnie też pływać.
Dziewczyna straciła przytomność, podpłynąłem do niej i złapałem w talii tak by jej nie urazić w ranę. Zaraz potem wypłynąłem z nią na powierzchnie. Zaczerpnąłem oddechu i wydobyłem ją na lód. Czułem jak skóra mi cierpnie od zimna, w sumie takie coś to bardzo dobry trening i sposób na zahartowanie się.
Lucjan wyciągnął Asami dalej od kruchego lodu, a Emi pomogła mi wyczołgać się z wody.
- Oddycha?- zapytałem ocierając ramiona, zaczynało mi się robić zimno.

[Lucjan? Asami? Emily?]

Od Asami c.d Zoro

Ta kobieta, ona była jedną z najsilniejszych tropiłam ją przez 4 miesiące, miasta i wioski które odwiedziła wyglądają teraz jak zimowa pustynia z po rozsypanymi trupami. Ona musi umrzeć, niech smaży się w piekle. Widziałam jak Zoro próbuje ją zaatakować jednak ona postawiła przed nim lodowy mur i biedak mocno się uderzył.
-To twoi przyjaciele?- zaśmiała się a jej oczy zaświeciły się na błękitno. Jednak nagle mur z lodu pękł, a Zoro ją zaatakował. Odskoczyła elegancko klika metrów dalej. Udało mu się, ją zranić po jej ramieniu pociekła krew jednak nie była ona czerwona tylko błękitna. Oznaczało to że chłód nią zawładnął i się mu poddała. Zoro spojrzał zaszokowany raz na nią a raz na mnie. Ona w napadzie szału, stworzyła milion sopli i wycelowała w niego. Nie miał szans, szybko przeczołgałam się pod jego noki i stworzyłam tarczę, gdy wreszcie skończył się jaj zasób, chłopak wyskoczył i zadał jej cis w brzuch, upadła i skręcała się z bólu.
-Zginę, a ty razem ze mną!- uderzyła w pokrywę lodową, wtedy wpadłam znów pod wodę. Widziałam jedynie jak Zoro ją zabija. Tak, nareszcie zdechła. Próbowałam się uwolnić jednak straciłam za dużo krwi i powoli traciłam oddech. Przed oczami miałam mroczki...Już nie mogłam, musiałam wziąć oddech. Poczułam jak zimna woda wlewa mi się do płuc.

<Zoro?>

Od Zoro c.d Lucjana

- Nie wiem czy życzy sobie naszego towarzystwa.- mruknąłem, ale skręciłem w stronę gdzie dziewczyna pobiegła.
W pewnym sensie Lucjan miał rację, mnie też nudziły te melodramaty, a także pieprzenie tego cukrzyka o łakociach. Aż się rzygać chciało od słuchania. Dobrze, że to Emily mu jebła bo gdybym ja to zrobił to pewnie by dostał tego krwotoku.
- Marimo! nie w tą stronę!- krzyknął chłopak.
- Jak nie w tą kurwa?!- zatrzymałem samochód.- Pobiegła w prawo!
- W to drugie prawo! Tam jest śnieg!
- Ja pierdole, zaraz będziecie szli na piechotę.- warknąłem i zawróciłem.
Tym razem pojechałem dobrze i zaraz zobaczyliśmy Asami, mokrą i zmarzniętą (przynajmniej na taką wyglądała), a obok niej stała jakaś laska.
Białowłosa dziewczyna spojrzała na nas zszokowana i wtedy przeciwniczka wykorzystała moment jej nieuwagi i stworzyła wilki sopel lodu który przebił Asami ramię.
- Kurwa...- szepnąłem.- Emily daj mi swoją i moją katanę i zajmijcie się Asami.
- A to niby dlaczego ja mam się nią zająć i nie walczyć.
- Z twoją nogą.- warknąłem.- Albo mnie słuchasz, albo wypad.
Patrzyła się na mnie chwilę i podała mi dwie katany.
Wyłączyłem silnik i wyskoczyłem z samochodu nie otwierając drzwi. Muszę jakoś dostać się do Asami i zdobyć jej katanę, wtedy z trzema będzie mi lepiej walczyć.
- Hej dziunia, może ze mną się zmierz, co?- uśmiechnąłem się spoglądając ukradkiem na Asami.
Miała przebite ramie i leciała z niej krew, ale oddychała w miarę równo i była przytomna, powinna z tego wyjść.
- Oo obrońca się znalazł?- zaśmiała się ta wiedźma.
- Może i obrońca.- prychnąłem.- Walczysz czy wymiękasz? Asami? Pożyczysz mi katanę?
Dziewczyna lekko przytaknęła i popchnęła katanę tak, że ta znalazła się przy moich nogach. Dobrze, że był lód, bo tak to lepiej się ślizgała.
Swoją katanę włożyłem sobie do ust, katanę Emily do lewej ręki, a Asami do prawej. Mam nadzieję, że ich miecze się nie połamią, bo wolę nie mieć stali na sumieniu.

[ktoś?]

Od Lucjana c.d. Asami

Nie podobało mi się towarzystwo ich wszystkich, ale nie chciałem zostać sam bo wiedziałem, że nie poradzę sobie z tym paskudnym żywotem. Nie byłem ani zabójczą, niebieską truskawką, ani wielkim facetem z kataną, ani lodowatą Asami, słowem - życie w pojedynkę zmiażdżyło by mnie, starło na proszek i przerobiło na kisiel albo na dżem. To oznaczało, że będzie się trzeba z nimi zaprzyjaźnić, a przynajmniej sprawiać pozory miłego i uprzejmego, tak aby mnie nie wykopali. Zacząłem więc pasjonującą wypowiedź o tym, że popcorn jest mimo wszystko jednym ze zdrowszych pokarmów, zawierają wapno i.. Nagle Asami wyskoczyła z auta, powiedziała coś do Zoro i pobiegła w siną dal. Byłem zszokowany, że nie słuchała mojego pasjonującego wywodu. Nie to że poczułem się urażony i chciałem strzelić focha, ale no tak jakos uraziło to moje ego..
- Idziemy za nią..? - spytałem w końcu  - Coś czuję że wywęszyła jakiegoś bałwana..
- Co wywęszyła..? - Zoro spojrzał na mnie zdziwiony jakbym gadał nie wiadomo jakie głupoty.
- No... Yuki-onne.. - mruknąłem znowu urażony tym, że nie zrozumiał mojego porównania - Słowem: będzie nawalanka!
- To nie nasza sprawa.. - mruknęła Emily jakby znudzona tym co ją otaczało, a jednocześnie z bólem na twarzy bo noga nadal musiała ją boleć - Ale chętnie popatrzyłabym na nawalające się dwie Lady Ice! - ziewnęła - Poza tym chyba nie mamy nic lepszego do roboty.
- No właśnie.. - uśmiechnąłem się prosząco - Plissss...
- Co ci tak strasznie zależy, co? - glon spojrzał na mnie - Zakochałeś się w tej lodowej lasce czy co?
- Nie! - po raz trzeci w ciągu dziesięciu minut poczułem się urażony - I nie zrozumcie mnie źle.. ale.. jesteście strasznie nudni.. - fuknąłem w końcu - Takie dwie ofiary losu rozmawiające tylko o swojej przeszłości i o matko.. Emily była tak strasznie wykorzystana, Zoro jest taki zły.. ojej! Rzygać mi się chce już tą telenowelą, chcę zobaczyć coś co naprawdę.. - doczekałem się chwili akcji gdy poczułem się jakbym latał w kosmosie, zobaczyłem i policzyłem wszystkie gwiazdy na Drodze Mlecznej, a potem wylądowałem w krzakach trzymając się za brzuch w który uderzyła mnie była agentka. - Bolało! - krzyknąłem z wyrzutem w ich stronę a Zoro zatrzymał samochód mimo iż wyczytałem z jego twarzy iż ma ogromną ochotę zostawić mnie tutaj - Może dostanę krwotoku wewnętrznego, co..? - zwinąłem się w zieleni - I umrę tu taki sam.. bez truskawek..
- Jestem za tym pomysłem! - Emily podniosła dłon - Zostawmy go tutaj i niech zdycha, męczy mnie ten gość..
- O nie! - poderwałem się i wskoczyłem z powrotem na swoje miejsce - Nie pozbędziecie się mnie tak łatwo!
- Czułem, że tak będzie.. - westchnął Zoro - Trzeba go było zostawić i nie przejmować się niczym. Zgniłby w laboratorium tego typa..
- Czyli jedziemy do Asami czy nie..? - uniosłem brew.

<Zoro, Emily, Asami..?>

niedziela, 9 lutego 2014

Od Asami c.d Zoro

Wsiadłam do samochodu jako pierwsza, oczywiście zajęłam miejsce obok kierowcy. Tamta dwójka wpakowała się na tylne siedzenia. Od razu podleciał do mnie kruk i usiadł na ramieniu.
-Leć i szukaj, jak coś znajdziesz daj znać.- powiedziałam do niego, on jedynie zaskrzeczał i ruszył. Zoro odpalił samochód i ruszyliśmy, podróż była dość łatwo. Nikt nam nie przeszkadzał, na razie. Lucjan coś opowiadał o różnych rodzajach słodyczy dziewczynie a ona obojętnie go słuchała. Spojrzałam na drogę.
-Przepraszam ale powinniśmy skręcić w prawo.- wtrąciłam się, on spojrzał na mnie i od razu zawrócił. Przez resztę drogi mówiłam mu gdzie ma skręcić itp. Czułam się trochę jak nawigacja. Nagle do mojego umysłu został mi wysłany obraz jeziora niedaleko nas, własnie tak latał Aisu. Wyskoczyłam z auta, Zoro zaszokowany od razu się zatrzymał.
-Chcesz się zabić?- krzyknął, ja jedynie lekko się uśmiechnęłam.
-Dalej jedźcie beze mnie.- powiedziałam głośno, i szybko zaczęłam biec w stronę brzegu jeziora. Im byłam bliżej, tym temperatura automatycznie spadała a na ziemi leżał śnieg, całe jezioro było pokryte lodem a na lądzie stała on jedna z nich. Kruk usiadł mi na ramieniu.
-Kogo nam tu licho przywiało? Czyż to nie Ledy Ice? Osoba która zamordowała moją siostrę.- na jej twarzy panował złowieszczy uśmieszek. Wyciągnęłam katanę i przygotowałam się do ataku.
-Twoi przyjaciele daleko nie odjadą z zamarzniętym samochodem.- zaśmiała się. Ja jedynie bacznie ją obserwowałam, pewnie chciała odwrócić moją uwagę by potem przebić soplem lodu, jednak nie ze mną te numery.
-Pośpieszmy się z tą zabawą mam jeszcze parę wiosek do odwiedzenia.- na jej słowa, od razu rzuciłam się jej do gardła. Jednak ona zrobiłam szybki unik i wylądowałam na cienkim lodzie, wpadłam do wody. Strasznie była zimna, ona specjalnie umocniła pokrywę lodową bym nie mogła się wydostać. Powoli traciłam oddech, uderzyłam mocno ręką i powoli lód pękł a ja zaczerpnęłam powietrza. Stanęłam na równe nogi a woda ze mnie spływała.

<Zoro, Lucjan, Emily?>

niedziela, 2 lutego 2014

Od Zoro c.d Lucjana

Poczynania tego gnojka nimilosiernie mnie wkurzył i do tego ten babsztyl się przypałętał.
- Ja zamierzam znaleźć jakieś sake i się przespać.- mruknąłem.
- A jakieś ambitniejsze plany?- mruknęła Emily.
- Zamierzam przywłaszczyć sobie jakiś samochód i wyruszyć w poszukiwaniu jakiś dobrych dwóch katan. Potem pójdę na żywioł.
- To ja idę z tobą Zoruś!- zapiszczał cukierkowy.- Pomogę ci wybierać!
- Będziesz jechał na tereny byłej Japonii generale?- zaciekawiła się Asami.
- Ta.
- Mogłabym jechać z wami? Tam byśmy się rozłączyli...
- Ja też jadę.- oznajmiła Emily.
- A róbta se co chceta!- warknąłem i ruszyłem byle gdzie. Grunt to dojśc do jakiegoś miasta.
- Zoro... Miasto jest w drugą stronę.- zachichotał Lucjan.
Szybko zawróciłem, a na moje policzki wylał się spory rumieniec. Cholerny brak orientacji w terenie.
- Wiem przecież.- warknąłem.
Ruszyliśmy i po godzinie byliśmy w dosyć sporym mieście. Ustaliliśmy, że Lucjan załatwia żarcie i picie (w tym alkohol), dziewczyny jakieś ciuchy, a ja transport.
Wędrowałem w poszukiwaniu jakiegoś samochodu i dosyc szybko znalazłem. Samotnie stojący piękny ford mustang convertible, aż się prosiło by go posiąść na własność.

Podszedłem do niego i ku mojemu zawiedzeniu siedział w środku jego właściciel.
 Zastukałem w szybkę i pokazałem facetowi by wysiadł.
- Czego? Chcesz kasy szczylu?- zaskrzeczał.
Uśmiechnąłem się szeroko.
- Samochodu.- wyjąłem katanę, jedno cięcie, katana schowana, a facet martwy osunął się na ziemię.
Wyjąlem kluczyki z jego kieszeni i wsiadłem do pojazdu, swoją katanę przerzuciłem na tylne siedzenie. Temu kto będzie tam siedział nie będzie chyba jakoś mocno przeszkadzać.
Otworzyłem dach i z piskiem opon ruszyłem do miejsca gdzie mieliśmy się spotkać.
- Pakujcie się.- uśmiechnąłem się zatrzymując się przy nich i widząc ich miny.- A żarcie i ciuchy do bagarznika.

[ktoś?]

Od Lucjana c.d. Asami

Byliśmy wolni, chociaż odczuwałem wrażenie, że polecieliśmy niezbyt daleko. Należałoby też zniszczyć helikopter, tak by nie znaleźli go przeczesując okolice w poszukiwaniu zbiegów. Inaczej, cały mój plan byłby bez sensu.. patrzyłem na maszynę, nie zwracając uwagi na wymianę zdań moich nowych towarzyszy.
-Nie sądzę byście wytrzymali w moim towarzystwie. - stwierdziła Asami i spojrzała na swe dłonie.
Odwróciłem się zdziwiony w jej stronę, myślałem, że to tylko ze mną nikt nie umie wytrzymać.
-To co chcesz zrobić?- zapytała Emily nagle dziwnie zaciekawiona, nadal nie wierzyłem, że zgodzili się ją wziąć ze sobą.
-Ja zabije wszystkie Yuki-onne...- powiedziała Ledy Ice triumfalnie z poczuciem obowiązku w głosie - Myślę, że jeśli jest ich jeszcze kilka, ich obecność może zagrażać ludzkiemu życiu.. - przekrzywiłem głowę, kim są Yuki-onne? Wnioskowałem, że są podobne do Asami i że mogą być niebezpieczne, ciekawie się zapowiada.. w sumie nie miałem nic do roboty, a taka przygoda zapewne nie będzie nudna.
- W takim razie - zwróciłem się do Yuki-onne - Czy mógłbym ci potowarzyszyć i pomóc w tym jakże szczytnym celu? - spojrzała na mnie zdziwiona - Zoro pewnie gdzieś się zaraz wyniesie, a nie lubię być sam bo nie mam komu marudzić. Jeśli te osoby o których mówisz, kimkolwiek są, są niebezpieczne to myślę, że mógłbym ci się przydać..
- Odpada. - przerwała mi twardo - Nie ma mowy.
- Eee.. - mruknąłem - A mogło być tak ciekawie.. No to Zoro! - zwróciłem się do szermierza - Może byś mnie przygarnął? Nie masz jakiegoś szczytnego celu w którym mógłbym ci pomóc?
- A od kiedy takiego gnojka interesują szczytne cele, co? - chyba nadal się dąsał za to powstanie - I nie, wkurzasz mnie.
- Nikt mnie nie chce.. - spochmurniałem, nie wrócę przecież do cukierni, ani do agencji... wuj osobiście by mnie zamordował za coś takiego. Znowu zostałem na lodzie, mogąc liczyć tylko na litość kogoś z trójki - W takim razie Zoro, co chcesz robić beze mnie? - spytałem patrząc na niego wyczekująco.

<Zoro, Asami, Emily?>

Od Asami c.d Emily

Już nic nie rozumiałam, chciałam tylko się stąd wydostać. Pewnie Asui, już wrócił z ważnymi informacjami.
-Nie ważne, chodźmy stąd.- pogoniłam ich, jednak widząc zły stan dziewczyny oczywiście to ja złamałam jej nogę. Podeszłam do niej i pomogłam dojść do helikoptera, widać że ktoś ją mocno uderzył w policzek bo był cały czerwony. W środku Lucjan usiadł za sterem i od razu włączył to latające ustrojstwo. Nareszcie unieśliśmy się w powietrze. Spojrzałam na dziewczynę i dotknęłam jej policzka.
-Co ty robisz?- spojrzała na mnie oburzona.
-Ochładzam, by nie bolało...- powiedziałam. Po chwili czerwony ślad zniknął, ja spojrzałam w okno, byliśmy już dość daleko. Wszyscy siedzieli cicho, potem Lucjan wylądował na skraju lasu. Wysiedliśmy z maszyny a ja od razu głośno gwizdnęłam, na moim ramieniu wylądował zgrabnie kruk.
-To od teraz, nasze drogi się rozchodzą...- spojrzałam na całą gromadkę.
-Niby to dlaczego?- zapytał podirytowany Zoro, tym że Lucjan się w niego zaczepiał.
-Nie sądzę byście wytrzymali w moim towarzystwie.- spojrzałam na swoje dłonie, które od zawsze niszczyły. Te dłonie mogą ich zabić lub zesłać na nich wieczny chłód.
-To co chcesz zrobić?- zapytała dziewczyna.
-Ja zabije wszystkie Yuki-onne...- powiedziałam.

<Zoro, Lucjan, Emily?>

Od Emily cd Lucjana

Powoli jechałam korytarzem. Zachowanie Zoro mnie nie zdziwiło. Spodziewałam się, że nie będzie chciał za mną normalnie porozmawiać. Na szczęście udało mi się. Jak tylko dotknął mojej szyi, zobaczyłam jego niedaleką przyszłość. Ta gnida Lucjan zapłaci za to, co zamierza zrobić. W ciągu paru chwil znalazłam się ponownie w gabinecie zarządcy.
- Twój kochany Lucjan właśnie wypuszcza Zoro i Ledy Ice. Pozwolisz mu na to? - zapytałam od razu.
- Dlaczego miałby to robić?
- Nie wiem... zerknij sobie na monitoring, pewnie odłączył zasilanie. Może nawet chce uciec z nimi. Coś mi się wydaje, że nie ufa ci zbytnio.
- Nie mogę nic z tym zrobić. Wszyscy żołnierze są zajęci zamieszkami wśród niewolników. - powiedział nadzwyczaj spokojnie.
- Czyli chcesz to tak zostawić? Pozwolić uciec naszym wrogom, tak?
- To może sam mam tam iść?
- A czemu nie? Jak widzisz ja za dużo nie zdziałam. - powiedziałam wskazując wózek na którym jeździłam. - Nigdy nic nie robisz... może czas w końcu się ruszyć. - Mężczyzna wstał wściekle i podszedł do mnie. Bez wahania podciągnął mnie do góry za koszulkę i warknął:
- To, że cie wychowałem nie znaczy, że masz jakieś specjalne prawa! Od dłuższego czasu znosiłem twój brak szacunku, ale teraz już przegięłaś! Albo się dostosujesz, alby wypierdalaj stąd! - Spojrzałam na niego lekko zdziwiona. Nie sądziłam, że ten stary pierdziel jest zdolny do czegoś takiego.
- Dobrze. - powiedziałam uwalniając się z jego uścisku. - Odejdę, bo w moim przekonaniu nie zasługujesz na więcej szacunku, niż ode mnie dostałeś.- Poczułam jeszcze mocne uderzenie w policzek i piekący ból.
- Właśnie o tym mówię. - mruknęłam odwracając się i opuszczając pokój. Od razu skierowałam się w miejsce odlotu helikoptera Lucjana. Czas zmienić stronę. Byłam na to przygotowana, ale nie wiedziałam, że to nastąpi tak szybko. Mimo wszystko byłam przywiązana do agencji, ale nie mam zamiaru żyć na smyczy. Udało mi się dojechać do schodów prowadzących na dach. Dalej musiałam sobie poradzić o własnych siłach. Powoli wspinając się po barierce dotarłam na dach. Akurat przyszłam na ostatnią chwilę, bo zaraz przyszli Zoro, Asami i Lucjan. Spojrzeli na mnie dziwnie. Opierałam się niezgrabnie o scianę i w każdej chwili mogłam stracić równowagę.
- No cześć... - uśmiechnęłam się niemrawo. - Mogę lecieć z wami?

<Asami?Zoro?Lucjan? Nie lubię być jedyną złą xD>

sobota, 1 lutego 2014

Od Lucjana c.d. Zoro

Jaki? - zapytał Zoro.
- Nie wiem.. - przyznała - Ale mówił coś o tym, że mamy większe szanse.. - zgasiłem ekran.
- Blabla.. - mruknąłem i zacząłem kręcić loczek na palcu - Głupi glon.. - spochmurniałem - Mówiłem Asami "nie macie uciekać, nie macie zabijać", ale ten i tak swoje.. - odepchnąłem się od biurka i na krześle przejechałem pół pokoju, po to by dopaść mój deserek z truskawką - Teraz mój plan może nie wypalić, a był niemalże idealnie dopracowany. Sądziłem że Emily go nie wypuści z jej pokoju przez jakiś czas, ale przeceniłem jej możliwości.. - zerwałem czerwony owoc z lukru i zacząłem uważnie mu się przyglądać - No właśnie, Emily. Taka gorzka, niebieska, genetycznie modyfikowana truskawka.. - zamyśliłem się - I znowu będę musiał się nią posłużyć. A to już drugi raz. Znowu musi umieścić Zoro i Asami w areszcie, wszystko od początku.. ale z drugiej strony nie ma na to czasu - przewróciłem oczami - Zaskakujące jak szybko sytuacja może się zmieniać na czyjąś niekorzyść - zjadłem truskawkę i powróciłem do placuszka - Będzie trzeba działać spontanicznie.. o - odwróciłem się do innego monitora na którym ukazane były drzwi do mojego biura, a na którym widniał nie kto inny jak Zoro i Asami - Przyszli już.. - spojrzałem na monitor który pokazywał słaba Emily wyjeżdża z pokoju - O matko.. nie potrafisz się regenerować tak szybko jak Zoro..? - oparłem się na  dłoni w której miałem łyżeczkę i znowu spojrzałem na drzwi - Jeszcze nie weszli?
Usłyszałem huk i drzwi wyleciały z zawiasów po czym opadły na podłogę. W pyle i kurzu zobaczyłem Generała, który wyglądał jakby czegoś szukał.
- Jesteście.. - zmarszczyłem czoło i powróciłem do jedzenia.
- To jaki jest ten twój genialny plan? - spytał patrząc na mnie - I gdzie jest moja katana?!
- Twoja katana jest tutaj - wskazałem łyżeczką krzesło na którym leżała - Ślepcu.. a co do planu to gratuluję, swoją ucieczką go strasznie upośledziłeś. - przełknąłem - Ale i tak się uda. - spojrzeli na mnie pytająco - Wiecie dlaczego nikt was jeszcze nie ściga..? - zaprzeczyli - Bo mają ważniejsze zajęcia. Ten instytut.. - spojrzałem smutno na pusty talerz - Ma wielu wrogów, bardzo wielu, nie tylko pojedyncze jednostki takie jak wy są przez niego prześladowane i ścigane. Są to też mafie oraz większe społeczności, które uciskane i śledzone w końcu się buntują. Czasem są to byli żołnierze, czasem cywile. Wykorzystuje się ich pracę dla zysków oraz dobra mojego wuja.. - spojrzeli na mnie zdziwieni - Ano tak.. nie ważne. W każdym razie właśnie w tej chwili trwa.. jakby to powiedzieć..? - zastanowiłem się - Małe powstanie.
- To znaczy? - zapytał Zoro nie rozumiejąc co to ma wspólnego z ich ucieczką, więc przełączyłem kamery na widok z okna, gdzie widać było lud rzucający w żołnierzy rozmaitymi rzeczami. Gdzieniegdzie były nawet wybuchy, zaskakujące, skąd oni wzięli granaty?  - To ludność cywilna?
- Czy istnieje jeszcze ludność cywilna.. ? - spojrzałem na niego pytająco - Nazwijmy rzecz po imieniu; to niewolnicy wszelakich wyższych mas, wykorzystywani i gnębieni. Ale to właśnie dzięki nim nasza ucieczka dojdzie do skutku. Obecnie prawie cała straż walczy z nimi, zostały tutaj tylko pojedyncze jednostki. Wymkniemy się kasując zapisy z monitoringu z waszej małej ucieczki i wyłączymy pozostałe, a wszelkich ludzi którzy nas zobaczą wyeliminujemy. Uciekniemy całkiem zwyczajnie; helikopterem. Nie ma w nim nadajnika bo jest prywatny i należy do zarządcy, co spowoduje że nas nie wytropią.
- A to nie zauważą startu takiej dużej maszyny..? - zdziwiła się Asami - To że patrzą na lud nie znaczy, że nie popatrzą w niebo!
- No i co z tego? Wiele będzie ich startować, a nawet jeśli ktokolwiek zobaczy, że skręcamy w nie tą stronę to przecież ile będą nas widzieć? Możemy po kilku kilometrach zmienić kierunek, jeśli tym się martwisz.. - westchnąłem - To chyba tyle.
- Ale.. - Zoro zmarszczył brwi i spojrzał na mnie - Zginie wielu cywilów.. - spojrzał smutno na tą scenę - I skąd wiedziałeś o ich powstaniu.
- Wiedziałem, bo to ja ich namówiłem - glon wbił we mnie swój wzrok - Wiedziałem, że będą straty. Ale czy dla ich godności nie jest lepiej zginąć w walce o własną wolność, a nie jak pies na łańcuchu który nigdy się nie buntuje..?
- Ty idioto! - krzyknął w moją stronę - Jeśli tak to powinno się im pomóc, a nie.. posłałeś tych ludzi na pewną śmierć, tylko dlatego aby zabrać się z nami? - chwycił mnie za koszulę i uniósł do góry.
- A jakie to ma znaczenie. To tylko nieznaczące jednostki.. poza tym nawet gdyby się ich uwolniło to nie ma to znaczenia. W środku zawsze byliby niewolnikami, bo ich wola została już raz złamana. Gdy psu który całe swoje życie żył w niewoli zdejmujesz łańcuch, on nie ucieka. On już po prostu nie wie co to wolność, poddał się i jego wola została ugięta. Mimo iż nie czuje obroży na swej szyi, nadal czuje się obserwowany, jakby był pod kontrolą, taki pies nawet jeśli zagryzie swego właściciela i odejdzie bardzo daleka nadal pozostaje niewolnikiem własnej świadomości. Wiem bo ja też jestem takim psem.. - marimo chyba nie docenił mojego wytłumaczenia bo właśnie bardzo mocno oberwałem z jego pięści. Upadłem na podłogę z rozciętą wargą i obolałą szczęką - Co ty wyprawiasz?!  Ani odrobiny wdzięczności!
- Nie znoszę takich ludzi jak ty.. - wbił we mnie spojrzenie swoich oczu, Asami też wydawała się być trochę wzburzona - Ludzie to nie psy!
- Nie, ludzie to nie psy.. - obtarłem krew rękawem - Ale tutaj nie ma różnicy czy mówimy o psach, kotach czy ludziach. Wola to wola. Jedynie robactwo nie wie, co to niewola. Ale nie martw się, przecież nie przekonałem i nie posłałem na śmierć wszystkich. Byłem na tyle wspaniałomyślny, że zaplanowałem też ucieczkę dla tych którzy pozostali.. - znowu był zaskoczony - Ale może później ci to opowiem - poderwałem się - Teraz uszanuj ich poświęcenie i chodź! Inaczej, wszystko pójdzie na marne - wyłączyłem całe zasilanie kamer - No! - wybiegłem z sali a za mną Asami. W końcu Zoro też do nas dołączył, ale nadal wyglądało na to, że chce mi dowalić, zabić mnie, poćwiartować i nakarmić moimi zwłokami ropuchy. No cóż.. Wystarczyło jeszcze tylko dotrzeć do helikoptera i będą wolni, a wraz z nimi - ja.

<Asami, Emily, Zoro?>

Od Zoro c.d Asami

Emily zaśmiała mi się w twarz, co nie poprawiło jej stanu, a wręcz znacznie pogorszyło. Warknąłem i złapałem ją za szyję.
- Sam sobie poradzę. Koniec przesłuchania.
Trzymałem ją jeszcze trochę, aż zaczęła się dusić i puściłem ją na wózek. Dziewczyna zaczęła łapczywi brać powietrze, a ja w tym czasie zwinąłem się i wyszedłem z jej biura. Na korytarzu obejrzałem się w obie strony? Gdzie teraz iść? Cholera z której my w ogóle strony przyszliśmy tutaj? A gdyby tak iść w lewo? Chociaż swoją katanę trzymam w prawej dłoni więc pójdę w prawo. Ale w sumie to jestem oburęczny, a gdy mam trzy miecze to katanę od Kuiny trzymam w ustach. Jeśli w ustach to powinienem iść prosto, ale prosto jest ściana... A rozwalać jej do cholery nie będę bo nie ma na to czasu...
Pierdole to! Idę w lewo!
Ruszyłem wściekły w lewą stronę, ale tu było więcej skrętów niż się tego spodziewałem, w ostateczności wędrowałem 10 minut i znalazłem się w miejscu z którego ruszyłem.
- Kurwa...- warknąłem pod nosem.- Idę w prawo!
Ruszyłem w odpowiedzią stronę i znów maszerowałem jakiś czas, jednak teraz wylądowałem sam nie wiem gdzie, myślałem, że szlag mnie jasny trafi. Żołnierze na pewno mnie poszukują od jakiegoś czasu, a ja błądzę po tym budynku jak głupi.
- Asami!- ryknąłem, miałem w dupie to czy żołnierze mnie znajdą. Zabiję ich, skończyła się zabawa.
- Tutaj generale!- usłyszałem jej głos.
Ruszyłem w kierunku dźwięku i natrafiłem na żołnierzy, którzy ją pilnowali. Powaliłem ich paroma ciosami i stanąłem przy kratach do których przylgnęła dziewczyna.
- Spadamy stąd.- oznajmiłem.- Idziemy po moją katanę i Lucjana i spadamy.
- Właśnie... Lucjan.- zamyśliła się.- On ma jakiś plan.- szepnęła.
- Jaki?

[Asami? Lucjan? Emily?]

czwartek, 30 stycznia 2014

Od Asami c.d Lucjana

Zostałam zamknięta w celi, jakoś nie lubiłam małych pomieszczeń. Żołnierze ubrali się ciepło, nawet się nie dziwię chłód bił ode mnie. Usiadłam na podłodze i starałam się nie zwracać na innych uwagi.
-Dlaczego nie zostałaś w swej wiosce?- jeden z najmłodszych zapytał. Spojrzałam na niego, z lekkim utęsknieniem.
-Nie chce ich zabić...- westchnęłam ciężko, on przybliżył się krat by mnie lepiej słyszeć.
-Jak to zabić?- zapytał oburzony.
-Jestem otoczona przez chłód, gdy zostaję gdzieś za długo nadciąga straszliwa zima która może nawet trwać wieki. Odeszła a wtedy zapanowała wiosna i nikt nie cierpiał z powodu głodu. Dlatego podróżuję.- niemrawo się uśmiechnęłam. On jedynie spojrzał na mnie zaciekawiony, był inny niż reszta albo grał bardzo dobrze.
-Jesteś Yuki-onna czyli kobieta zimy czy jakoś tak. Jest ich bardzo mało...- ja lekko się zaśmiałam.
'-Ja zabiłam już trzy Yuki-onne, wiesz dlaczego? Byśmy posiadały większą moc i potrafiły więcej. Nie lubimy siebie nawzajem zawsze gdy dochodzi do spotkań, kończą się tym że jedna z nas umiera.- spojrzał na mnie oburzony. Dawno z nikim nie rozmawiałam, samotność czasami mi doskwiera.
-Każda z nas ma wybór pozwolić by chłód opanował nasze serca lub zatrzymać ludzkie cechy, uczucia i emocje. Jestem zimna i nic nie czuję, dlatego nawet nie zawaham się ciebie zabić.- oparłam się o ścianę. On wrócił do towarzyszy, skuliłam się i tylko czekałam by się stąd wydostać. Po kilku godzinach czekania na jakikolwiek znak zasnęłam. Byłam padnięta, miałam ochotę pospać sobie cały dzień albo nawet dwa. Poczułam że ktoś mnie szturcha, powoli otwarłam oczy. Chyba miałam jakieś halucynacje lub to był sen.
-Kaname, przecież ty nie żyjesz...- widziałam swojego najlepszego przyjaciela, w którym się podkochiwałam, jednak to był szmat czasu. Umarł z powodu ciężkiej choroby.
-Strasznie tęskniłam, kiedyś cię kochałam, jednak odrzuciłam je i przyjęłam chłód do serca.- pocałowałam go delikatnie.
-Nie martw się, dam sobie radę.- wyszeptałam i zamknęłam oczy.
-Asami!- nagle usłyszałam jak ktoś na mnie krzyczy. Uświadomiłam sobie że to raczej nie był sen...

<Zoro, Lucjan, Emily?>

Od Lucjana c.d. Zoro

Działanie Emily było bezsensowne, nie potrafiłem zrozumieć dlaczego zamknęła się w jednym pokoju z niebezpiecznym gościem, w dodatku była na wózku i nie potrafiła się należycie przed nim obronić. Jakby polegała na przekonaniu, że zielony jej nic nie zrobi, ale nawet ja dostrzegłem, że mężczyzna ma już jej naprawdę dość. Była pewna siebie, naiwnie pewna, przeceniała własne możliwości i wielkość cierpliwości innych. Gdy zniknęła w swoim pokoju uciekając od licznych kamer i podsłuchów odwróciłem się od monitora na którym obserwowałem ich wędrówkę i wstałem z krzesła. Nie zamierzałem tu zostawać ani minuty więcej; mój wuj był podejrzanym i interesownym człowiekiem, bez serca, litości czy skrupułów, nie wierzyłem że załatwił mi posadę w laboratorium tak po prostu z dobroci serca, musiał mieć jakiś ukryty cel, jakiś plan o którym nie wiedziałem i którego miałem być częścią. Ale po moim trupie..
Nie wiedziałem po co chcieli przesłuchiwać Asami, lecz gdy usłyszałem o tym, że rozmowa z nią jest nieunikniona, postanowiłem obrócić to na swoją korzyść.
Usadowiłem się w fotelu za dębowym biurkiem, nałożyłem na nos okulary i spojrzałem na drzwi które powoli się uchyliły, a do środka wtarabanili się żołnierze z szarpiącą się Ledy Ice. Nie wyglądała na taką co chce uciec, raczej wolała ich irytować i przeszkadzać w wypełnianiu obowiązków. Doskonale wiedziałem, że nie opuści tego budynku bez generała, a on nadal rozmawiał z Emily. W końcu siłą posadzono ją na krześle i przywiązano do niego grubym sznurem. Mogła je co prawda zamrozić i zwiać, ale kontynuując wątek że nie mogła uciec bez Zoro, te liny uniemożliwiły jej szarpanie się. W końcu spojrzała na mnie zrezygnowana.
- O ty zdrajco.. - wysyczała wściekła z tego powodu - To pewnie ty nasłałeś na nas tą jędzę!
- Nie znam jej - powiedziałem zgodnie z prawdą - I nie jestem do końca zdrajcą.. - spojrzałem na strażników wyczekująco - Możecie opuścić pomieszczenie - warknąłem - Poradzę sobie - spojrzeli na mnie zdziwieni, ale w końcu wyszli. - No więc.. - wstałem i odgiąłem kamerę przez którą nas obserwowano - Musisz wiedzieć że - odłączyłem podsłuch i sprawdziłem jeszcze kilka miejsc w których mój wuj miał tendencje do chowania pluskiew - Postanowiłem pomóc tobie oraz twojemu generałowi - uśmiechnąłem się - No, w zamian za to że zabierzecie mnie ze sobą.
- A po co nam twoja pomoc? - oburzyła się - Do niczego nam potrzebny nie jesteś!
- Jeśli uciekniecie tak po prostu.. - mruknąłem patrząc jej w oczy bardzo poważnie - Będą was ścigać żołnierze o różnych mocach, jak twoja czy Zoro. Ale jeśli uciekniecie ze mną, agenci będą mogli sobie was szukać i są marne szanse na to, że was znajdą.
- A to niby dlaczego? - spytała unosząc brew - Dlaczego ucieczka z tobą niby miałaby nam coś dać?
- Jeśli wyłamiecie się z więzienia w sposób tradycyjny; rozwalając ściany i zabijając dużą ilość żołnierzy to możemy powiedzieć, że prawdopodobieństwo zauważenia waszego przewinienia to 100%, tak? - kiwnęła głową niepewna jakby nie wiedząc do czego dążę - Będą doskonale wiedzieć jak wyszliście, gdzie się skierowaliście oraz gdzie jesteście i choćbyście bronili się i nie wiem ile uciekali to prędzej czy później i tak was złapią. - poprawiłem okulary - Natomiast jeśli uciekniecie ze mną, ja obmyślę plan za pomocą którego wasza ucieczka zostanie zauważona po pewnym czasie, nie będzie wiadomo jak do niej doszło, kto i dlaczego wam pomógł ani gdzie się skierowaliście. Szansę natychmiastowego odnalezienia w takiej sytuacji szasuję na poniżej 10%.. - uśmiechnąłem się - Więc to chyba lepsza prognoza od tego 100%, tak? - chyba nadążała - To oznacza że na dłuższą skalę opłaca wam się moja pomoc, a w dodatku ja chcę tylko pójść z wami. To jakbyście dostali coś za gratis. Opłaca wam się.. - spojrzałem na nią - To jak?
- Na dobra.. - westchnęła - Ale z generałem, tak? - kiwnąłem głową - Dobrze, nie brzmi to źle.. ważny jest efekt. Ale tak właściwie to dlaczego masz okulary? - spytała zdziwiona.
- To zerówki.. - przyznałem - Ale wyglądam w nich tak seksownie.. - przyjrzałem się swojemu odbiciu w szklanej powierzchni szuflady.
- No chyba  ci coś bardzo ciężkiego na łeb upadło.. ? - powiedziała i dostała lekkiego wytrzeszczu.
- Hm.. - mruknąłem lekko urażony, ale nie spodziewałem się innej reakcji, poza tym podobał mi się fakt, że okulary mi spadały i miałem czym się zająć w trakcie rozmowy, ciągła przyswajalność dużej ilości cukru, sprawiała że byłem ciut ciut nadpobudliwy - Czyli mamy umowę..?
Do pomieszczenia wparowali żołnierze.
- Dlaczego podsłuch i kamery nie działają? - spytali.
- Nie działają..? - udałem zaskoczenie - Może się coś odłączyło.. - zrobiłem niewinną minę - Wiecie.. już skończyliśmy w sumie - wstałem - Myślę, że ona nic tak po dobroci nie powie.. - odszedłem od biurka i ruszyłem w stronę drzwi - Ale na razie zamknijcie ją w areszcie.. potem się zobaczy. - uśmiechnąłem się i zniknąłem im z oczu.


<Asami, Emily, Zoro? Co u was?>

wtorek, 28 stycznia 2014

Od Zoro c.d Emily

Naprawdę gratuluję jej pomysłowości, zamknęła się ze mną tutaj sam na sam. Siedziała na wózku inwalidzkim, a ja byłem w pełni sprawny. No nie w pełni, ale ból mi kompletnie nie przeszkadzał.
- Sporo rzeczy.- mruknąłem.- Na pewno nie jestem takim szczylem jak kiedyś.
- Ah, pamiętam tego młodziaka, z głupimi marzeniami i jedną kataną.
- Ty za to nic się nie zmieniłaś Milan.- warknąłem. Wkurzało mnie to babsko.
- Nadal mi nie odpowiedziałeś na pytanie.
- Wojsko, treningi, spanie i podróż.- zacząłem wyliczać.- Nie będę przedstawiał ci całego scenariusza, bo nie mam najmniejszej ochoty.
Rozejrzałem się po pokoju, był... Taki w jej stylu. Nie chciało mi się tutaj siedzieć, wolałem wyruszyć w drogę. Sam lub z Asami i Lucjanem, wisi mi to.
- Nadal masz brak orientacji w terenie?
- Nigdy nie miałem.- skłamałem, a na moje policzki wypłynął rumieniec.- Po prostu chodziłem tam gdzie chciałem. Skończ już to! Oddaj mi katanę i może nie rozpierdolę całej tej agencji!
Podszedłem do niej i złapałem za koszulkę lekko unosząc w górę. Ta baba psuła mi dzień i humor. Chcę stąd wyjść, napić się sake i zasnąć pod drzewem, nie przejmując się tą jebaną wojną!
- I co? Zabijesz mnie?- uśmiechnęła się.
- Kusząca propozycja, ale masz mi zwrócić katanę.- syknąłem i spojrzałem na nią wściekle.

[Emily? Lucjan? Asami?]

Od Emily cd Zoro

- Tak miałam... i właśnie idziemy porozmawiać. - Powiedziałam i złapałam go za rękę. Trochę było mi ciężko prowadzić wózek jedną ręką, ale jakoś dawałam radę.
- Generale!
- Panno Emily! Szef nie pozwolił...
- Cicho! - zwróciłam wzrok do dziewczyny gotowej do ataku w każdej chwili. - Poczekaj chwilę... nie zrobię mu nic złego! A wy... - popatrzyłam na żołnierzy. - Gówno mnie obchodzi co mówi szef! Będę w swoim gabinecie... nie przeszkadzajcie nam. - Odwróciłam się po pojechałam dalej. Słyszałam jeszcze szamotaninę spowodowaną przez Ice, ale nie martwiłam się tym zbytnio. W końcu pilnował ją facet który przejął żywioł ognia, więc na pewno wszystko będzie dobrze. Zoro o dziwo szedł obok i nic nie mówił. Nic nie mówił dopóki nie skręciliśmy w pierwszy korytarz. Usłyszałam cichy śmiech.
- Zakochałaś się we mnie czy co? O czym chcesz ze mną rozmawiać? - Zapytał i śmiał się dalej. Było to dziwne... chyba pierwszy raz słyszałam jego śmiech. Było to niepokojące, ale też... słodkie?
- Dowiesz się w swoim czasie. - odpowiedziałam tylko i ruszyłam dalej nie patrząc się w tył. Kiedy doszliśmy do mojego pokoju, zamknęłam za sobą drzwi na klucz. To był jedyny pokój, gdzie nie było kamer, ani podsłuchu. Właśnie dlatego, tylko tutaj mogłam z nim porozmawiać.
- Usiądź. - wskazałam mu fotel, ale on dalej stał. Nie ufał mi, ale nie dziwie mu się. Odchrząknęłam.
- Może opowiesz mi co robiłeś przez to pięć lat, panie Generale? - zapytałam z nutką sarkazmu w głosie.

<Zoro?>

Od Zoro c.d Asami

No nie dadzą mi się do cholery wyspać! Chociaż stan moich nóg znacznie się poprawił. Asami przyleciała do mnie rozerwała kajdanki i powiedział, że mamy spadać. I mi pasuje, chociaż nie wiem czy iść po Lucjana.
Była też jeszcze jedna sprawa. Moja katana.
- Asami, ja muszę odzyskać katanę.- mruknąłem idąc za nią.
- Ale Generale... Nie możemy, musimy uciekać.
- To sama sobie uciekaj, ja bez katany nigdzie się nie ruszam.
No... Przydałyby się jeszcze dwie katany, ale je sobie znajdę jak stąd wyjdziemy. Dziewczyna spojrzała na mnie i już chciała coś powiedzieć, ale spotkaliśmy na swojej drodzę tą babę Emily.
- Stójcie! - Wrzasnęła. - Ładnie to tak uciekać przed przesłuchaniem, he!? Rozumiem, że macie coś na sumieniu, skoro tak bardzo bronicie się od tego! Tym bardziej was nie wypuścimy...
 Zrobiła ruch ręką i zaraz znaleźli się przy nas żołnierze. No ja nie wytrzymam! Nie mam żadnej broni do cholery!
Zaczęli na nas skakać i w ogóle. Pokazałem Asami by zluzowała i przestała walczyć. Jakby co to uda się drugi raz uciec. Trzeba napierw coś zaplanować.
Trzymało mnie czterech żołnierzy, jestem ciekawy czy wiedzą o mojej nadludzkiej sile... Na razie nie miałem zamiaru walczyć. Potem się zabawię, tylko, że tym razem na poważnie.
Emily podjechała do mnie wózkiem i uśmiechnęła się.
- Czyżby wielki Zoro się poddał? To do ciebie nie podobne glonie.
- Kto ci powiedział, że się poddałem?- mruknąłem.- Miałaś robić jakieś przesłuchanie.

[Emily? Asami? Lucjan?]

Od Emily cd Asami

Obudziłam się następnego dnia. Moja mogą była już w gipsie, chociaż i tak jutro mi go zdejmą. Pewnie wstrzyknęli mi jakiś płyn na szybszy porost tkanki kostnej. Na plakietce miałam napisane, żebym nie ruszała się, aż do zdjęcia usztywnienia. Niestety nie mogłam siedzieć bezczynnie. Wstałam z łóżka i chwyciłam się szafki, która stała obok. Doczłapałam do drzwi i otworzyłam je.
- Miała pani leżeć. - Usłyszałam stanowczy głos pielęgniarki. 
- Muszę coś załatwić. Przynieś mi transport. - Powiedziałam, a kobieta popatrzyła na mnie srogo. Wyruszyłam ramionami i zrobiłam mały krok do przodu. 
- No dobra... W takim razie pójdę o własnych siłach. - pielęgniarka wzdrygnęła się, po czym szybko pobiegła po wózek inwalidzki. Dobrze wiedziałam, że musiała mnie posłuchać. W końcu jakby coś mi się stało po drodze, to mogłabym spokojnie wszystko zwalić na jej niekompetencję, a rząd bez mrugnięcia okiem zwolniłby ją ze stanowiska. Praca w szpitalu jest teraz bardzo dobrze płatna, ponieważ rannych przybywa coraz więcej. Kiedy już został mi dostarczony mój nowy transport, usiadłam i zaczęłam pedałować rękoma. Dość szybko znalazłam się w kwaterze głównej. Zapukałam do pokoju zarządcy i poczekałam chwilę, aż ktoś mi otworzy. Kiedy w końcu jeden z żołnierzy to zrobił wjechałam i stanęłam,  raczej usiadłam przed szefem. 
- Co się działo jak spałam? - zapytałam od razu. Nie musiałam się silić na jakieś oficjalne przywitania. W końcu można powiedzieć, że ten facet mnie wychował, więc nasze stosunki były raczej zażyłe. 
- Nic nadzwyczajnego... wypuściłem Lucjana, w końcu jest moim siostrzeńcem, a do tego przyda się nam. - Pokiwałam głową. Czułam, że jest w nim coś znajomego... 
- Lady Ice uciekła i właśnie podąża do Zoro. Ale wysłałem już po nich żołnierzy, więc nie bój nic. - Powiedział to zbyt spokojnie. On nawet nie zdawał sobie sprawy jak niebezpieczna może być ta dwójka. Na mojej twarzy pojawił się grymas.
- Nie dadzą rady! Sama ledwo walczyłam z Lady, a co dopiero z dwójką naraz! Nawet jeśli będzie ich nie wiadomo ile, to i tak może nic nie dać! Daj mi najlepszych ludzi z mocami genetycznymi, to damy sobie rade, ale nie wysyłaj zwykłych żołnierzy, bo nie zostanie z nich kompletnie nic! - Krzyknęłam i już zaczęłam się odwracać, żeby jak najszybciej dostać się do celi Zoro.
- Już trochę na to za późno... zaraz się spotkają, więc... O! Miałaś racje... już ich zabiła. 
- Jesteś idiotą. - mruknęłam i wyjechałam z pokoju. Zawołałam jednego z żołnierzy i poleciłam mu, żeby zawiadomił specjalne jednostki o ucieczce ważnych podejrzanych. Na początku coś tam mamrotał, że nie może wykonać mojego rozkazu, ale jak trochę się na niego wydarłam to posłuchał. Chwilę potem byłam już niedaleko miejsca, gdzie powinni być dziewczyna i Zoro. Nadajnik pikał głośno, więc wiedziałam, że się zbliżają. Po chwili zza zakrętu wybiegła dwójka uciekinierów.
- Stójcie! - Wrzasnęłam. - Ładnie to tak uciekać przed przesłuchaniem, he!? Rozumiem, że macie coś na sumieniu, skoro tak bardzo bronicie się od tego! Tym bardziej was nie wypuścimy... - uśmiechnęłam się i dałam znak reszcie, żeby nie pozwolili im uciec.

<Zoro? Asami? Lucjan?>