wtorek, 18 lutego 2014

Od Lucjana c.d. Zoro

Toż to ten osobnik się mnie o takie sprawy pyta..? W sumie to normalne, przecież zadałem mu takie samo pytanie.. brak cukru mi nie służył.
- O sobie, ja..? - spytałem idąc korytarzem domu i rozglądając się czy gdzieś nie leżą te katany - Moje życie zawsze wyglądało tak jak teraz..
- To znaczy..? - spytał Zoro.
- To znaczy, że nie nikt mnie nie lubił, nie miałem przyjaciół. Nigdy mi też to nie przeszkadzało ani nie miałem zamiaru tego zmienić.. tak w ogóle to jestem z Anglii.. - zacząłem przeszukiwać starą szafę - Jak byłem mały to mój dom spłonął w pożarze... nigdy nie dowiedziałem się, czy podpalono go specjalnie czy to był wypadek. Ale zginęli tam też moi rodzice i mój ukochany pies.. - tak, czułem że muszę o nim wspomnieć.. to był mój jedyny przyjaciel - Po ich śmierci powiadomiono o moim nieszczęściu mego wuja.. poznaliście się już z resztą. Chyba.. - zastanowiłem się - Cały czas sądziłem, że on po mnie przyjedzie razem ze swoją żoną i będę mógł mieszkać u niego.. mieli wspaniały dom, ale często przyjeżdżali do nas w odwiedziny. - zamyśliłem się - No więc umieszczono mnie w domu dziecka na ten czas.. no i czekałem. Codziennie siadałem przy tym samym oknie i wpatrywałem się w ulicę wierząc, że lada chwila po mnie wróci. Czekałem sobie dzień, tydzień, miesiąc. Gdy minęły dwa lata przestałem w końcu czekać i zrozumiałem, że nigdy po mnie nie przyjedzie. Zawsze byłem drobny i słaby; wszyscy ci żałośni, starsi idioci lubili się nade mną znęcać i robić mi dziwne kawały, zawsze chcieli się dowartościować cudzym nieszczęściem. Kiedy siedziałem przy oknie nikt nie mógł mnie znaleźć bo było ono w starej kuchni za szafą a tak nikt nie zaglądał. Gdy nie chciałem już tam być przeniosłem się do piwnicy, bo wszyscy inni bali się ciemności i nie schodzili tam. - opróżniłem całą szafę z tych pudeł ale katan nigdzie nie było więc zrezygnowany poszedłem dalej - Ale potem przebudowano tą kryjówkę na żłobek - przewróciłem oczyma - No to poszedłem do kuchni - uśmiechnąłem się - Pomagałem kucharkom testując nowe przepisy, zjadając to co ugotowały. Poza tym mogłem cały czas chlać herbatę, o czym inni mogli sobie tylko pomarzyć. No i zjadać truskawki - uśmiechnąłem się - Te owoce zawsze kojarzyły mi się z dobrymi godzinami spędzonymi w kuchni, te wszystkie desery które tam zjadłem.. chodź zjeść niektóre potrawy z sierocińca to była naprawdę trudna sztuka - zachichotałem - No i to tak moje dzieciństwo wyglądało.. - rzekłem wyprostowując się i spojrzałem na glona - O, masz coś? - uniósł i położył pudło na stole.
- Chyba tak - otworzył je i zobaczyliśmy trzy katany, jedną jednak Zoro złamał w rękach, drugą rozwalił o stół a trzecia dawała sobie radę - Ale nie są za dobre.. - podsumował to - Może tylko ta.. - wskazał ją - Ale to jeśli nie znajdziemy nic lepszego - położył ją na stole - No, mów dalej...
- Hm..? - mruknąłem - No to chyba tyle...
- Jak trafiłeś do swojego wuja..? - spytał - Przecież z tego co się orientuję to ty byłeś tam pilotem, tak..?
- Aaa.. to.. - mruknąłem ponuro - No więc pewnego dnia, gdy kucharki ugotowały zupę grzybową.. zupy są okropnie fuj.. - skrzywiłem się - Musiałem znaleźć sobie tymczasowo inne miejsce pobytu bo tam śmierdziało tym paskudnym czymś. No więc podszedłem do okna przy którym spędziłem prawie dwa lata. Nie chciałem nic zobaczyć, tylko uciec od zupy. I właśnie wtedy, po pięciu latach jakie spędziłem w sierocińcu: mój wuj po mnie wrócił. Gdy zobaczyłem go na chodniku niemalże go nie poznałem i byłem zdania, że to zwyczajny człowiek, a podobieństwo to moja wyobraźnia. Ale odwiedził mnie osobiście. To był drugi zaraz po stracie rodziców i psa szok jakiego doznałem. Nie wiedziałem czy mam go za to kochać czy go z całego serca nienawidzić - wzruszyłem ramionami - No i wybrałem to drugie. Całe moje życie miał mnie gdzieś, a po pięciu latach przyszedł i spytał się czy dobrze mi się wiedzie. - zwycięstwo! Katana leżała przed moim nosem.. właśnie miałem ją zwycięsko podnieść, ale Zoro był szybszy i uderzył nią o taboret z takim impetem, że jej połowa zagłębiła się trochę w drewnie a reszta została glonowi w rękach.. - No a potem postanowił mnie adoptować i zawiózł mnie do tej organizacji.. - zacząłem szybko streszczać bo nie chciało mi się już gadać, limit strzępienia języka wyczerpany - No i tam sobie tak pozostałem.. a potem poznałem was i resztę znasz. Właśnie tak. - uśmiechnąłem się - Zoro.. - spojrzał na mnie - Znalazłem coś wreszcie - wygrzebałem z kartonu pożartego przez myszy kilka tych mieczyków - Wypróbuj, ja i tak nie mam siły; jakbym się zamachnął to prędzej sam bym złamał sobie kręgosłup niż tą katanę.

<Zoro, Emily, Asami?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz