sobota, 15 lutego 2014

Od Zoro c.d Asami

Podreptałem z kwiatami i alkoholem do miejsca gdzie leżała Kuina. Gdy byłem mały i trenowałem w dojo, to senseiem tam był Koshiro, ojciec Kuiny. Zawsze gdy z nią walczyłem, to ta wygrywała, ani razu jej nie pokonałem. Była moją najlepszą przyjaciółką, ale też największym przeciwnikiem.
Byliśmy tak zaangarzowani w treningi i walki, że obiecaliśmy sobie nawet, że któreś z nas zostanie najlepszym szermierzem na świecie. Wiem... Głupie marzenie, ale mieliśmy po jedenaście lat.
Następnego dnia Kuina zmarła przez nieszczęśliwy wypadek. Ja nie mogłem jej pokonać, a zrobiły to zwykłe schody. Ryczałem wtedy jak bóbr, ale postanowiłem dotrzymać tajemnicy danej dziewczynie, więc wziąłem jej katanę od jej ojca i ruszyłem w świat.
Wszedłem na teren cmentarza i ruszyłem do nagrobka na którym pisało "Kuina Takimasu. Lat 11. Na zawsze w naszych sercach." Położyłem tam białe róże które kupiła Asami i usiadłem przed płytą nagrobną.
- No cześć młoda. Słyszałem, że masz urodziny, byłem w poliżu i pomyślałem, że wpadnę.- uśmiechnałem się.- Dostałaś kwiatki, ładne, nie? Przyjaciółka je wybierała, bo ja w tych sprawach jestem beznadziejny.- Oczywiście odpowiadała mi cisza, jednak ja mówiłem dalej.- Ty na moje urodziny nie przychodzisz, ale nie gniewam się bo ich nie świętuję. W sumie to ja to już dawno u ciebie nie byłem, ile to? Z 9 lat? Mam nadzieję, że jeszcze pamiętasz o naszej obietnicy.- Znów cisza, wiał tylko lekki wiaterek.- Przyjechałem ze zgrają bałwanów, których o dziwno bardzo polubiłem, tylko im tego nie mów. A! I mam coś jeszcze.- pokazałem jej butelkę sake.- Sensei by mnie zabił gdyby się dowiedział, że daję ci alkohol, ale w ten wyjątkowy dzień...- otworzyłem butelkę.- Napiję się pierwszy, resztę zostawię tobie.- pociągnałem parę łyków.- Powiedz co tam u ciebie? Dobrze ci tam na górze, nie? Kiedyś do ciebie dołączę, ale najpierw stanę się najlepszym szermierzem na świecie. Masz tam trenować, bo jak się tam znajdę to znów stoczymy pojedynek.- zaśmiałem się.- W ogóle to mam twoją katanę, nie gniewasz się, nie? Moje się połamały, były badziewne tak jak mówiłaś.- nadal cisza.- W ogóle jest wojna, ale pewnie to wiesz bo wszystko oglądasz z góry, zawsze byłaś ciekawska.- znów się napiłem.- Dobra! Resztę zostawiam tobie!- postawiłem butelkę do połowy pełną przy nagrobku.- Ja spadam młoda, muszę jechać dalej, ale jeszcze cię odwiedzę.- podniosłem się i zaczałem iść w stronę wyjścia z cmentarza.- Pa Kuina!- machnąłem jej jeszcze i znalazłem się na ulicy.
I gdzie ja kurwa mam iść by trafić do samochodu?

[ktoś?]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz