Poczułam ostry ból, moja prawię ramię strasznie piekło i do tego szczypało. Ocknęłam się i od razu wstałam, jak by ktoś podał mi komendę. Spojrzałam na zakrwawione ramię, szkarłatna krew skapywała na śnieg.
-Nic się nie stało nie musicie się o mnie martwić!- powiedziała obojętnie. Oni spojrzeli na mnie, jak bym właśnie ześwirowała.
-Ale jesteś ciężko ranna.- spojrzał na mnie Lucjan. Ja jedynie się zaśmiałam.
-To nic wielkiego, bywało gorzej.- spojrzałam na krew i powoli zamroziłam ranę. Podeszłam do jeziora i zaczęłam się myć.
-Widzicie, dam radę kiedyś się zagoi.- powiedziałam. Gdy wreszcie byłam czysta, spojrzałam na nich.
-To jedziemy dalej?- spojrzałam na Zoro, który nad czymś myślał.
-Zostaniemy tutaj na noc, Asami i ja jesteśmy mokrzy.- spojrzał na swoje przemoczone ubrania.
-Mi to nie przeszkadza.- odpowiedziałam. On jedynak mnie zlekceważył, poszliśmy trochę dalej od jeziora. Rozpalili ognisko, oni się tam rozłożyli. Ja usiadłam daleko od ognia, wyglądało trochę to jak bym ich unikała.
-Asami chodź bliżej ognia i nas.- powiedział Lucjan.
-Nie, ja nie lubię ognia i ciepła...- mruknęłam.
<Zoro, Lucjan, Emily>>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz