wtorek, 28 stycznia 2014

Od Emily cd Asami

Obudziłam się następnego dnia. Moja mogą była już w gipsie, chociaż i tak jutro mi go zdejmą. Pewnie wstrzyknęli mi jakiś płyn na szybszy porost tkanki kostnej. Na plakietce miałam napisane, żebym nie ruszała się, aż do zdjęcia usztywnienia. Niestety nie mogłam siedzieć bezczynnie. Wstałam z łóżka i chwyciłam się szafki, która stała obok. Doczłapałam do drzwi i otworzyłam je.
- Miała pani leżeć. - Usłyszałam stanowczy głos pielęgniarki. 
- Muszę coś załatwić. Przynieś mi transport. - Powiedziałam, a kobieta popatrzyła na mnie srogo. Wyruszyłam ramionami i zrobiłam mały krok do przodu. 
- No dobra... W takim razie pójdę o własnych siłach. - pielęgniarka wzdrygnęła się, po czym szybko pobiegła po wózek inwalidzki. Dobrze wiedziałam, że musiała mnie posłuchać. W końcu jakby coś mi się stało po drodze, to mogłabym spokojnie wszystko zwalić na jej niekompetencję, a rząd bez mrugnięcia okiem zwolniłby ją ze stanowiska. Praca w szpitalu jest teraz bardzo dobrze płatna, ponieważ rannych przybywa coraz więcej. Kiedy już został mi dostarczony mój nowy transport, usiadłam i zaczęłam pedałować rękoma. Dość szybko znalazłam się w kwaterze głównej. Zapukałam do pokoju zarządcy i poczekałam chwilę, aż ktoś mi otworzy. Kiedy w końcu jeden z żołnierzy to zrobił wjechałam i stanęłam,  raczej usiadłam przed szefem. 
- Co się działo jak spałam? - zapytałam od razu. Nie musiałam się silić na jakieś oficjalne przywitania. W końcu można powiedzieć, że ten facet mnie wychował, więc nasze stosunki były raczej zażyłe. 
- Nic nadzwyczajnego... wypuściłem Lucjana, w końcu jest moim siostrzeńcem, a do tego przyda się nam. - Pokiwałam głową. Czułam, że jest w nim coś znajomego... 
- Lady Ice uciekła i właśnie podąża do Zoro. Ale wysłałem już po nich żołnierzy, więc nie bój nic. - Powiedział to zbyt spokojnie. On nawet nie zdawał sobie sprawy jak niebezpieczna może być ta dwójka. Na mojej twarzy pojawił się grymas.
- Nie dadzą rady! Sama ledwo walczyłam z Lady, a co dopiero z dwójką naraz! Nawet jeśli będzie ich nie wiadomo ile, to i tak może nic nie dać! Daj mi najlepszych ludzi z mocami genetycznymi, to damy sobie rade, ale nie wysyłaj zwykłych żołnierzy, bo nie zostanie z nich kompletnie nic! - Krzyknęłam i już zaczęłam się odwracać, żeby jak najszybciej dostać się do celi Zoro.
- Już trochę na to za późno... zaraz się spotkają, więc... O! Miałaś racje... już ich zabiła. 
- Jesteś idiotą. - mruknęłam i wyjechałam z pokoju. Zawołałam jednego z żołnierzy i poleciłam mu, żeby zawiadomił specjalne jednostki o ucieczce ważnych podejrzanych. Na początku coś tam mamrotał, że nie może wykonać mojego rozkazu, ale jak trochę się na niego wydarłam to posłuchał. Chwilę potem byłam już niedaleko miejsca, gdzie powinni być dziewczyna i Zoro. Nadajnik pikał głośno, więc wiedziałam, że się zbliżają. Po chwili zza zakrętu wybiegła dwójka uciekinierów.
- Stójcie! - Wrzasnęłam. - Ładnie to tak uciekać przed przesłuchaniem, he!? Rozumiem, że macie coś na sumieniu, skoro tak bardzo bronicie się od tego! Tym bardziej was nie wypuścimy... - uśmiechnęłam się i dałam znak reszcie, żeby nie pozwolili im uciec.

<Zoro? Asami? Lucjan?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz