Zszokowało mnie to kompletnie, ta baba, te głowy, to dziecko, urodziny, Kuina, stękający Lucjan, tego jest dla mnie za dużo. Zaczynam nie nadążać z przyswajaniem informacji.
Z tego całego gadania zrozumiałem tylko, że te głowy to rodzina Asami, a ta chce się teraz wyłączyć, cokolwiek to miało znaczyć.
- Asami nie rób tego.- oznajmiłem do niej poważnie, gasząc silnik samochodu.- Żyjesz jeszcze ty, a twoja rodzina chciałby byś była szczęśliwa.
- Zamknij się!- krzyknęła tamta lodowa.
Wtedy usłyszałem parę strzałów i kobieta która przyniosła głowy zaczęła się dziwnie wyginać. Odwróciłem się by spojrzeć na tylne siedzenie, bo stamtąd dochodziły strzały. To była Emily z jakimś karabinem.
- A mnie kurewsko wkurwiło.- warknęłam.- Zoruś dobij ją.
- Z przyjemnością.- uśmiechnąłem się i wysiadłem z samochodu, akurat miałem przy sobie katanę więc zrobię to szybko.
Wyjąłem miecz z pochwy i podleciałem do kobiety, która ledwo stała, dostała chyba z pięć razy a nadal utrzymywała się na nogach. Jednym cięciem przeciąłem ją na pół wzdłuż ciała. Schowałem katanę i spojrzałem na Asami, stała jak słup soli i nie okazywała jakiś emocji.
- Asami...- położyłem jej ręce na ramionach. Emily i Lucjan wysiedli z samochodu i do nas podeszli.- Wiem, że chciałaś ich chronić, ale tam im będzie lepiej, uwierz mi.
- Ty musisz żyć dalej.- dodał Lucjan i przytulił ją.- Jak najdłużej się da.
- I musisz być silna.- Emily też ją przytuliła.
- A my ci w tym pomożemy.- uśmiechnąłem się lekko i też ich wszystkich objąłem.
Dopiero wtedy Asami wybuchnęła płaczem.
Zajmij się nimi Kuina.- pomyślałem przytulając ich wszystkich.
------------------------------ GDZIEŚ TAM NA GÓRZE---------------------------
Jedenastoletnia dziewczynka o granatowych włosach ubrana w białą bluzkę i niebieskie spodnie zaczęła biec w stronę wielkiej bramy. W ręku miała drewniany miecz którym zazwyczaj trenowała.
- Oh Zoro znów przerwałeś mi trening.- fuknęła pod nosem.- Ale i tak nadal jestem od ciebie silniejsza, ja się tu nie lenie, nie to co ty.
W pewnym momencie potknęła się o wystający kamień i wywaliła się na ziemię. Jednak szybko się pozbierała i nawet nie otrzepując spodni zaczęła biec dalej.
W końcu dotarła pod bramę i otworzyła ją witając nową rodzinę.
- Ohayo!- pomachała im.- Jestem Kuina, pomogę wam!
- Gdzie jesteśmy?- zapytał mężczyzna trzymający małe dziecko.
- To jest o wiele lepsze miejsce niż ziemia.- uśmiechnęła się Kuina.- Właźcie.- zaprosiła ich.
Rodzina przeszła przez bramę i ruszyła w stronę drewnianych domków, dziewczyna wychyliła się przez drzwi.
- Obserwuję cię Zoro!- krzyknęła.- Ciebie i twoich przyjaciół!
Zamknęła bramę, odwróciła się na pięcie i pobiegła dogonić nowo przybyłą rodzinę.
----------------------------------------------------------------------------
[ktoś?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz