niedziela, 2 lutego 2014

Od Emily cd Lucjana

Powoli jechałam korytarzem. Zachowanie Zoro mnie nie zdziwiło. Spodziewałam się, że nie będzie chciał za mną normalnie porozmawiać. Na szczęście udało mi się. Jak tylko dotknął mojej szyi, zobaczyłam jego niedaleką przyszłość. Ta gnida Lucjan zapłaci za to, co zamierza zrobić. W ciągu paru chwil znalazłam się ponownie w gabinecie zarządcy.
- Twój kochany Lucjan właśnie wypuszcza Zoro i Ledy Ice. Pozwolisz mu na to? - zapytałam od razu.
- Dlaczego miałby to robić?
- Nie wiem... zerknij sobie na monitoring, pewnie odłączył zasilanie. Może nawet chce uciec z nimi. Coś mi się wydaje, że nie ufa ci zbytnio.
- Nie mogę nic z tym zrobić. Wszyscy żołnierze są zajęci zamieszkami wśród niewolników. - powiedział nadzwyczaj spokojnie.
- Czyli chcesz to tak zostawić? Pozwolić uciec naszym wrogom, tak?
- To może sam mam tam iść?
- A czemu nie? Jak widzisz ja za dużo nie zdziałam. - powiedziałam wskazując wózek na którym jeździłam. - Nigdy nic nie robisz... może czas w końcu się ruszyć. - Mężczyzna wstał wściekle i podszedł do mnie. Bez wahania podciągnął mnie do góry za koszulkę i warknął:
- To, że cie wychowałem nie znaczy, że masz jakieś specjalne prawa! Od dłuższego czasu znosiłem twój brak szacunku, ale teraz już przegięłaś! Albo się dostosujesz, alby wypierdalaj stąd! - Spojrzałam na niego lekko zdziwiona. Nie sądziłam, że ten stary pierdziel jest zdolny do czegoś takiego.
- Dobrze. - powiedziałam uwalniając się z jego uścisku. - Odejdę, bo w moim przekonaniu nie zasługujesz na więcej szacunku, niż ode mnie dostałeś.- Poczułam jeszcze mocne uderzenie w policzek i piekący ból.
- Właśnie o tym mówię. - mruknęłam odwracając się i opuszczając pokój. Od razu skierowałam się w miejsce odlotu helikoptera Lucjana. Czas zmienić stronę. Byłam na to przygotowana, ale nie wiedziałam, że to nastąpi tak szybko. Mimo wszystko byłam przywiązana do agencji, ale nie mam zamiaru żyć na smyczy. Udało mi się dojechać do schodów prowadzących na dach. Dalej musiałam sobie poradzić o własnych siłach. Powoli wspinając się po barierce dotarłam na dach. Akurat przyszłam na ostatnią chwilę, bo zaraz przyszli Zoro, Asami i Lucjan. Spojrzeli na mnie dziwnie. Opierałam się niezgrabnie o scianę i w każdej chwili mogłam stracić równowagę.
- No cześć... - uśmiechnęłam się niemrawo. - Mogę lecieć z wami?

<Asami?Zoro?Lucjan? Nie lubię być jedyną złą xD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz