Zaskoczyła mnie jego historia, nie była zbyt kolorowa, nie licząc oczywiście tych chwil spędzonych w kuchni. Już chyba wiem dlaczego taki jest, ja na jego miejscu byłbym nawet gorszy. Zrobiło mi się go szkoda i jakoś zmieniłem o nim zdanie. Ze przyjaciela szczyla zrobił się dla mnie po prostu przyjacielem.
Wziąłem katany i sprawdzałem każdą po kolei. Wszystkie się łamały, a jedną jak chciałem wyjąc z pochwy to wyszła sama rączka, a ostrze zostało w pokrowcu.
- Te katany musiały być robione na szybko... I to dawno temu, są badziewne...- mruknąłem sprawdzając kolejną.
- A ta twoja biała jest od Kuiny, nie? Ona się nie łamie?
- Tak, jest od Kuiny.- uśmiechnąłem się lekko.- I to nie jest zwykła katana, to jest jedna z lepszych, nie łamie się i nigdy nie tępi. A prawdziwy szermierz, mógłby nią przeciąć nawet kamień.
- Przez kogo została zrobiona?
- Przez tego gościa który tu mieszkał.- westchnąłem i sięgnąłem po następną katanę.
Była cała czarna, nawet ostrze i od razu wyczułem, że jest idealnie wyważona. Wyjąłem ją powoli z pochwy, do naszych uszu dobiegł cudowny dźwięk stali. Obejrzałem ostrze, nie było na nim żadnej ryski i było ostrzejsze od brzytwy.
Złapałem ją po obu stronach i próbowałem wygiąć. Lucjan odruchowo się odsunął. Jednak miecz nie pękł. Spróbowałem więc coś przeciąć. Celem padł stolik, który od cięcia rozpadł się na pół.
- Ta jest idealna.- uśmiechnąłem się.- Dzieło sztuki.
- No to gites! Wracamy!- Lucjan podniósł zwycięsko ręce.
- Musimy znaleźć jeszcze jedną.- mruknąłem.- Proponuję przeszukać piwnicę.- ruszyłem w tamtą stronę, bo wydawało mi się, że drzwi które widzę akurat tam prowadzą.
- Po co ci trzy?
- Bo walczę trzema, katanę Kuiny trzymam w ustach.
- To nie normalne, ale nie będę z tobą dyskutował.
Okazało się, że tamte drzwi naprawdę prowadziły do piwnicy, wzięliśmy jakąś świeczkę, zapaliliśmy ją i zeszliśmy na dół. Światło nie działało, więc musieliśmy radzić sobie z blaskiem ognia.
- Lucjan...- zacząłem.
- Hm?
- Bo ja ci czegoś jeszcze nie powiedziałem, a mam wrażenie, że muszę ci to powiedzieć.
- Śmiało mów.- zobaczyłem jego uśmiech.
- Bo Kuina nie żyje.- westchnąłem.- Umarła 10 lat temu.
- Czyli, że te urodziny...
- Byłem na cmentarzu.- mruknąłem i zacząłem grzebać w jakimś pudle.- Tak jak mówiłem razem trenowaliśmy i razem też się biliśmy, nigdy nie mogłem z nią wygrać. Nie wiem jakim cudem, ale zawsze była ode mnie silniejsza. Pewnego dnia po kolejnej mojej przegranej, obiecaliśmy sobie, że któreś z nas zostanie mistrzem w szermierce. Albo ja, albo ona, bo mistrz może być tylko jeden.- wyjąłem jakąś katanę, ale się złamała.- Następnego dnia Kuina spadła ze schodów, złamała kark i zmarła. Pokonały ją schody, śmieszne, nie?
- Czy ja wiem... Potem odszedłeś, tak?
- Ta, poprosiłem jej ojca by dał mi jej katanę i wyruszyłem w świat by się doskonalić i zostać mistrzem szermierki, tak jak obiecałem Kuinie.- uśmiechnąłem się.- Wymyśliłem też tą technikę trzech mieczy, ale moje dwie katany się połamały.- zaśmiałem się.- Potem było wojsko i te wszystkie blizny i utrata oka... Do tego przez te wszystkie lata czuję cały czas jej obecność, jakby na mnie patrzyła, słyszała mnie, a wręcz była obok. Dlatego czasem jak nikt nie widzi to do niej gadam...- zrumieniłem się.- Ale nikomu tego nie mów, bo będziesz miał coś gorszego niż ten siniak! Znalazłeś coś? Bo ja same badziewia.
[Lucjan? Dziewczyny?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz