Zostałam zamknięta w celi, jakoś nie lubiłam małych pomieszczeń. Żołnierze ubrali się ciepło, nawet się nie dziwię chłód bił ode mnie. Usiadłam na podłodze i starałam się nie zwracać na innych uwagi.
-Dlaczego nie zostałaś w swej wiosce?- jeden z najmłodszych zapytał. Spojrzałam na niego, z lekkim utęsknieniem.
-Nie chce ich zabić...- westchnęłam ciężko, on przybliżył się krat by mnie lepiej słyszeć.
-Jak to zabić?- zapytał oburzony.
-Jestem otoczona przez chłód, gdy zostaję gdzieś za długo nadciąga straszliwa zima która może nawet trwać wieki. Odeszła a wtedy zapanowała wiosna i nikt nie cierpiał z powodu głodu. Dlatego podróżuję.- niemrawo się uśmiechnęłam. On jedynie spojrzał na mnie zaciekawiony, był inny niż reszta albo grał bardzo dobrze.
-Jesteś Yuki-onna czyli kobieta zimy czy jakoś tak. Jest ich bardzo mało...- ja lekko się zaśmiałam.
'-Ja zabiłam już trzy Yuki-onne, wiesz dlaczego? Byśmy posiadały większą moc i potrafiły więcej. Nie lubimy siebie nawzajem zawsze gdy dochodzi do spotkań, kończą się tym że jedna z nas umiera.- spojrzał na mnie oburzony. Dawno z nikim nie rozmawiałam, samotność czasami mi doskwiera.
-Każda z nas ma wybór pozwolić by chłód opanował nasze serca lub zatrzymać ludzkie cechy, uczucia i emocje. Jestem zimna i nic nie czuję, dlatego nawet nie zawaham się ciebie zabić.- oparłam się o ścianę. On wrócił do towarzyszy, skuliłam się i tylko czekałam by się stąd wydostać. Po kilku godzinach czekania na jakikolwiek znak zasnęłam. Byłam padnięta, miałam ochotę pospać sobie cały dzień albo nawet dwa. Poczułam że ktoś mnie szturcha, powoli otwarłam oczy. Chyba miałam jakieś halucynacje lub to był sen.
-Kaname, przecież ty nie żyjesz...- widziałam swojego najlepszego przyjaciela, w którym się podkochiwałam, jednak to był szmat czasu. Umarł z powodu ciężkiej choroby.
-Strasznie tęskniłam, kiedyś cię kochałam, jednak odrzuciłam je i przyjęłam chłód do serca.- pocałowałam go delikatnie.
-Nie martw się, dam sobie radę.- wyszeptałam i zamknęłam oczy.
-Asami!- nagle usłyszałam jak ktoś na mnie krzyczy. Uświadomiłam sobie że to raczej nie był sen...
<Zoro, Lucjan, Emily?>
czwartek, 30 stycznia 2014
Od Lucjana c.d. Zoro
Działanie Emily było bezsensowne, nie potrafiłem zrozumieć dlaczego zamknęła się w jednym pokoju z niebezpiecznym gościem, w dodatku była na wózku i nie potrafiła się należycie przed nim obronić. Jakby polegała na przekonaniu, że zielony jej nic nie zrobi, ale nawet ja dostrzegłem, że mężczyzna ma już jej naprawdę dość. Była pewna siebie, naiwnie pewna, przeceniała własne możliwości i wielkość cierpliwości innych. Gdy zniknęła w swoim pokoju uciekając od licznych kamer i podsłuchów odwróciłem się od monitora na którym obserwowałem ich wędrówkę i wstałem z krzesła. Nie zamierzałem tu zostawać ani minuty więcej; mój wuj był podejrzanym i interesownym człowiekiem, bez serca, litości czy skrupułów, nie wierzyłem że załatwił mi posadę w laboratorium tak po prostu z dobroci serca, musiał mieć jakiś ukryty cel, jakiś plan o którym nie wiedziałem i którego miałem być częścią. Ale po moim trupie..
Nie wiedziałem po co chcieli przesłuchiwać Asami, lecz gdy usłyszałem o tym, że rozmowa z nią jest nieunikniona, postanowiłem obrócić to na swoją korzyść.
Usadowiłem się w fotelu za dębowym biurkiem, nałożyłem na nos okulary i spojrzałem na drzwi które powoli się uchyliły, a do środka wtarabanili się żołnierze z szarpiącą się Ledy Ice. Nie wyglądała na taką co chce uciec, raczej wolała ich irytować i przeszkadzać w wypełnianiu obowiązków. Doskonale wiedziałem, że nie opuści tego budynku bez generała, a on nadal rozmawiał z Emily. W końcu siłą posadzono ją na krześle i przywiązano do niego grubym sznurem. Mogła je co prawda zamrozić i zwiać, ale kontynuując wątek że nie mogła uciec bez Zoro, te liny uniemożliwiły jej szarpanie się. W końcu spojrzała na mnie zrezygnowana.
- O ty zdrajco.. - wysyczała wściekła z tego powodu - To pewnie ty nasłałeś na nas tą jędzę!
- Nie znam jej - powiedziałem zgodnie z prawdą - I nie jestem do końca zdrajcą.. - spojrzałem na strażników wyczekująco - Możecie opuścić pomieszczenie - warknąłem - Poradzę sobie - spojrzeli na mnie zdziwieni, ale w końcu wyszli. - No więc.. - wstałem i odgiąłem kamerę przez którą nas obserwowano - Musisz wiedzieć że - odłączyłem podsłuch i sprawdziłem jeszcze kilka miejsc w których mój wuj miał tendencje do chowania pluskiew - Postanowiłem pomóc tobie oraz twojemu generałowi - uśmiechnąłem się - No, w zamian za to że zabierzecie mnie ze sobą.
- A po co nam twoja pomoc? - oburzyła się - Do niczego nam potrzebny nie jesteś!
- Jeśli uciekniecie tak po prostu.. - mruknąłem patrząc jej w oczy bardzo poważnie - Będą was ścigać żołnierze o różnych mocach, jak twoja czy Zoro. Ale jeśli uciekniecie ze mną, agenci będą mogli sobie was szukać i są marne szanse na to, że was znajdą.
- A to niby dlaczego? - spytała unosząc brew - Dlaczego ucieczka z tobą niby miałaby nam coś dać?
- Jeśli wyłamiecie się z więzienia w sposób tradycyjny; rozwalając ściany i zabijając dużą ilość żołnierzy to możemy powiedzieć, że prawdopodobieństwo zauważenia waszego przewinienia to 100%, tak? - kiwnęła głową niepewna jakby nie wiedząc do czego dążę - Będą doskonale wiedzieć jak wyszliście, gdzie się skierowaliście oraz gdzie jesteście i choćbyście bronili się i nie wiem ile uciekali to prędzej czy później i tak was złapią. - poprawiłem okulary - Natomiast jeśli uciekniecie ze mną, ja obmyślę plan za pomocą którego wasza ucieczka zostanie zauważona po pewnym czasie, nie będzie wiadomo jak do niej doszło, kto i dlaczego wam pomógł ani gdzie się skierowaliście. Szansę natychmiastowego odnalezienia w takiej sytuacji szasuję na poniżej 10%.. - uśmiechnąłem się - Więc to chyba lepsza prognoza od tego 100%, tak? - chyba nadążała - To oznacza że na dłuższą skalę opłaca wam się moja pomoc, a w dodatku ja chcę tylko pójść z wami. To jakbyście dostali coś za gratis. Opłaca wam się.. - spojrzałem na nią - To jak?
- Na dobra.. - westchnęła - Ale z generałem, tak? - kiwnąłem głową - Dobrze, nie brzmi to źle.. ważny jest efekt. Ale tak właściwie to dlaczego masz okulary? - spytała zdziwiona.
- To zerówki.. - przyznałem - Ale wyglądam w nich tak seksownie.. - przyjrzałem się swojemu odbiciu w szklanej powierzchni szuflady.
- No chyba ci coś bardzo ciężkiego na łeb upadło.. ? - powiedziała i dostała lekkiego wytrzeszczu.
- Hm.. - mruknąłem lekko urażony, ale nie spodziewałem się innej reakcji, poza tym podobał mi się fakt, że okulary mi spadały i miałem czym się zająć w trakcie rozmowy, ciągła przyswajalność dużej ilości cukru, sprawiała że byłem ciut ciut nadpobudliwy - Czyli mamy umowę..?
Do pomieszczenia wparowali żołnierze.
- Dlaczego podsłuch i kamery nie działają? - spytali.
- Nie działają..? - udałem zaskoczenie - Może się coś odłączyło.. - zrobiłem niewinną minę - Wiecie.. już skończyliśmy w sumie - wstałem - Myślę, że ona nic tak po dobroci nie powie.. - odszedłem od biurka i ruszyłem w stronę drzwi - Ale na razie zamknijcie ją w areszcie.. potem się zobaczy. - uśmiechnąłem się i zniknąłem im z oczu.
<Asami, Emily, Zoro? Co u was?>
Nie wiedziałem po co chcieli przesłuchiwać Asami, lecz gdy usłyszałem o tym, że rozmowa z nią jest nieunikniona, postanowiłem obrócić to na swoją korzyść.
Usadowiłem się w fotelu za dębowym biurkiem, nałożyłem na nos okulary i spojrzałem na drzwi które powoli się uchyliły, a do środka wtarabanili się żołnierze z szarpiącą się Ledy Ice. Nie wyglądała na taką co chce uciec, raczej wolała ich irytować i przeszkadzać w wypełnianiu obowiązków. Doskonale wiedziałem, że nie opuści tego budynku bez generała, a on nadal rozmawiał z Emily. W końcu siłą posadzono ją na krześle i przywiązano do niego grubym sznurem. Mogła je co prawda zamrozić i zwiać, ale kontynuując wątek że nie mogła uciec bez Zoro, te liny uniemożliwiły jej szarpanie się. W końcu spojrzała na mnie zrezygnowana.
- O ty zdrajco.. - wysyczała wściekła z tego powodu - To pewnie ty nasłałeś na nas tą jędzę!
- Nie znam jej - powiedziałem zgodnie z prawdą - I nie jestem do końca zdrajcą.. - spojrzałem na strażników wyczekująco - Możecie opuścić pomieszczenie - warknąłem - Poradzę sobie - spojrzeli na mnie zdziwieni, ale w końcu wyszli. - No więc.. - wstałem i odgiąłem kamerę przez którą nas obserwowano - Musisz wiedzieć że - odłączyłem podsłuch i sprawdziłem jeszcze kilka miejsc w których mój wuj miał tendencje do chowania pluskiew - Postanowiłem pomóc tobie oraz twojemu generałowi - uśmiechnąłem się - No, w zamian za to że zabierzecie mnie ze sobą.
- A po co nam twoja pomoc? - oburzyła się - Do niczego nam potrzebny nie jesteś!
- Jeśli uciekniecie tak po prostu.. - mruknąłem patrząc jej w oczy bardzo poważnie - Będą was ścigać żołnierze o różnych mocach, jak twoja czy Zoro. Ale jeśli uciekniecie ze mną, agenci będą mogli sobie was szukać i są marne szanse na to, że was znajdą.
- A to niby dlaczego? - spytała unosząc brew - Dlaczego ucieczka z tobą niby miałaby nam coś dać?
- Jeśli wyłamiecie się z więzienia w sposób tradycyjny; rozwalając ściany i zabijając dużą ilość żołnierzy to możemy powiedzieć, że prawdopodobieństwo zauważenia waszego przewinienia to 100%, tak? - kiwnęła głową niepewna jakby nie wiedząc do czego dążę - Będą doskonale wiedzieć jak wyszliście, gdzie się skierowaliście oraz gdzie jesteście i choćbyście bronili się i nie wiem ile uciekali to prędzej czy później i tak was złapią. - poprawiłem okulary - Natomiast jeśli uciekniecie ze mną, ja obmyślę plan za pomocą którego wasza ucieczka zostanie zauważona po pewnym czasie, nie będzie wiadomo jak do niej doszło, kto i dlaczego wam pomógł ani gdzie się skierowaliście. Szansę natychmiastowego odnalezienia w takiej sytuacji szasuję na poniżej 10%.. - uśmiechnąłem się - Więc to chyba lepsza prognoza od tego 100%, tak? - chyba nadążała - To oznacza że na dłuższą skalę opłaca wam się moja pomoc, a w dodatku ja chcę tylko pójść z wami. To jakbyście dostali coś za gratis. Opłaca wam się.. - spojrzałem na nią - To jak?
- Na dobra.. - westchnęła - Ale z generałem, tak? - kiwnąłem głową - Dobrze, nie brzmi to źle.. ważny jest efekt. Ale tak właściwie to dlaczego masz okulary? - spytała zdziwiona.
- To zerówki.. - przyznałem - Ale wyglądam w nich tak seksownie.. - przyjrzałem się swojemu odbiciu w szklanej powierzchni szuflady.
- No chyba ci coś bardzo ciężkiego na łeb upadło.. ? - powiedziała i dostała lekkiego wytrzeszczu.
- Hm.. - mruknąłem lekko urażony, ale nie spodziewałem się innej reakcji, poza tym podobał mi się fakt, że okulary mi spadały i miałem czym się zająć w trakcie rozmowy, ciągła przyswajalność dużej ilości cukru, sprawiała że byłem ciut ciut nadpobudliwy - Czyli mamy umowę..?
Do pomieszczenia wparowali żołnierze.
- Dlaczego podsłuch i kamery nie działają? - spytali.
- Nie działają..? - udałem zaskoczenie - Może się coś odłączyło.. - zrobiłem niewinną minę - Wiecie.. już skończyliśmy w sumie - wstałem - Myślę, że ona nic tak po dobroci nie powie.. - odszedłem od biurka i ruszyłem w stronę drzwi - Ale na razie zamknijcie ją w areszcie.. potem się zobaczy. - uśmiechnąłem się i zniknąłem im z oczu.
<Asami, Emily, Zoro? Co u was?>
wtorek, 28 stycznia 2014
Od Zoro c.d Emily
Naprawdę gratuluję jej pomysłowości, zamknęła się ze mną tutaj sam na sam. Siedziała na wózku inwalidzkim, a ja byłem w pełni sprawny. No nie w pełni, ale ból mi kompletnie nie przeszkadzał.
- Sporo rzeczy.- mruknąłem.- Na pewno nie jestem takim szczylem jak kiedyś.
- Ah, pamiętam tego młodziaka, z głupimi marzeniami i jedną kataną.
- Ty za to nic się nie zmieniłaś Milan.- warknąłem. Wkurzało mnie to babsko.
- Nadal mi nie odpowiedziałeś na pytanie.
- Wojsko, treningi, spanie i podróż.- zacząłem wyliczać.- Nie będę przedstawiał ci całego scenariusza, bo nie mam najmniejszej ochoty.
Rozejrzałem się po pokoju, był... Taki w jej stylu. Nie chciało mi się tutaj siedzieć, wolałem wyruszyć w drogę. Sam lub z Asami i Lucjanem, wisi mi to.
- Nadal masz brak orientacji w terenie?
- Nigdy nie miałem.- skłamałem, a na moje policzki wypłynął rumieniec.- Po prostu chodziłem tam gdzie chciałem. Skończ już to! Oddaj mi katanę i może nie rozpierdolę całej tej agencji!
Podszedłem do niej i złapałem za koszulkę lekko unosząc w górę. Ta baba psuła mi dzień i humor. Chcę stąd wyjść, napić się sake i zasnąć pod drzewem, nie przejmując się tą jebaną wojną!
- I co? Zabijesz mnie?- uśmiechnęła się.
- Kusząca propozycja, ale masz mi zwrócić katanę.- syknąłem i spojrzałem na nią wściekle.
[Emily? Lucjan? Asami?]
- Sporo rzeczy.- mruknąłem.- Na pewno nie jestem takim szczylem jak kiedyś.
- Ah, pamiętam tego młodziaka, z głupimi marzeniami i jedną kataną.
- Ty za to nic się nie zmieniłaś Milan.- warknąłem. Wkurzało mnie to babsko.
- Nadal mi nie odpowiedziałeś na pytanie.
- Wojsko, treningi, spanie i podróż.- zacząłem wyliczać.- Nie będę przedstawiał ci całego scenariusza, bo nie mam najmniejszej ochoty.
Rozejrzałem się po pokoju, był... Taki w jej stylu. Nie chciało mi się tutaj siedzieć, wolałem wyruszyć w drogę. Sam lub z Asami i Lucjanem, wisi mi to.
- Nadal masz brak orientacji w terenie?
- Nigdy nie miałem.- skłamałem, a na moje policzki wypłynął rumieniec.- Po prostu chodziłem tam gdzie chciałem. Skończ już to! Oddaj mi katanę i może nie rozpierdolę całej tej agencji!
Podszedłem do niej i złapałem za koszulkę lekko unosząc w górę. Ta baba psuła mi dzień i humor. Chcę stąd wyjść, napić się sake i zasnąć pod drzewem, nie przejmując się tą jebaną wojną!
- I co? Zabijesz mnie?- uśmiechnęła się.
- Kusząca propozycja, ale masz mi zwrócić katanę.- syknąłem i spojrzałem na nią wściekle.
[Emily? Lucjan? Asami?]
Od Emily cd Zoro
- Tak miałam... i właśnie idziemy porozmawiać. - Powiedziałam i złapałam go za rękę. Trochę było mi ciężko prowadzić wózek jedną ręką, ale jakoś dawałam radę.
- Generale!
- Panno Emily! Szef nie pozwolił...
- Cicho! - zwróciłam wzrok do dziewczyny gotowej do ataku w każdej chwili. - Poczekaj chwilę... nie zrobię mu nic złego! A wy... - popatrzyłam na żołnierzy. - Gówno mnie obchodzi co mówi szef! Będę w swoim gabinecie... nie przeszkadzajcie nam. - Odwróciłam się po pojechałam dalej. Słyszałam jeszcze szamotaninę spowodowaną przez Ice, ale nie martwiłam się tym zbytnio. W końcu pilnował ją facet który przejął żywioł ognia, więc na pewno wszystko będzie dobrze. Zoro o dziwo szedł obok i nic nie mówił. Nic nie mówił dopóki nie skręciliśmy w pierwszy korytarz. Usłyszałam cichy śmiech.
- Zakochałaś się we mnie czy co? O czym chcesz ze mną rozmawiać? - Zapytał i śmiał się dalej. Było to dziwne... chyba pierwszy raz słyszałam jego śmiech. Było to niepokojące, ale też... słodkie?
- Dowiesz się w swoim czasie. - odpowiedziałam tylko i ruszyłam dalej nie patrząc się w tył. Kiedy doszliśmy do mojego pokoju, zamknęłam za sobą drzwi na klucz. To był jedyny pokój, gdzie nie było kamer, ani podsłuchu. Właśnie dlatego, tylko tutaj mogłam z nim porozmawiać.
- Usiądź. - wskazałam mu fotel, ale on dalej stał. Nie ufał mi, ale nie dziwie mu się. Odchrząknęłam.
- Może opowiesz mi co robiłeś przez to pięć lat, panie Generale? - zapytałam z nutką sarkazmu w głosie.
<Zoro?>
- Generale!
- Panno Emily! Szef nie pozwolił...
- Cicho! - zwróciłam wzrok do dziewczyny gotowej do ataku w każdej chwili. - Poczekaj chwilę... nie zrobię mu nic złego! A wy... - popatrzyłam na żołnierzy. - Gówno mnie obchodzi co mówi szef! Będę w swoim gabinecie... nie przeszkadzajcie nam. - Odwróciłam się po pojechałam dalej. Słyszałam jeszcze szamotaninę spowodowaną przez Ice, ale nie martwiłam się tym zbytnio. W końcu pilnował ją facet który przejął żywioł ognia, więc na pewno wszystko będzie dobrze. Zoro o dziwo szedł obok i nic nie mówił. Nic nie mówił dopóki nie skręciliśmy w pierwszy korytarz. Usłyszałam cichy śmiech.
- Zakochałaś się we mnie czy co? O czym chcesz ze mną rozmawiać? - Zapytał i śmiał się dalej. Było to dziwne... chyba pierwszy raz słyszałam jego śmiech. Było to niepokojące, ale też... słodkie?
- Dowiesz się w swoim czasie. - odpowiedziałam tylko i ruszyłam dalej nie patrząc się w tył. Kiedy doszliśmy do mojego pokoju, zamknęłam za sobą drzwi na klucz. To był jedyny pokój, gdzie nie było kamer, ani podsłuchu. Właśnie dlatego, tylko tutaj mogłam z nim porozmawiać.
- Usiądź. - wskazałam mu fotel, ale on dalej stał. Nie ufał mi, ale nie dziwie mu się. Odchrząknęłam.
- Może opowiesz mi co robiłeś przez to pięć lat, panie Generale? - zapytałam z nutką sarkazmu w głosie.
<Zoro?>
Od Zoro c.d Asami
No nie dadzą mi się do cholery wyspać! Chociaż stan moich nóg znacznie się poprawił. Asami przyleciała do mnie rozerwała kajdanki i powiedział, że mamy spadać. I mi pasuje, chociaż nie wiem czy iść po Lucjana.
Była też jeszcze jedna sprawa. Moja katana.
- Asami, ja muszę odzyskać katanę.- mruknąłem idąc za nią.
- Ale Generale... Nie możemy, musimy uciekać.
- To sama sobie uciekaj, ja bez katany nigdzie się nie ruszam.
No... Przydałyby się jeszcze dwie katany, ale je sobie znajdę jak stąd wyjdziemy. Dziewczyna spojrzała na mnie i już chciała coś powiedzieć, ale spotkaliśmy na swojej drodzę tą babę Emily.
- Stójcie! - Wrzasnęła. - Ładnie to tak uciekać przed przesłuchaniem, he!? Rozumiem, że macie coś na sumieniu, skoro tak bardzo bronicie się od tego! Tym bardziej was nie wypuścimy...
Zrobiła ruch ręką i zaraz znaleźli się przy nas żołnierze. No ja nie wytrzymam! Nie mam żadnej broni do cholery!
Zaczęli na nas skakać i w ogóle. Pokazałem Asami by zluzowała i przestała walczyć. Jakby co to uda się drugi raz uciec. Trzeba napierw coś zaplanować.
Trzymało mnie czterech żołnierzy, jestem ciekawy czy wiedzą o mojej nadludzkiej sile... Na razie nie miałem zamiaru walczyć. Potem się zabawię, tylko, że tym razem na poważnie.
Emily podjechała do mnie wózkiem i uśmiechnęła się.
- Czyżby wielki Zoro się poddał? To do ciebie nie podobne glonie.
- Kto ci powiedział, że się poddałem?- mruknąłem.- Miałaś robić jakieś przesłuchanie.
[Emily? Asami? Lucjan?]
Była też jeszcze jedna sprawa. Moja katana.
- Asami, ja muszę odzyskać katanę.- mruknąłem idąc za nią.
- Ale Generale... Nie możemy, musimy uciekać.
- To sama sobie uciekaj, ja bez katany nigdzie się nie ruszam.
No... Przydałyby się jeszcze dwie katany, ale je sobie znajdę jak stąd wyjdziemy. Dziewczyna spojrzała na mnie i już chciała coś powiedzieć, ale spotkaliśmy na swojej drodzę tą babę Emily.
- Stójcie! - Wrzasnęła. - Ładnie to tak uciekać przed przesłuchaniem, he!? Rozumiem, że macie coś na sumieniu, skoro tak bardzo bronicie się od tego! Tym bardziej was nie wypuścimy...
Zrobiła ruch ręką i zaraz znaleźli się przy nas żołnierze. No ja nie wytrzymam! Nie mam żadnej broni do cholery!
Zaczęli na nas skakać i w ogóle. Pokazałem Asami by zluzowała i przestała walczyć. Jakby co to uda się drugi raz uciec. Trzeba napierw coś zaplanować.
Trzymało mnie czterech żołnierzy, jestem ciekawy czy wiedzą o mojej nadludzkiej sile... Na razie nie miałem zamiaru walczyć. Potem się zabawię, tylko, że tym razem na poważnie.
Emily podjechała do mnie wózkiem i uśmiechnęła się.
- Czyżby wielki Zoro się poddał? To do ciebie nie podobne glonie.
- Kto ci powiedział, że się poddałem?- mruknąłem.- Miałaś robić jakieś przesłuchanie.
[Emily? Asami? Lucjan?]
Od Emily cd Asami
Obudziłam się następnego dnia. Moja mogą była już w gipsie, chociaż i tak jutro mi go zdejmą. Pewnie wstrzyknęli mi jakiś płyn na szybszy porost tkanki kostnej. Na plakietce miałam napisane, żebym nie ruszała się, aż do zdjęcia usztywnienia. Niestety nie mogłam siedzieć bezczynnie. Wstałam z łóżka i chwyciłam się szafki, która stała obok. Doczłapałam do drzwi i otworzyłam je.
- Miała pani leżeć. - Usłyszałam stanowczy głos pielęgniarki.
- Muszę coś załatwić. Przynieś mi transport. - Powiedziałam, a kobieta popatrzyła na mnie srogo. Wyruszyłam ramionami i zrobiłam mały krok do przodu.
- No dobra... W takim razie pójdę o własnych siłach. - pielęgniarka wzdrygnęła się, po czym szybko pobiegła po wózek inwalidzki. Dobrze wiedziałam, że musiała mnie posłuchać. W końcu jakby coś mi się stało po drodze, to mogłabym spokojnie wszystko zwalić na jej niekompetencję, a rząd bez mrugnięcia okiem zwolniłby ją ze stanowiska. Praca w szpitalu jest teraz bardzo dobrze płatna, ponieważ rannych przybywa coraz więcej. Kiedy już został mi dostarczony mój nowy transport, usiadłam i zaczęłam pedałować rękoma. Dość szybko znalazłam się w kwaterze głównej. Zapukałam do pokoju zarządcy i poczekałam chwilę, aż ktoś mi otworzy. Kiedy w końcu jeden z żołnierzy to zrobił wjechałam i stanęłam, raczej usiadłam przed szefem.
- Co się działo jak spałam? - zapytałam od razu. Nie musiałam się silić na jakieś oficjalne przywitania. W końcu można powiedzieć, że ten facet mnie wychował, więc nasze stosunki były raczej zażyłe.
- Nic nadzwyczajnego... wypuściłem Lucjana, w końcu jest moim siostrzeńcem, a do tego przyda się nam. - Pokiwałam głową. Czułam, że jest w nim coś znajomego...
- Lady Ice uciekła i właśnie podąża do Zoro. Ale wysłałem już po nich żołnierzy, więc nie bój nic. - Powiedział to zbyt spokojnie. On nawet nie zdawał sobie sprawy jak niebezpieczna może być ta dwójka. Na mojej twarzy pojawił się grymas.
- Nie dadzą rady! Sama ledwo walczyłam z Lady, a co dopiero z dwójką naraz! Nawet jeśli będzie ich nie wiadomo ile, to i tak może nic nie dać! Daj mi najlepszych ludzi z mocami genetycznymi, to damy sobie rade, ale nie wysyłaj zwykłych żołnierzy, bo nie zostanie z nich kompletnie nic! - Krzyknęłam i już zaczęłam się odwracać, żeby jak najszybciej dostać się do celi Zoro.
- Już trochę na to za późno... zaraz się spotkają, więc... O! Miałaś racje... już ich zabiła.
- Jesteś idiotą. - mruknęłam i wyjechałam z pokoju. Zawołałam jednego z żołnierzy i poleciłam mu, żeby zawiadomił specjalne jednostki o ucieczce ważnych podejrzanych. Na początku coś tam mamrotał, że nie może wykonać mojego rozkazu, ale jak trochę się na niego wydarłam to posłuchał. Chwilę potem byłam już niedaleko miejsca, gdzie powinni być dziewczyna i Zoro. Nadajnik pikał głośno, więc wiedziałam, że się zbliżają. Po chwili zza zakrętu wybiegła dwójka uciekinierów.
- Stójcie! - Wrzasnęłam. - Ładnie to tak uciekać przed przesłuchaniem, he!? Rozumiem, że macie coś na sumieniu, skoro tak bardzo bronicie się od tego! Tym bardziej was nie wypuścimy... - uśmiechnęłam się i dałam znak reszcie, żeby nie pozwolili im uciec.
<Zoro? Asami? Lucjan?>
<Zoro? Asami? Lucjan?>
Od Asami c.d Lucjana
Zostałam zabrana siłą do jakiegoś pomieszczenia. W środka był mały stolik i krzesła naprzeciwko siebie, mogłam się domyśleć że będą chcieli ode mnie informacji. Usiadłam na krześle a za mną stał gościu z karabinem, przede mną usiadł jakiś inny mężczyzna.
-Witaj Ledy Ice, dużo się o tobie słyszy...- rzucił aktówkę na stolik. Ja jedynie spojrzałam na niego chłodno.
-Nic wam nie powiem! I myślicie że mnie coś takiego zatrzyma?- warknęłam, kajdanki pokryły się lodem szarpnęłam i od razu metal pokruszył się na małe kawałki.
-Teraz lepiej.- spojrzałam na swoje bolące nadgarstki. Od razu mężczyzna za mną przystawił mi lufę do głowy.
-Błąd kochanieńki.- skupiłam się i jego broń zamarzła, wstałam z krzesła i spojrzałam na niego. Temperatura w pokoju powoli się obniżała, a ściany pękały. Machnęłam ręką a z ziemi wyrosły wielkie sopce i przebiły jednego z nich na parę części.
-A teraz twoja kolej!- odwróciłam się do tego, który próbował uzyskać ode mnie informacje. Temperatura doszła do -50 C. On zaczął się dusić i zamarzać na kość, ściany pękły a drzwi zamieniły się w kupkę gruzu gdy w nie kopnęłam. Musiałam znaleźć Zoro i Lucjana, posadzka pokryła się gładkim lodem, zaczęłam się ślizgać i poszukiwać dwójki mężczyzn. Jednak najważniejszy był Generał Zoro. Na całe szczęście znalazłam go, dotknęłam krat i od razu je zamroziłam. Tylko szarpnęłam a Zoro był wolny.
-Proszę iść za mną! Musimy stąd uciekać!- krzyknęłam. On spojrzał na mnie i szybko wyszedł z celi.
<Zoro, Emily, Lucjan?>
-Witaj Ledy Ice, dużo się o tobie słyszy...- rzucił aktówkę na stolik. Ja jedynie spojrzałam na niego chłodno.
-Nic wam nie powiem! I myślicie że mnie coś takiego zatrzyma?- warknęłam, kajdanki pokryły się lodem szarpnęłam i od razu metal pokruszył się na małe kawałki.
-Teraz lepiej.- spojrzałam na swoje bolące nadgarstki. Od razu mężczyzna za mną przystawił mi lufę do głowy.
-Błąd kochanieńki.- skupiłam się i jego broń zamarzła, wstałam z krzesła i spojrzałam na niego. Temperatura w pokoju powoli się obniżała, a ściany pękały. Machnęłam ręką a z ziemi wyrosły wielkie sopce i przebiły jednego z nich na parę części.
-A teraz twoja kolej!- odwróciłam się do tego, który próbował uzyskać ode mnie informacje. Temperatura doszła do -50 C. On zaczął się dusić i zamarzać na kość, ściany pękły a drzwi zamieniły się w kupkę gruzu gdy w nie kopnęłam. Musiałam znaleźć Zoro i Lucjana, posadzka pokryła się gładkim lodem, zaczęłam się ślizgać i poszukiwać dwójki mężczyzn. Jednak najważniejszy był Generał Zoro. Na całe szczęście znalazłam go, dotknęłam krat i od razu je zamroziłam. Tylko szarpnęłam a Zoro był wolny.
-Proszę iść za mną! Musimy stąd uciekać!- krzyknęłam. On spojrzał na mnie i szybko wyszedł z celi.
<Zoro, Emily, Lucjan?>
Od Lucjana c.d. Zoro
I tak oto znaleźliśmy się tam gdzie się znaleźliśmy.. znaczy się nie znałem tego miejsca, ale i tak byłem spokojny, nic mi nie mogli zrobić. Zoro wynieśli do jakieś sali, zdaje się że po to by opatrzyć jego boki, tak jak nogę Emily, Asami też gdzieś zabrali. W końcu i mnie zaczęto prowadzić w stronę celi, myślę że chcą nas tu przetrzymać a potem skazać bez względu na to czy będziemy mieli coś na sumieniu. Widać było że Zoro miał przeszłość pełną takich ludzi jak Emily, więc zapewne będą chcieli go usunąć. Ale mnie?
- Czy to ładnie mnie tu tak zamykać? - spytałem gdy prawie dotarliśmy do celu - Chciałbym porozmawiać z zarządcą. - oberwałem w łeb.
- Milcz! Zarządca nie rozmawia z takimi leszczami jak ty.. - warknął jeden z żołnierzy.
- Miło to lać własnego człowieka po mordzie..? - zapytałem już trochę wściekły, co ten debil sobie myślał.
- O czym ty mówisz..? - on i jeszcze dwóch mężczyzn spojrzeli na mnie zdziwieni.
- No chyba mówię, tak? Jestem naukowcem i pilotem przy okazji.. - mruknąłem- Macie mnie natychmiast zaprowadzić do zarządcy! Jeśli on się dowie, że mnie tu tak traktujecie to rozstrzela was i porozrzuca szczątki w ciemnych ulicach tego zadupia. Zobaczycie.. - nie byli do końca przekonani, nic dziwnego, nigdy nie miałem okazji spotkać się z żadnym z nich. Ale fakt faktem; znali drogę na górę.
Mimo to wpakowali mnie do celi i kazali czekać, aż ktoś do mnie przyjdzie. Zaznajomiłem się z pryczą wysuwaną ze ściany i jakiś czas spędziłem na badaniu w jakiej pozycji najlepiej mi się leży, a gdy wreszcie ją odkryłem, drzwi otwarły się i do środka weszło pięciu żołnierzy i wycelowali we mnie karabinami. Wytrzeszczyłem oczy sądząc już, że chcą mnie zastrzelić, ale okazało się że to tylko tak na wszelki wypadek, bo z tłumu wyszedł nie kto inny jak...
- Lucjan! - krzyknął wysoki mężczyzna i spojrzał na mnie - Kopę lat cię nie widziałem!
- Minęło 10 dni.. - mruknąłem i usiadłem na sienniku - I wcale nie byłeś taki zmartwiony... pomoc wcale nie nadeszła, a ja przeżyłem bo dorwałem się do opuszczonej cukierni. - przewrócił oczami - Jednak bardziej mógłbyś troszczyć się o krewnych, wiesz? - na twarzach żołnierzy którzy mnie odprowadzali malowało się zdumienie.
-Nie przesadzaj.. nawet nie wiedziałem, że przeżyliście. Helikopter rozbił się o budynek, wybuch taki że ciała twoich towarzyszy wyparowały pod wpływem ciepła.. jakim cudem ty tutaj siedzisz..? - spytał i wyczekująco na mnie popatrzył.
- Bestem niezniszczalny.. - uśmiechnąłem się promiennie - Uratowała mnie gorąca, piękna miłość.. - uniósł brew - Uniosła mnie na swych skrzydłach i ocaliła od złego. A tak na serio to gdy zobaczyłem cukiernie; nie mogłem się po prostu powstrzymać. Kazałem im wysadzić mnie na jej dachu, a gdy to zrobili poszedłem delektować się najpiękniejszymi wypiekami jakie na własne gały widziałem. To była jedna z takich chwil, gdy człowiek zaczyna rozumieć, że życie jednak ma sens. Co do moich towarzyszy; helikopter został, jak wiesz.. - kiwnął głowa - Zaatakowany i uszkodzony, dlatego rozbił się o budynek, ale mnie w nim nie było. - skrzyżowałem ręce na piersi - Oto moja słodka tajemnica. Truskawki mają mnie w opiece..
- Nie ważne czy to prawda czy nie; miałeś więcej szczęścia niż rozumu - zmarszczyłem czoło - Ale mnie się raczej teraz przyda twój rozum.. chcę abyś powrócił do laboratorium. Bycie pilotem, jak sam mówiłeś, jest dla ciebie bardzo nudne, a tam przydasz się bardziej.. - uśmiechnął się.
- To zastanawiające.. - nagle wróciłem myślą do Zoro, Asami czy Emily - Naprawdę..
- Nie zastanawiaj się - nagle z jego twarzy znikł cały uśmiech i zbliżył twarz do mojej, wpatrując się w moje oczy, tak jak głodny wilk patrzy na bezbronne jagnię - Jeśli się nie zgodzisz; zostaniesz uznany za dezertera i pozwolę twoim kolegą z pracy zrobić z Tobą co będą chcieli.. - wytrzeszczyłem oczy, oni mnie nie znosili, a mieli całkiem bujną wyobraźnię - I nie będę brał pod uwagę faktu, że jesteś moim siostrzeńcem. No to jak..? - znowu się uśmiechnął.
- Jasne że się zgadzam, zawsze o tym marzyłem! - powiedziałem z udawanym entuzjazmem - Wdzieję biały fartuch i będę wpieprzał chemicznie modyfikowane, niebieskie truskawencje! - coś mi się w tym nie podobało - Ale jeśli mogę się spytać.. co się stanie z tą dwóją - spojrzał na mnie pytająco - Asami i Zoro..
- A! Oni.. będą przesłuchiwani na temat różnych spraw. Nie musisz wiedzieć jakich, wymarz ich z pamięci - spojrzał na mnie tym samym, dziwnym spojrzeniem - Teraz chcę już tylko twojego geniuszu obliczeniowego..
- mogę wiedzieć... nad czym konkretnie mam pracować? - zdziwiłem się i odgiąłem do tyłu.
- Zobaczysz.. - przeczesał z uśmiechem moje czarne włosy - Jeszcze się przekonasz.. - ta sprawa śmierdziała bardziej, niż przedawniony o rok sernik.. Nie wiem dlaczego, ale znowu powróciłem myślą do Zoro i Asami; jednak miło było ich denerwować.. A może powinienem zrobić coś w ich sprawie?
<Zoro, Asami, Emily, co u was?>
- Czy to ładnie mnie tu tak zamykać? - spytałem gdy prawie dotarliśmy do celu - Chciałbym porozmawiać z zarządcą. - oberwałem w łeb.
- Milcz! Zarządca nie rozmawia z takimi leszczami jak ty.. - warknął jeden z żołnierzy.
- Miło to lać własnego człowieka po mordzie..? - zapytałem już trochę wściekły, co ten debil sobie myślał.
- O czym ty mówisz..? - on i jeszcze dwóch mężczyzn spojrzeli na mnie zdziwieni.
- No chyba mówię, tak? Jestem naukowcem i pilotem przy okazji.. - mruknąłem- Macie mnie natychmiast zaprowadzić do zarządcy! Jeśli on się dowie, że mnie tu tak traktujecie to rozstrzela was i porozrzuca szczątki w ciemnych ulicach tego zadupia. Zobaczycie.. - nie byli do końca przekonani, nic dziwnego, nigdy nie miałem okazji spotkać się z żadnym z nich. Ale fakt faktem; znali drogę na górę.
Mimo to wpakowali mnie do celi i kazali czekać, aż ktoś do mnie przyjdzie. Zaznajomiłem się z pryczą wysuwaną ze ściany i jakiś czas spędziłem na badaniu w jakiej pozycji najlepiej mi się leży, a gdy wreszcie ją odkryłem, drzwi otwarły się i do środka weszło pięciu żołnierzy i wycelowali we mnie karabinami. Wytrzeszczyłem oczy sądząc już, że chcą mnie zastrzelić, ale okazało się że to tylko tak na wszelki wypadek, bo z tłumu wyszedł nie kto inny jak...
- Lucjan! - krzyknął wysoki mężczyzna i spojrzał na mnie - Kopę lat cię nie widziałem!
- Minęło 10 dni.. - mruknąłem i usiadłem na sienniku - I wcale nie byłeś taki zmartwiony... pomoc wcale nie nadeszła, a ja przeżyłem bo dorwałem się do opuszczonej cukierni. - przewrócił oczami - Jednak bardziej mógłbyś troszczyć się o krewnych, wiesz? - na twarzach żołnierzy którzy mnie odprowadzali malowało się zdumienie.
-Nie przesadzaj.. nawet nie wiedziałem, że przeżyliście. Helikopter rozbił się o budynek, wybuch taki że ciała twoich towarzyszy wyparowały pod wpływem ciepła.. jakim cudem ty tutaj siedzisz..? - spytał i wyczekująco na mnie popatrzył.
- Bestem niezniszczalny.. - uśmiechnąłem się promiennie - Uratowała mnie gorąca, piękna miłość.. - uniósł brew - Uniosła mnie na swych skrzydłach i ocaliła od złego. A tak na serio to gdy zobaczyłem cukiernie; nie mogłem się po prostu powstrzymać. Kazałem im wysadzić mnie na jej dachu, a gdy to zrobili poszedłem delektować się najpiękniejszymi wypiekami jakie na własne gały widziałem. To była jedna z takich chwil, gdy człowiek zaczyna rozumieć, że życie jednak ma sens. Co do moich towarzyszy; helikopter został, jak wiesz.. - kiwnął głowa - Zaatakowany i uszkodzony, dlatego rozbił się o budynek, ale mnie w nim nie było. - skrzyżowałem ręce na piersi - Oto moja słodka tajemnica. Truskawki mają mnie w opiece..
- Nie ważne czy to prawda czy nie; miałeś więcej szczęścia niż rozumu - zmarszczyłem czoło - Ale mnie się raczej teraz przyda twój rozum.. chcę abyś powrócił do laboratorium. Bycie pilotem, jak sam mówiłeś, jest dla ciebie bardzo nudne, a tam przydasz się bardziej.. - uśmiechnął się.
- To zastanawiające.. - nagle wróciłem myślą do Zoro, Asami czy Emily - Naprawdę..
- Nie zastanawiaj się - nagle z jego twarzy znikł cały uśmiech i zbliżył twarz do mojej, wpatrując się w moje oczy, tak jak głodny wilk patrzy na bezbronne jagnię - Jeśli się nie zgodzisz; zostaniesz uznany za dezertera i pozwolę twoim kolegą z pracy zrobić z Tobą co będą chcieli.. - wytrzeszczyłem oczy, oni mnie nie znosili, a mieli całkiem bujną wyobraźnię - I nie będę brał pod uwagę faktu, że jesteś moim siostrzeńcem. No to jak..? - znowu się uśmiechnął.
- Jasne że się zgadzam, zawsze o tym marzyłem! - powiedziałem z udawanym entuzjazmem - Wdzieję biały fartuch i będę wpieprzał chemicznie modyfikowane, niebieskie truskawencje! - coś mi się w tym nie podobało - Ale jeśli mogę się spytać.. co się stanie z tą dwóją - spojrzał na mnie pytająco - Asami i Zoro..
- A! Oni.. będą przesłuchiwani na temat różnych spraw. Nie musisz wiedzieć jakich, wymarz ich z pamięci - spojrzał na mnie tym samym, dziwnym spojrzeniem - Teraz chcę już tylko twojego geniuszu obliczeniowego..
- mogę wiedzieć... nad czym konkretnie mam pracować? - zdziwiłem się i odgiąłem do tyłu.
- Zobaczysz.. - przeczesał z uśmiechem moje czarne włosy - Jeszcze się przekonasz.. - ta sprawa śmierdziała bardziej, niż przedawniony o rok sernik.. Nie wiem dlaczego, ale znowu powróciłem myślą do Zoro i Asami; jednak miło było ich denerwować.. A może powinienem zrobić coś w ich sprawie?
<Zoro, Asami, Emily, co u was?>
Od Zoro c.d Emily
To są chyba jakieś żarty! Najpierw ta Emily, którą pamiętam jak przez mgłę, potem te nogi i agencja! Zakuli mnie w kajdanki i wsadzili na jakieś nosze, a potem do jakiegoś auta. Coś tam do mnie gadali, ale nie chciało mi się ich słuchać. Wolałem sobie wstać i iść. Nie z takimi ranami sobie radziłem, walczyłem kiedyś z rozciętym torsem i jakoś z tego wyszedłem.
Następnym razem zabiję tą babę, nie będę się z nią bawił.
Nie wiem ile jechaliśmy i nie obchodzi mnie to, gdy dojechaliśmy to zawieli mnie do jakiejś sali i przenieśli do łóżka i przykuli do niego. Co, oni myślą, że sobie z takimi kajdankami nie poradzę?
Przyszedł jakiś doktorek i zaczął mi na nowo opatrywać te nogi. Trochę bolało, ale ból oznaczał, że jeszcze żyję więc w pewnym sensie cieszyłem się, że boli.
Na domiar złego zabrali mi całą broń, moje dwa pistolety i katanę.
Jeśli coś zrobią z tym mieczem to ich flaki porozrzucam po całym tym ośrodku, ta katana to dla mnie najważniejsza rzecz.
Ułożyłem się wygodniej i sprawdziłem czy dam radę rozerwać kajdanki. To nie będzie trudne, ale teraz troszkę odpocznę. Dzięki temu moje rany częściowo się wyleczą.
Zamknąłem oczy i zasnąłem od razu, jednak snem lekkim. Reagowałem na każdy szmer.
Jak się wyśpię to pójdę po Asami i Lucjana. Nie wiem dlaczego, ale chce po nich iść. Potem odzyskam katanę i spieprzam stąd.
[ktoś? Co się u was dzieje?]
Następnym razem zabiję tą babę, nie będę się z nią bawił.
Nie wiem ile jechaliśmy i nie obchodzi mnie to, gdy dojechaliśmy to zawieli mnie do jakiejś sali i przenieśli do łóżka i przykuli do niego. Co, oni myślą, że sobie z takimi kajdankami nie poradzę?
Przyszedł jakiś doktorek i zaczął mi na nowo opatrywać te nogi. Trochę bolało, ale ból oznaczał, że jeszcze żyję więc w pewnym sensie cieszyłem się, że boli.
Na domiar złego zabrali mi całą broń, moje dwa pistolety i katanę.
Jeśli coś zrobią z tym mieczem to ich flaki porozrzucam po całym tym ośrodku, ta katana to dla mnie najważniejsza rzecz.
Ułożyłem się wygodniej i sprawdziłem czy dam radę rozerwać kajdanki. To nie będzie trudne, ale teraz troszkę odpocznę. Dzięki temu moje rany częściowo się wyleczą.
Zamknąłem oczy i zasnąłem od razu, jednak snem lekkim. Reagowałem na każdy szmer.
Jak się wyśpię to pójdę po Asami i Lucjana. Nie wiem dlaczego, ale chce po nich iść. Potem odzyskam katanę i spieprzam stąd.
[ktoś? Co się u was dzieje?]
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Od Emily cd Lucjana
- To sprawa pomiędzy nim, a mną. - Powiedziałam wciąż celując w stronę dziewczyny. - A ty trzymaj tą łapę z dala od klamki, bo ci ją odstrzelę! - Warknęłam i strzeliłam ostrzegawczo w jego stronę. Oczywiście nie oberwał, bo to nie to było w moim interesie. Muszę jakoś przetransportować tą trójkę do agencji. Przyda się im porządne przesłuchanie. Chwilę nieuwagi przypłaciłam mocnym bólem w łydce. Dziewczyna nadepnęła na nią i prawdopodobnie ją złamała. Krzyknęłam cicho, a potem popatrzyłam z gniewem w oczach na nastolatkę. Wyjęła katanę, więc ja zrobiłam to samo. Odwróciłam jej uwagę i sięgnęłam szybko po telefon. Wcisnęłam jeden mały przycisk, żeby zawiadomić innych. Za jakiś czas powinny przybyć posiłki. Sama nie dam rady zdziałać zbyt dużo. Starałam się oszczędzać nogę, więc przenosiłam ciężar na drugą. Przeciwniczka wyraźnie to zauważyła, więc kiedy przyparła mnie do ściany i kazała oprzeć na zranionej nodze, syknęłam z bólu. Była silna. Zmęczyłam się bardziej niż przy potyczce z Zoro, ponieważ miałam osłabioną nogę. Ale to nie wszystko. Walczyła bardziej zaciekle, nie tak jak Zoro... on to robił jakby dla zabawy, a ona brała wszystko na poważnie.
- Taki mały Kociak, a ma tyle siły? - zakpiłam do niej. - No, nie spodziewałam się. - Odepchnęłam ją od siebie, tym samym uwalniając się od bólu.
- Kogo nazywasz Kociakiem!?
- No ciebie! Taki mały zadziorny Kociak z ciebie! - Zaśmiałam się cicho. Kątem oka zauważyłam, że cukierkowy znów chce chwycić za klamką. Szybkim ruchem ręki rzuciłam niewielkim sztyletem w jego kierunku. Materiał jego koszuli został złapany w sidła metalu.
- Mówiłam coś! - Krzyknęłam do niego i znów skierowałam wzrok na kociaka. Dziewczyna, aż kipiała ze złości. A co ja miałam powiedzieć!? W końcu nazwała mnie dziwką! No dobra... może nie dosłownie, ale i tak się liczy! Już chciałam rozpocząć kolejną rundę, kiedy do cukierni wpadli uzbrojeni ludzie z agencji. Dość szybko się uwinęli...
- Emily? - Zapytał Max, dowódca oddziału ratowniczego, patrząc na moją nogę. Reszta agentów już zdążyła złapać podejrzaną trójkę i w tej chwili wychodzili z nimi na zewnątrz.
- Nic mi nie jest! - Powiedziałam, ale chwilę potem grunt osuną mi się pod nogami. Adrenalina przestała działać i teraz czułam okropny ból złamanej nogi. Max westchną cicho, wziął mnie na ręce i wyniósł z cukierni.
- Dzięki... I to ja ich przesłuchuję. Masz się nie wtrącać. - Powiedziałam, kiedy usadzał mnie na noszach.
- Jasne, jasne...
<Zoro?Asami?Lucjan?>
- Taki mały Kociak, a ma tyle siły? - zakpiłam do niej. - No, nie spodziewałam się. - Odepchnęłam ją od siebie, tym samym uwalniając się od bólu.
- Kogo nazywasz Kociakiem!?
- No ciebie! Taki mały zadziorny Kociak z ciebie! - Zaśmiałam się cicho. Kątem oka zauważyłam, że cukierkowy znów chce chwycić za klamką. Szybkim ruchem ręki rzuciłam niewielkim sztyletem w jego kierunku. Materiał jego koszuli został złapany w sidła metalu.
- Mówiłam coś! - Krzyknęłam do niego i znów skierowałam wzrok na kociaka. Dziewczyna, aż kipiała ze złości. A co ja miałam powiedzieć!? W końcu nazwała mnie dziwką! No dobra... może nie dosłownie, ale i tak się liczy! Już chciałam rozpocząć kolejną rundę, kiedy do cukierni wpadli uzbrojeni ludzie z agencji. Dość szybko się uwinęli...
- Emily? - Zapytał Max, dowódca oddziału ratowniczego, patrząc na moją nogę. Reszta agentów już zdążyła złapać podejrzaną trójkę i w tej chwili wychodzili z nimi na zewnątrz.
- Nic mi nie jest! - Powiedziałam, ale chwilę potem grunt osuną mi się pod nogami. Adrenalina przestała działać i teraz czułam okropny ból złamanej nogi. Max westchną cicho, wziął mnie na ręce i wyniósł z cukierni.
- Dzięki... I to ja ich przesłuchuję. Masz się nie wtrącać. - Powiedziałam, kiedy usadzał mnie na noszach.
- Jasne, jasne...
<Zoro?Asami?Lucjan?>
Od Lucjana c.d. Asami
Oho, sytuacja zaczynała się rozkręcać! Asami postanowiła ratować tego idiotę, Zoro ale ja nie miałem takich honorowych porywów i wolałem dalej jeść galaretkę. Jednak gdy się skończyła, a wojowniczka stwierdziła, że mamy do czynienia z kobietą lekkich obyczajów - wiedziałem że szykuje się kolejna draka. Spakowałem więc do torby kilka nienaruszonych słoiczków i przesunąłem się w kierunku drzwi, na wszelki wypadek. Z tymi ludźmi nic mnie nie łączyło, chodź polubiłem już tego zielonego - nikogo mi się tak świetnie nie irytowało. Ale to nie miało już żadnego znaczenia.
- Jak mnie nazwałaś!? - krzyknęła Emily wściekła i wymierzyła pistoletem w dziewczynę po czym strzeliła.
Asami osłonił lodowy sopel ale ku jej zdumieniu kula przedarła się przez lód i kobieta musiała zrobić unik. Rozdrażnił ją ten fakt, a że w jej stronę poszybowały kolejne pociski rozpoczęła się walka. Zoro chciał wstać ale nie jest to takie łatwe, gdy ma się podziurawiony szkielet, nawet gdy tak mocno się nie krwawi. Jęknął i znowu upadł na ziemię. Nie miałam zielonego pojęcia co takiego kosmita zrobił tej babie, ale była naprawdę wściekła na niego, na Asami za te słowa i jeszcze na mnie pewnie też bo strzeliła w klamkę gdy do niej sięgnąłem. A może myślała, że jestem przyjacielem tego wodorostu? Jeszcze czego..
- Masz to odwołać! - krzyknęła do osłaniającej się Asami - To ja tu jestem pokrzywdzona! I żadna niewiasta lekkich obyczajów, ty nic nie rozumiesz..!
Robiło się naprawdę nieciekawie i ciekawie jednocześnie. Gdy Emily rzekła "Wyobrażasz sobie jak na niego wpłynęła wieść, że przespałam się z kimś kogo powinnam zabić" miałem wrażenie jakby Zoro miał uknuć coś co miało dziewczynę pogrążyć, ale przez kolejne słowa typu "zostawiłeś mnie nagą i bezbronną w pokoju hotelowym w niedwuznacznej sytuacji" oraz przez oskarżenia pani lodowej, już miałem kompletny chaos w głowie. Cokolwiek w każdym razie sobie zrobili, niech sobie to robią; byle beze mnie. Znowu chciałem odtworzyć drzwi ale kolejna kula przeleciała tak blisko mojej ręki, że poczułem podmuch powietrza. Jeszcze mnie tu będą więzić..
- Ej! To możemy się dowiedzieć czemu tak właściwie chcesz go zabić? Ja nic przeciw temu nie mam, ale jednak chciałbym się dowiedzieć.. - krzyknąłem w ich stronę a dziewczyny odwróciły się do mnie.
<Asami, Emily, Zoro?>
- Jak mnie nazwałaś!? - krzyknęła Emily wściekła i wymierzyła pistoletem w dziewczynę po czym strzeliła.
Asami osłonił lodowy sopel ale ku jej zdumieniu kula przedarła się przez lód i kobieta musiała zrobić unik. Rozdrażnił ją ten fakt, a że w jej stronę poszybowały kolejne pociski rozpoczęła się walka. Zoro chciał wstać ale nie jest to takie łatwe, gdy ma się podziurawiony szkielet, nawet gdy tak mocno się nie krwawi. Jęknął i znowu upadł na ziemię. Nie miałam zielonego pojęcia co takiego kosmita zrobił tej babie, ale była naprawdę wściekła na niego, na Asami za te słowa i jeszcze na mnie pewnie też bo strzeliła w klamkę gdy do niej sięgnąłem. A może myślała, że jestem przyjacielem tego wodorostu? Jeszcze czego..
- Masz to odwołać! - krzyknęła do osłaniającej się Asami - To ja tu jestem pokrzywdzona! I żadna niewiasta lekkich obyczajów, ty nic nie rozumiesz..!
Robiło się naprawdę nieciekawie i ciekawie jednocześnie. Gdy Emily rzekła "Wyobrażasz sobie jak na niego wpłynęła wieść, że przespałam się z kimś kogo powinnam zabić" miałem wrażenie jakby Zoro miał uknuć coś co miało dziewczynę pogrążyć, ale przez kolejne słowa typu "zostawiłeś mnie nagą i bezbronną w pokoju hotelowym w niedwuznacznej sytuacji" oraz przez oskarżenia pani lodowej, już miałem kompletny chaos w głowie. Cokolwiek w każdym razie sobie zrobili, niech sobie to robią; byle beze mnie. Znowu chciałem odtworzyć drzwi ale kolejna kula przeleciała tak blisko mojej ręki, że poczułem podmuch powietrza. Jeszcze mnie tu będą więzić..
- Ej! To możemy się dowiedzieć czemu tak właściwie chcesz go zabić? Ja nic przeciw temu nie mam, ale jednak chciałbym się dowiedzieć.. - krzyknąłem w ich stronę a dziewczyny odwróciły się do mnie.
<Asami, Emily, Zoro?>
Od Asami c.d Emily
Spoglądałam na tą całą sytuację z oburzeniem, gdy Zoro leżał na ziemi rany, dziewczyna po prostu spytała się kim jesteśmy.
-Czy nic ci nie jest?- zignorowałam dziewczynę i uklęknęłam przed Generałem. Obejrzałam rany, gdy dotknęłam ręką jego uda krew natychmiast zamarzła by powstrzymać krwotok.
-Kurwa! Zimno...- warknął, no oczywiście że zimno, w ręce stworzyłam cienki sopel lodu i sprawnie wyciągnęłam kule. Próbował się wyrywać, jednak stworzyłam wokół jego kostek u nóg i u rąk mocnej kajdanki. Potem go opatrzyłam i było gotowe.
-Nie powinnaś się tak zachowywać...- spojrzałam na dziewczynę chłodno a mimowolnie temperatura w budynku spadła.
-Nie obwiniaj innych za swoje błędy, gdybyś nie była tak łatwowierna...I nie puszczała się z innymi to na pewno byśmy się nie spotkali w takiej niekomfortowej sytuacji. Tylko słabi się mszczą i obwiniają innych za swe błędy.- wstałam i uwolniłam Zoro z uścisku lodu.
-Wybacz mi Generale mogłam wcześniej zareagować, wczoraj zostałam przypisana pod twe dowództwo.- ukłoniłam się.
-Naprawdę?- spojrzał na mnie oszołomiony.
-Tak, byłam wojowniczką pod rozkazami Dowódcy Ichigo-same...wczoraj dostałam powiadomienie że zostałam przeniesiona do Generała Zoro.- wytłumaczyłam. Rozejrzałam się po zdemolowanym budynku.
-Radzę się z stąd oddalić, bo ta niewiasta o lekkich obyczajach może komuś coś zrobić.- szepnęłam do niego.
<Zoro, Lucjan, Emily?>
-Czy nic ci nie jest?- zignorowałam dziewczynę i uklęknęłam przed Generałem. Obejrzałam rany, gdy dotknęłam ręką jego uda krew natychmiast zamarzła by powstrzymać krwotok.
-Kurwa! Zimno...- warknął, no oczywiście że zimno, w ręce stworzyłam cienki sopel lodu i sprawnie wyciągnęłam kule. Próbował się wyrywać, jednak stworzyłam wokół jego kostek u nóg i u rąk mocnej kajdanki. Potem go opatrzyłam i było gotowe.
-Nie powinnaś się tak zachowywać...- spojrzałam na dziewczynę chłodno a mimowolnie temperatura w budynku spadła.
-Nie obwiniaj innych za swoje błędy, gdybyś nie była tak łatwowierna...I nie puszczała się z innymi to na pewno byśmy się nie spotkali w takiej niekomfortowej sytuacji. Tylko słabi się mszczą i obwiniają innych za swe błędy.- wstałam i uwolniłam Zoro z uścisku lodu.
-Wybacz mi Generale mogłam wcześniej zareagować, wczoraj zostałam przypisana pod twe dowództwo.- ukłoniłam się.
-Naprawdę?- spojrzał na mnie oszołomiony.
-Tak, byłam wojowniczką pod rozkazami Dowódcy Ichigo-same...wczoraj dostałam powiadomienie że zostałam przeniesiona do Generała Zoro.- wytłumaczyłam. Rozejrzałam się po zdemolowanym budynku.
-Radzę się z stąd oddalić, bo ta niewiasta o lekkich obyczajach może komuś coś zrobić.- szepnęłam do niego.
<Zoro, Lucjan, Emily?>
niedziela, 26 stycznia 2014
Od Emily cd Zoro
Jego ciesząca się gęba działała mi na nerwy. Kolejny słoik wyleciał z jednej z szafek i trafił mężczyznę z całym impetem w głowę. Ucisk metalu na mojej piersi zelżał, więc szybko się podniosłam i wyrwała mu katanę z ręki, przykładając ją od razu do jego gardła. Stał teraz pomiędzy mną, a ścianą. Jego oczy były rozbiegana, prawdopodobnie po poprzednim dostaniu w głowę.
- Nie pamiętasz mnie gnojku!? Może to i lepiej dla ciebie, ale i tak nie puszczę ci tego płazem! Przez te wszystkie kłamstwa sprzed pięciu lat musiałam na nowo budować zaufanie szefa! Wyobrażasz sobie jak na niego wpłynęła wieść, że przespałam się z kimś kogo powinnam zabić!? - Jego wzrok w końcu padł na mnie. Po jego twarzy było widać, że coś sobie przypomina, ale ta ciemna masa nie da sobie rady jeśli mu nie pomogę.
- Yhhh... Że też muszę zrobić coś takiego! Zapłacisz mi za to przyrzekam! - Krzyknęłam i wpiłam się w jego usta. Bawiło mnie trochę jego zdziwienie... Niestety było to jedyne wyjście, żeby przekazać mu te wszystkie wspomnienia. Wolałam, żeby wiedział z kim walczy i kto go zabije! Mój uścisk na broni mimowolnie osłabł, a Zoro wykorzystał to jako dobrą próbę do zmiany swojej sytuacji. W jednej chwili zmienił moją pozycję i teraz to ja stała pomiędzy nim, a ścianą. Poczułam zimną stal na swojej szyi. W żyłach poczułam świeżą dawkę adrenaliny.
- No, no Emily... kupę lat minęło. - powiedział, a ja uśmiechnęłam się delikatnie. Może ona na to jeszcze nie wpadł, ale moje ręce wciąż były wolne. Powoli sięgnęłam po pistolet schowany za paskiem. Wycelowałam i od razu strzeliłam.
- Co do...!? - nie zdążył dokończyć, bo runą na ziemie z dziurą w udzie.
- To za wszystkie kłamstwa i przekręty, które zrujnowały moją karierę... - powiedziałam i wycelowałam w drugie udo. Bez wahania strzeliłam po raz kolejny.
- A to za to, że zostawiłeś mnie nagą i bezbronną w pokoju hotelowym w niedwuznacznej sytuacji... - Schowałam pistolet.
- A wy? Kim jesteście? - zapytałam odwracając się do ludzi przyglądającym się wszystkiemu z zapałem.
<Zoro? Lucek? Asami?>
- Nie pamiętasz mnie gnojku!? Może to i lepiej dla ciebie, ale i tak nie puszczę ci tego płazem! Przez te wszystkie kłamstwa sprzed pięciu lat musiałam na nowo budować zaufanie szefa! Wyobrażasz sobie jak na niego wpłynęła wieść, że przespałam się z kimś kogo powinnam zabić!? - Jego wzrok w końcu padł na mnie. Po jego twarzy było widać, że coś sobie przypomina, ale ta ciemna masa nie da sobie rady jeśli mu nie pomogę.
- Yhhh... Że też muszę zrobić coś takiego! Zapłacisz mi za to przyrzekam! - Krzyknęłam i wpiłam się w jego usta. Bawiło mnie trochę jego zdziwienie... Niestety było to jedyne wyjście, żeby przekazać mu te wszystkie wspomnienia. Wolałam, żeby wiedział z kim walczy i kto go zabije! Mój uścisk na broni mimowolnie osłabł, a Zoro wykorzystał to jako dobrą próbę do zmiany swojej sytuacji. W jednej chwili zmienił moją pozycję i teraz to ja stała pomiędzy nim, a ścianą. Poczułam zimną stal na swojej szyi. W żyłach poczułam świeżą dawkę adrenaliny.
- No, no Emily... kupę lat minęło. - powiedział, a ja uśmiechnęłam się delikatnie. Może ona na to jeszcze nie wpadł, ale moje ręce wciąż były wolne. Powoli sięgnęłam po pistolet schowany za paskiem. Wycelowałam i od razu strzeliłam.
- Co do...!? - nie zdążył dokończyć, bo runą na ziemie z dziurą w udzie.
- To za wszystkie kłamstwa i przekręty, które zrujnowały moją karierę... - powiedziałam i wycelowałam w drugie udo. Bez wahania strzeliłam po raz kolejny.
- A to za to, że zostawiłeś mnie nagą i bezbronną w pokoju hotelowym w niedwuznacznej sytuacji... - Schowałam pistolet.
- A wy? Kim jesteście? - zapytałam odwracając się do ludzi przyglądającym się wszystkiemu z zapałem.
<Zoro? Lucek? Asami?>
Od Zoro c.d Lucjana
- Eeee... Kim ty do cholery jesteś? I o co ci chodzi babo?- mruknąłem, a kobita wkurzyła się jeszcze bardziej i rzuciła w moją stronę jakimś słojem. Nie było jej mało?! Dostałem już po głowie, może już wystarczy?
Szybko wyjąłem katanę i przeciąłem słój na pół, landrynki posypały się na podłogę i usłyszałem krzyk tej dziewczyny.
- I jeszcze mnie nie pamiętasz gnido!- wyjęła katanę.
- Chcesz walczyć, tak?- uśmiechnąłem się.
Dziewczyna od razu na mnie skoczyła, mam nadzieję, że wie co to honorowa walka, bo jeśli ona zagra nieczysto to ja też tak zrobię.
Walczyliśmy jakiś czas i było słychać tylko szczęk uderzanej o siebie stali. Dziewczyna był dobra, ale ja też najgorszy nie byłem. Przyspieszyłem swoje ciosy, raz celowałem w głowę, a raz w brzuch by szybciej się męczyła. Czystą przyjemnością było z nią walczyć. Ale na razie nic z tego nie wynikało. Odskoczyliśmy od siebie i zaczęliśmy dyszeć, jednak nie czułem większego zmęczenia.
- Jak masz na imię?- zapytałem.
- Emily, tego też nie pamiętasz?!
- Mam słabą pamięć.- uśmiechnąłem się i znów na nią ruszyłem.
Próbowała zrobić blok, ale wytrąciłem jej katanę z rąk. Potem dziewczyna wywaliła się przez landrynki które leżały wszędzie rozsypane. Stanąłem nad nią i przyłożyłem katanę do jej piersi. Nie miałem zamiaru jej zabić, tylko postraszyć. No oczywiście jeśli nie będzie nikomu grozić, bo jeśli tak to skrócę ją o głowę.
- Możesz mi przypomnieć o sobie?- mruknąłem spoglądając w jej oczy.
[Emily?]
Szybko wyjąłem katanę i przeciąłem słój na pół, landrynki posypały się na podłogę i usłyszałem krzyk tej dziewczyny.
- I jeszcze mnie nie pamiętasz gnido!- wyjęła katanę.
- Chcesz walczyć, tak?- uśmiechnąłem się.
Dziewczyna od razu na mnie skoczyła, mam nadzieję, że wie co to honorowa walka, bo jeśli ona zagra nieczysto to ja też tak zrobię.
Walczyliśmy jakiś czas i było słychać tylko szczęk uderzanej o siebie stali. Dziewczyna był dobra, ale ja też najgorszy nie byłem. Przyspieszyłem swoje ciosy, raz celowałem w głowę, a raz w brzuch by szybciej się męczyła. Czystą przyjemnością było z nią walczyć. Ale na razie nic z tego nie wynikało. Odskoczyliśmy od siebie i zaczęliśmy dyszeć, jednak nie czułem większego zmęczenia.
- Jak masz na imię?- zapytałem.
- Emily, tego też nie pamiętasz?!
- Mam słabą pamięć.- uśmiechnąłem się i znów na nią ruszyłem.
Próbowała zrobić blok, ale wytrąciłem jej katanę z rąk. Potem dziewczyna wywaliła się przez landrynki które leżały wszędzie rozsypane. Stanąłem nad nią i przyłożyłem katanę do jej piersi. Nie miałem zamiaru jej zabić, tylko postraszyć. No oczywiście jeśli nie będzie nikomu grozić, bo jeśli tak to skrócę ją o głowę.
- Możesz mi przypomnieć o sobie?- mruknąłem spoglądając w jej oczy.
[Emily?]
Od Lucjana c.d. Emily
Coś mi się nie podobało w tej cukierni, mieszkałem tu już z tydzień i przez cały ten czas żywiłem się pozostałościami żywności po dawnym właścicielu, który już nie żył. Miał poważne konflikty z prawem (czyli jak każdy) i postanowiono się go pozbyć, ale słodyczy nie zabrano. Jakżebym mógł uszanować takie marnotrawstwo..? Jednak zawsze od kiedy w odemkniętej szufladzie lady znalazłem pęk kluczy, zamykałem starannie szklane drzwi by do środka nigdy nie wpełzła i nie zagnieździła się jakaś mafia czy inna organizacja. Jednak teraz drzwi były uchylone, co sprawiło że straciłem dech. Nie czułem się obserwowany przez kogoś, ale intuicja podpowiadała mi, że ktoś tu jeszcze jest.
- Masz tu sake gnojku? - spytał Zoro bez pardonu siadając na jedynym w przybytku fotelu.
- Żadnego gnojka poza tobą tu nie ma... - zmarszczyłem czoło - Ale może Szanowny Pan Lucjan zlituje się nad tobą i poszuka i jakiegoś alkoholu, sake na pewno tutaj nie mam. Ale możliwe że piekarz i cukiernik trzymali tutaj wódkę, wino lub coś w tym rodzaju. Czekaj.. nie, nie, nie! - schwyciłem podstawek ze stertą pączków do których dorwała się Asami - Te pączki to świętość nieskalana! Nie dotykaj ich swymi higienicznie niezadbanymi palcami! - fuknąłem urażony, a ona oburzona spojrzała na mnie - Żadne z was mnie nie lubi, zaproponowałem schronienie co nie znaczy, że mam was jeszcze żywić.. - zmrużyłem oczy - Ale skoro taka jesteś głodna.. - spojrzałem na pączki - To umyj grzecznie ręce, to coś ci dam.
- No dobra.. - podeszła do kranu za ladą i umyła je, ale wyglądało na to, że jest tak jak Zoro mocno wnerwiona, ale nie chce z jakiś powodów wyjść na ciemnicę na zewnątrz - I poproszę serniczek z jabłuszkiem - uśmiechnęła się gdy postawiłem podstawek przed jej nosem.
Wtem ktoś rzucił w Zoro słoikiem landrynek. Gdzieś miałem to czy słój obije się o jego mordę czy nie; liczyły się tylko te spadające na ziemię landrynki. Wydałem z siebie pisk porównywalny do krzyku macanej dziewicy i odskoczyłem by nie dostać odłamkami szkła po twarzy. Trochę pożałowałem tego okrzyku, bo cała uwaga zamachowca przeniosła się na mnie, już wiedziałem dlaczego drzwi były nie domknięte. Ale nie zamierzałem się tym przejmować, pędem wyskoczyłem za ladę by ukryć się przed pistoletem którym we mnie mierzyła. Ale wyglądało na to, że głównie chodziło jej o Zoro, nawet w jego tępych oczkach ujrzałem blask rozpoznania. A zatem ci dwoje już się poznali, miło.. tylko dlaczego musieli rozwalać wszystkie słoiczki dookoła? W stronę zielonego poleciały jeszcze słoiczki z żelkami, cukierkami i kilka paczek słodyczy. Asami natomiast jakby w ogóle nie przejęła się sytuacją wstała od stolika, wzięła swój placuszek i zajęła miejsce obok mnie.
- Niech się biją - stwierdziła - Słodycze się najważniejsze w tej chwili.. poza tym to sprawa między nimi - byłem przerażony ale kiwnąłem głową - Nie trzęś się jak galareta..
- Nie trzęsę.. - mruknąłem - Ale przypomniałaś mi o czymś - wziąłem galaretkę z wystawy i obydwoje wychyliliśmy się zza mebla obserwując sytuację i jedząc przy okazji smakołyki - Czuję się jak na seansie w kinie.
Ta dwójka nadal na siebie patrzyła w milczeniu, aż nagle Zoro otworzył usta i rzekł:
<Zoro, Emily, Asami?>
- Masz tu sake gnojku? - spytał Zoro bez pardonu siadając na jedynym w przybytku fotelu.
- Żadnego gnojka poza tobą tu nie ma... - zmarszczyłem czoło - Ale może Szanowny Pan Lucjan zlituje się nad tobą i poszuka i jakiegoś alkoholu, sake na pewno tutaj nie mam. Ale możliwe że piekarz i cukiernik trzymali tutaj wódkę, wino lub coś w tym rodzaju. Czekaj.. nie, nie, nie! - schwyciłem podstawek ze stertą pączków do których dorwała się Asami - Te pączki to świętość nieskalana! Nie dotykaj ich swymi higienicznie niezadbanymi palcami! - fuknąłem urażony, a ona oburzona spojrzała na mnie - Żadne z was mnie nie lubi, zaproponowałem schronienie co nie znaczy, że mam was jeszcze żywić.. - zmrużyłem oczy - Ale skoro taka jesteś głodna.. - spojrzałem na pączki - To umyj grzecznie ręce, to coś ci dam.
- No dobra.. - podeszła do kranu za ladą i umyła je, ale wyglądało na to, że jest tak jak Zoro mocno wnerwiona, ale nie chce z jakiś powodów wyjść na ciemnicę na zewnątrz - I poproszę serniczek z jabłuszkiem - uśmiechnęła się gdy postawiłem podstawek przed jej nosem.
Wtem ktoś rzucił w Zoro słoikiem landrynek. Gdzieś miałem to czy słój obije się o jego mordę czy nie; liczyły się tylko te spadające na ziemię landrynki. Wydałem z siebie pisk porównywalny do krzyku macanej dziewicy i odskoczyłem by nie dostać odłamkami szkła po twarzy. Trochę pożałowałem tego okrzyku, bo cała uwaga zamachowca przeniosła się na mnie, już wiedziałem dlaczego drzwi były nie domknięte. Ale nie zamierzałem się tym przejmować, pędem wyskoczyłem za ladę by ukryć się przed pistoletem którym we mnie mierzyła. Ale wyglądało na to, że głównie chodziło jej o Zoro, nawet w jego tępych oczkach ujrzałem blask rozpoznania. A zatem ci dwoje już się poznali, miło.. tylko dlaczego musieli rozwalać wszystkie słoiczki dookoła? W stronę zielonego poleciały jeszcze słoiczki z żelkami, cukierkami i kilka paczek słodyczy. Asami natomiast jakby w ogóle nie przejęła się sytuacją wstała od stolika, wzięła swój placuszek i zajęła miejsce obok mnie.
- Niech się biją - stwierdziła - Słodycze się najważniejsze w tej chwili.. poza tym to sprawa między nimi - byłem przerażony ale kiwnąłem głową - Nie trzęś się jak galareta..
- Nie trzęsę.. - mruknąłem - Ale przypomniałaś mi o czymś - wziąłem galaretkę z wystawy i obydwoje wychyliliśmy się zza mebla obserwując sytuację i jedząc przy okazji smakołyki - Czuję się jak na seansie w kinie.
Ta dwójka nadal na siebie patrzyła w milczeniu, aż nagle Zoro otworzył usta i rzekł:
<Zoro, Emily, Asami?>
Od Emily
Dlaczego to ja muszę robić dzisiejszy obchód!? Zwykle robi to policja, więc dlaczego ja!? Po raz kolejny najgorsze zadania spadają na mnie... O tej porze dnie nic się nie dzieje, więc po jaką cholerę zarządzili obchód!? Wjechałam w kolejną uliczkę i zatrzymałam się na poboczu. Tym razem miałam zajrzeć do paru zamkniętych już sklepów, żeby sprawdzić czy nie działają przypadkiem jakieś nielegalne organizacje. Oczywiście robię to wszystko sama, bo zwykle moi partnerzy przez przypadek zostają przeze mnie zabici. Naładowałam magazynem niewielkiego, podręcznego pistoletu i schowałam go za pasek. Do pokrowca włożyłam katanę, a potem ruszyłam do pierwszego budynku. Księgarnia... Już dawno zamknięta, więc mogłam bez problemu zabrać coś dla siebie. Moja biblioteka ma niewielkie braki w księgozbiorach. Weszłam spokojnie do pomieszczenia. Nie wyczułam nikogo, ale na wszelki wypadek trzymałam broń w ręku. Przeszłam przez niewielki pokój, a potem weszłam do korytarza prawdopodobnie prowadzącego do pokoju dla personelu. Nie myliłam się. Było cicho. Jedyne co słyszałam to bicie własnego przyspieszonego serca. Adrenalina i wyobraźnia robią swoje. Otworzyłam delikatnie drzwi od pomieszczenia i czekałam na jakiś ruch. Nic się nie stało. Rozluźniłam się i weszłam do środka. Nikogo tu nie było, a to oznaczało, że mogłam sobie spokojnie poprzeglądać książki, które zostały jeszcze po dawnych właścicielach. Teraz to miejsce należało do tak zwanego "rządu", choć tak naprawdę nie było wiadomo kto w tym rządzie jest. W każdym razie my byliśmy organizacją rządową, więc mogłam bezkarnie wszystko powynosić. Nie wzięłam jednak nic, ponieważ zbyt dużo rzeczy zostało. Najwyżej innym razem zlecę komuś przewózkę książek stąd do mojej biblioteki. Wyszłam z budynku i poszłam dalej. W następnych dwóch sklepach nic nie było. Były od dawna opuszczone, a gabloty stały puste. Następna była cukiernia. Wystawa była stosunkowo świeża, więc pewnie ktoś tu jeszcze zagląda. Przeszklone drzwi o dziwo były otwarte. Wlazłam powoli do środka i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nikogo nie było... znowu. I powiedzcie mi jaki jest sens takiego obchodu? Nagle usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Szybko odskoczyłam za ścianę, by przybysz mnie nie zauważył. W ręku trzymałam mocno pistolet, a moje serce zaczęło szybciej bić. Jak ja lubię takie akcje! Do środka weszły trzy osoby. Kobieta i dwóch mężczyzn. Jedna dwójka zaczęła rozmawiać o słodyczach, ale nie wiedziałam co się działo z drugim facetem.
- Masz może tutaj sake gnojku? - zapytał po chwili dobrze znany mi już głos. Moja twarz wykrzywiła się w grymasie złości, a ręce mocniej zacisnęły na broni. Zoro... Zasrany kretyn i gnida... Miałam ochotę wybiec i udusić go właśnie e tym momencie. Mogło się to jednak źle dla mnie skończyć, więc zrobiłam coś innego. Umysłem chwyciłam jeden ze szklanych słojów z jakimiś landrynkami i rzuciłam nim w stojącego pod ścianą mężczyznę. Usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła, a potem wściekły głos Zoro.
<Zoro? Lucjan? Asami?>
Od Zoro c.d Lucjana
Spojrzałem na tego szczyla a potem w górę, na helikopter, który się tu zbliżał.
- Dobra.- mruknąłem.- Prowadź do tej swojej cukierni.
Lucjan uśmiechnął się i ruszył w stronę miasta.
Szliśmy dosyć szybko, a za nami cały czas było słychać odgłos lecącego śmigłowca. W dłoni ciągle miałem pistolet, więc jeśli nie strzelę w jakiegoś obcego, to zabiję tamtego gnoja który dostaje orgazmu na widok truskawki. Asami szła obok mnie i rozglądała się niepewnie na wszystkie strony, było już ciemnawo, więc nie widziałem dokładnie jej oczu.
- Boisz się czegoś?- szepnąłem do niej.
- Nie, żartujesz sobie?- oburzyła się i przyspieszyła.
Wolałem ich nie zgubić bo wtedy byłbym w totalnej dupie. Mam kompletny brak orientacji w terenie i umiem się zgubić na prostej drodze. To żenujące więc nikomu się do tego nie przyznaję i im też nie mam zamiaru.
Po jakimś czasie doszliśmy do cukierni. Lucjan otworzył przeszklone drzwi i wleźliśmy do środka. Cukiernia jak cukiernia, wszędzie dużo słodkości, aż mnie mdlić zaczęło. Schowałem pistolet do spodni i oparłem się o ścianę. Przyda się trochę odpoczynku, jutro z samego rana znów ruszę w drogę. Niebezpiecznie jest siedzieć w jednym miejscu.
- Masz może tutaj sake gnojku?- mruknąłem do Lucjana, który zaczął dyskutować z dziewczyną o jakiś pączkach czy czymś...
[Lucek? Asami?]
- Dobra.- mruknąłem.- Prowadź do tej swojej cukierni.
Lucjan uśmiechnął się i ruszył w stronę miasta.
Szliśmy dosyć szybko, a za nami cały czas było słychać odgłos lecącego śmigłowca. W dłoni ciągle miałem pistolet, więc jeśli nie strzelę w jakiegoś obcego, to zabiję tamtego gnoja który dostaje orgazmu na widok truskawki. Asami szła obok mnie i rozglądała się niepewnie na wszystkie strony, było już ciemnawo, więc nie widziałem dokładnie jej oczu.
- Boisz się czegoś?- szepnąłem do niej.
- Nie, żartujesz sobie?- oburzyła się i przyspieszyła.
Wolałem ich nie zgubić bo wtedy byłbym w totalnej dupie. Mam kompletny brak orientacji w terenie i umiem się zgubić na prostej drodze. To żenujące więc nikomu się do tego nie przyznaję i im też nie mam zamiaru.
Po jakimś czasie doszliśmy do cukierni. Lucjan otworzył przeszklone drzwi i wleźliśmy do środka. Cukiernia jak cukiernia, wszędzie dużo słodkości, aż mnie mdlić zaczęło. Schowałem pistolet do spodni i oparłem się o ścianę. Przyda się trochę odpoczynku, jutro z samego rana znów ruszę w drogę. Niebezpiecznie jest siedzieć w jednym miejscu.
- Masz może tutaj sake gnojku?- mruknąłem do Lucjana, który zaczął dyskutować z dziewczyną o jakiś pączkach czy czymś...
[Lucek? Asami?]
sobota, 25 stycznia 2014
Od Lucjana c.d. Zoro
Wylądowałem na ziemi, było to uczucie wysoce nieprzyjemne, ale nie przejąłem się tym. Gdy tylko Zoro wspomniał o ukryciu się od razu poderwałem się na nogi.
- No to chodźmy do cukierni – zaproponowałem – Patrol lata tak naprawdę jedynie nad miastami, nie sprawdzają poszczególnych miejsc. Prawda jest taka, że większość z nich to najemnicy których nie obchodzi to co się dzieje – zamyśliłem się – Ale skoro tak się boicie być zauważeni..
- Cukiernia mówisz..? - spytała Asami i spojrzała na mnie jak na obrazek z najpiękniejszej baśni.
Zaniepokoił mnie ten wzrok, jakby słowo „cukiernia” było jakimś kluczem, które obudziło w niej dawno zapomniane instynkty. Nie miałem pojęcia co to, ale podświadomie poczułem, że albo ja, albo..
- Kocham słodycze! - powiedziała podekscytowana, właśnie tego się spodziewałem. To nie ja, tylko moja lodówka była zagrożona – Chodźmy do tej cukierni.. - uśmiechnęła się. Zadziwiające jak człowiek potrafi się nagle zmienić, gdy czegoś naprawdę pożąda. Nie zdziwiło mnie to więc kiwnąłem głową i spojrzałem na zielonego. - A ty idziesz? - spojrzała na niego.
- Do cukierni..? O matko.. - zastanowił się – No dobrze, chyba się zgadzam.. chodź to że idziemy tam z tym idiotą odbiera atrakcyjność temu miejscu.
- Niedorobiony, zielonowłosy kosmito, strasznie niewyżyty jesteś.. zauważyłem już po moim upadku na piach, że strasznie łatwo się denerwujesz i nie przepadasz za mną – wzruszyłem ramionami – Ale nie cukiernia to dość dobre miejsce na kryjówkę w tej sytuacji, jednak jeśli chcesz zostać tutaj sam to zgoda – odwróciłem się i zacząłem iść pośpiesznie w stronę miejsca – Ja też nie chcę zostać znaleziony przez żołnierzy – odwróciłem się jeszcze – To idziesz, czy nie?
<Zoro, Asami?>
- No to chodźmy do cukierni – zaproponowałem – Patrol lata tak naprawdę jedynie nad miastami, nie sprawdzają poszczególnych miejsc. Prawda jest taka, że większość z nich to najemnicy których nie obchodzi to co się dzieje – zamyśliłem się – Ale skoro tak się boicie być zauważeni..
- Cukiernia mówisz..? - spytała Asami i spojrzała na mnie jak na obrazek z najpiękniejszej baśni.
Zaniepokoił mnie ten wzrok, jakby słowo „cukiernia” było jakimś kluczem, które obudziło w niej dawno zapomniane instynkty. Nie miałem pojęcia co to, ale podświadomie poczułem, że albo ja, albo..
- Kocham słodycze! - powiedziała podekscytowana, właśnie tego się spodziewałem. To nie ja, tylko moja lodówka była zagrożona – Chodźmy do tej cukierni.. - uśmiechnęła się. Zadziwiające jak człowiek potrafi się nagle zmienić, gdy czegoś naprawdę pożąda. Nie zdziwiło mnie to więc kiwnąłem głową i spojrzałem na zielonego. - A ty idziesz? - spojrzała na niego.
- Do cukierni..? O matko.. - zastanowił się – No dobrze, chyba się zgadzam.. chodź to że idziemy tam z tym idiotą odbiera atrakcyjność temu miejscu.
- Niedorobiony, zielonowłosy kosmito, strasznie niewyżyty jesteś.. zauważyłem już po moim upadku na piach, że strasznie łatwo się denerwujesz i nie przepadasz za mną – wzruszyłem ramionami – Ale nie cukiernia to dość dobre miejsce na kryjówkę w tej sytuacji, jednak jeśli chcesz zostać tutaj sam to zgoda – odwróciłem się i zacząłem iść pośpiesznie w stronę miejsca – Ja też nie chcę zostać znaleziony przez żołnierzy – odwróciłem się jeszcze – To idziesz, czy nie?
<Zoro, Asami?>
Od Zoro c.d Asami
Gdy tylko zobaczyłem tych gości to od moja dłoń powędrowała do katany, ale nie musiałem jej wyciągać bo Asami szybko się nimi zajęła. Jakoś się nie zdziwiłem jej mocą i umiejętnościami. W tych czasach jest wiele takich ludzi.
- Zimna dziewuszka.- Lucjan się uśmiechnął i oparł o mnie.
- Nie dotykaj mnie szczylu.- podciąłem mu nogi i runął na ziemię. Ten piękny obrazek, którym był Lucjan twarzą w piachu wywołał u mnie lekki uśmiech.
Asami się do nas odwróciła i przeprosiła, ale niby za co? Za to, że nie musieliśmy się wysilać? Uwielbiam walczyć i sprawia mi to radość, ale czasem miło popatrzeć, że ktoś cię wyręcza. Przeciągnąłem się i ziewnąłem.
- Nie wiem jak wam, ale mi się chce spać.- Już miałem ruszyć przed siebie zostawiając tych tutaj, ale usłyszałem hałas wydawany przez śmigłowiec.- Cholera... Patrol... Trzeba się schować.- mruknąłem patrząc w górę.
Patrole zawsze były upierdliwe i ciężko je było zlikwidować. Żołnierze zwykle byli nieźle uzbrojeni i siedzieli albo w helikopterach, albo w wozach pancernych.
Spojrzałem na swoich tymczasowych towarzyszy i wyjąłem pistolet ze spodni. On mi się bardziej przyda niż katana.
- Trzeba się gdzieś schować.- spojrzałem na Asami, która szykowała się do ataku.- A nie walczyć.
[Lucjan? Asami?]
- Zimna dziewuszka.- Lucjan się uśmiechnął i oparł o mnie.
- Nie dotykaj mnie szczylu.- podciąłem mu nogi i runął na ziemię. Ten piękny obrazek, którym był Lucjan twarzą w piachu wywołał u mnie lekki uśmiech.
Asami się do nas odwróciła i przeprosiła, ale niby za co? Za to, że nie musieliśmy się wysilać? Uwielbiam walczyć i sprawia mi to radość, ale czasem miło popatrzeć, że ktoś cię wyręcza. Przeciągnąłem się i ziewnąłem.
- Nie wiem jak wam, ale mi się chce spać.- Już miałem ruszyć przed siebie zostawiając tych tutaj, ale usłyszałem hałas wydawany przez śmigłowiec.- Cholera... Patrol... Trzeba się schować.- mruknąłem patrząc w górę.
Patrole zawsze były upierdliwe i ciężko je było zlikwidować. Żołnierze zwykle byli nieźle uzbrojeni i siedzieli albo w helikopterach, albo w wozach pancernych.
Spojrzałem na swoich tymczasowych towarzyszy i wyjąłem pistolet ze spodni. On mi się bardziej przyda niż katana.
- Trzeba się gdzieś schować.- spojrzałem na Asami, która szykowała się do ataku.- A nie walczyć.
[Lucjan? Asami?]
Od Asami c.d Zoro & Lucjana
Cóż ci dwaj byli dość irytujący, wyglądali na to że nie chcieli mnie zaatakować jednak muszę być cały czas czujna. Najmniejszy błąd i mogę stracić życie. Na pewno nie powiem im że się boję ciemności.
-Posiadałam taki kaprys! Właściwe nie muszę wam podawać swojego powodu.- na moim ramieniu wylądował Asui.
-Co jest mały?- spojrzałam na kruka który przyglądał się dwóm mężczyzną. Ja jedynie chciałam już sobie z stąd pójść. Czułam się niekomfortowo w tej sytuacji.
-Dziękuję że mnie złapałeś.- skinęłam w stronę Zoro. Nawet długo nie było trzeba czeka na kłopoty, z krzaków wyłoniły się sylwetki nieprzyjaciela. Asui od razu uniósł się w powietrze patrolować okolicę, a ja chwyciłam katanę.
-Ledy Ice, to ty zabiłaś naszą grupę na zachodzie.- spojrzeli na mnie a w ich oczach płonęły iskry nienawiści.
-Ich umiejętności nie były zaskakujące.- gdy lekko tupnęłam nogą pod nami znalazła się pokrywa lodowa. Ruszyłam w ich stronę ile ich było może z 5, jednego z nich dotknęłam a od razu zamarzł, jeden z nich próbował zadać mi cios jednak przebiłam go na pół wielkim soplem lodowym.
-Jesteście denerwujący.- zaczęło padać, jednak gdy krople deszcze zbliżały się do mnie od razu zamieniały się w płatki śniegu. Trzech z nich spanikowało i uciekło. Spojrzałam chłodno w tamtą stronę i od razu drzewa powoli zaczęły pokrywać się lodem. Zawsze jest tak gdy nie panuję nad sobą. Wzięłam parę wdechów i uspokoiłam się.
-Wybaczcie mi...- westchnęłam.
<Zoro, Lucjan?>
-Posiadałam taki kaprys! Właściwe nie muszę wam podawać swojego powodu.- na moim ramieniu wylądował Asui.
-Co jest mały?- spojrzałam na kruka który przyglądał się dwóm mężczyzną. Ja jedynie chciałam już sobie z stąd pójść. Czułam się niekomfortowo w tej sytuacji.
-Dziękuję że mnie złapałeś.- skinęłam w stronę Zoro. Nawet długo nie było trzeba czeka na kłopoty, z krzaków wyłoniły się sylwetki nieprzyjaciela. Asui od razu uniósł się w powietrze patrolować okolicę, a ja chwyciłam katanę.
-Ledy Ice, to ty zabiłaś naszą grupę na zachodzie.- spojrzeli na mnie a w ich oczach płonęły iskry nienawiści.
-Ich umiejętności nie były zaskakujące.- gdy lekko tupnęłam nogą pod nami znalazła się pokrywa lodowa. Ruszyłam w ich stronę ile ich było może z 5, jednego z nich dotknęłam a od razu zamarzł, jeden z nich próbował zadać mi cios jednak przebiłam go na pół wielkim soplem lodowym.
-Jesteście denerwujący.- zaczęło padać, jednak gdy krople deszcze zbliżały się do mnie od razu zamieniały się w płatki śniegu. Trzech z nich spanikowało i uciekło. Spojrzałam chłodno w tamtą stronę i od razu drzewa powoli zaczęły pokrywać się lodem. Zawsze jest tak gdy nie panuję nad sobą. Wzięłam parę wdechów i uspokoiłam się.
-Wybaczcie mi...- westchnęłam.
<Zoro, Lucjan?>
piątek, 24 stycznia 2014
Od Lucjana c.d. Zoro
A cóż to było za dziwne miasto, że kobiety rosły na drzewach..? A tak na poważnie to byłem raczej ciekaw, czy specjalnie wpadła w jego ramiona, czy to był czysty przypadek. Wpatrywała się w niego jak w obrazek, chodź jak dla mnie to byłby to bardzo brzydki obrazek.
- Co to ma być, przepraszam bardzo? - spytał ten niekompetentny człek o dziwnym imieniu.
- Oh.. - mruknęła, a ja dalej patrzyłem na tą niezwykle romantyczną chwilę która się wywiązała.
Już zauważyłem, że irytuje Zoro mój wzrok, a w dodatku wkurzyło go to, że kobieta nie odpowiadała. W końcu jednak odzyskała mowę i postawiła nogi na ziemi.
- Oh, przepraszam! - powiedziała - Chciałam się tylko przespać na drzewie..
- Przespać na drzewie..? - zapytałem zdziwiony - Co ty, małpa jesteś?
- Co?! - oburzyła się i fuknęła w moją stronę z gigantycznym fochem - Nie! Ja po prostu tak dla bezpieczeństwa..
- Dla bezpieczeństwa postanowiłaś wpaść na tegoż człowieka i gapić się na niego uroczym wzrokiem..? - ta sytuacja była całkiem zabawna, a że już dawno nie miałem okazji się pośmiać, pomyślałem, że można by to przeciągnąć nakładając na nią kolejne argumenty - Wytłumaczysz?
- To że spadłam to był przypadek.. - wytłumaczyła - Naprawdę!
- Oho, Zoro, nie mówiłeś że działasz na kobiety jak magnes: nawet taką z drzewa przyciągnąłeś! - uśmiechnąłem się, ale szybko musiałem się schylić i odskoczyć, bo właśnie dostał bym po twarzy - Oj, nerwowy jesteś.. - zrobiłem zawiedzioną minę - Nie można sobie pożartować, wszystko bierzecie tak poważnie.. - machnąłem rękoma znudzony - I oboje jesteście tacy niekompletni.. pasujecie do siebie. - zielonowłosy właśnie otwierał usta aby się na mnie wydrzeć, ale mu przerwałem - A ty kim jesteś? - zwróciłem się do kobiety.
- Jestem Asami.. - spojrzała na Zoro - Masz dziwnego przyjaciela..
- To nie jest mój przyjaciel, poznałem go przed minutą - warknął - I już mnie wkurza.
- Oj tam, oj tam.. - skrzyżowałem ręce za plecami - Większość ludzi ma mnie dość po kilku sekundach, dzielny jesteś, że aż tyle przetrzymałeś! - znowu spojrzałem na kobietę - Jestem Lucjan, a to dziwne zielone to Zoro.- mężczyzna znowu miał minę jakby chciał mi przywalić - Ale czy mogę się zapytać, dlaczego chciałaś spać na drzewie..?
<Zoro, Asami?>
- Co to ma być, przepraszam bardzo? - spytał ten niekompetentny człek o dziwnym imieniu.
- Oh.. - mruknęła, a ja dalej patrzyłem na tą niezwykle romantyczną chwilę która się wywiązała.
Już zauważyłem, że irytuje Zoro mój wzrok, a w dodatku wkurzyło go to, że kobieta nie odpowiadała. W końcu jednak odzyskała mowę i postawiła nogi na ziemi.
- Oh, przepraszam! - powiedziała - Chciałam się tylko przespać na drzewie..
- Przespać na drzewie..? - zapytałem zdziwiony - Co ty, małpa jesteś?
- Co?! - oburzyła się i fuknęła w moją stronę z gigantycznym fochem - Nie! Ja po prostu tak dla bezpieczeństwa..
- Dla bezpieczeństwa postanowiłaś wpaść na tegoż człowieka i gapić się na niego uroczym wzrokiem..? - ta sytuacja była całkiem zabawna, a że już dawno nie miałem okazji się pośmiać, pomyślałem, że można by to przeciągnąć nakładając na nią kolejne argumenty - Wytłumaczysz?
- To że spadłam to był przypadek.. - wytłumaczyła - Naprawdę!
- Oho, Zoro, nie mówiłeś że działasz na kobiety jak magnes: nawet taką z drzewa przyciągnąłeś! - uśmiechnąłem się, ale szybko musiałem się schylić i odskoczyć, bo właśnie dostał bym po twarzy - Oj, nerwowy jesteś.. - zrobiłem zawiedzioną minę - Nie można sobie pożartować, wszystko bierzecie tak poważnie.. - machnąłem rękoma znudzony - I oboje jesteście tacy niekompletni.. pasujecie do siebie. - zielonowłosy właśnie otwierał usta aby się na mnie wydrzeć, ale mu przerwałem - A ty kim jesteś? - zwróciłem się do kobiety.
- Jestem Asami.. - spojrzała na Zoro - Masz dziwnego przyjaciela..
- To nie jest mój przyjaciel, poznałem go przed minutą - warknął - I już mnie wkurza.
- Oj tam, oj tam.. - skrzyżowałem ręce za plecami - Większość ludzi ma mnie dość po kilku sekundach, dzielny jesteś, że aż tyle przetrzymałeś! - znowu spojrzałem na kobietę - Jestem Lucjan, a to dziwne zielone to Zoro.- mężczyzna znowu miał minę jakby chciał mi przywalić - Ale czy mogę się zapytać, dlaczego chciałaś spać na drzewie..?
<Zoro, Asami?>
czwartek, 23 stycznia 2014
Od Zoro c.d Lucjana & Asami
- Bo nie chce mi się siedzieć w jednym miejscu.- mruknąłem i
podniosłem się. Nie można spokojnie wypocząć w tym mieście.
- Taaak to całkiem normalne w tych czasach.- uśmiechnął
się.- Fajne włosy, czym farbowałeś?
- Nie farbowałem.- podrapałem się po głowie.- Mam takie od
urodzenia.
Patrzył na mnie jak na jakiegoś kosmitę po czym
wybuchł śmiechem. Uh, jaki ten gościu wkurwiający!
- Z czego niby się śmiejesz palancie?!- syknąłem.
- Bo dziwny jesteś.- powoli przestawał chichotać.- I chyba
głodny bo twój brzuch gra orkiestrę.
Złapałem się za swój brzuch, przeklęty zdrajca! Może i byłem głodny, ale jakoś zbytnio mi to nie przeszkadzało, bardziej cierpiałem z powodu pragnienia.
- Nie obchodzi mnie to.
- Głód powinien obchodzić ludzi, przez to stają się słabsi i potem umierają.
- Wkurzasz mnie.
Wtedy usłyszałem trzaski i kruk zaczął przeraźliwie krakać. Skuliłem trochę głowę, bo wiedziałem, że dźwięk był centralnie nade mną. A ku mojemu zdziwieniu w moje ramiona wpadła dziewczyna. Miała białe włosy i katanę. Była blada i przy niej wyglądałem jak murzyn. Gdybym jej nie złapał, a raczej gdyby mi sama nie wpadła w ręce to sądzę, że miałaby nieźle obity zadek. Najpierw spojrzałem zdziwiony na Lucjana, ale on chyba też nie wiedział o co chodzi. Potem spojrzałem na dziewczynę, która nie odrywała ode mnie wzroku.- Co to ma być przepraszam bardzo?- mruknąłem.
[Asami? Lucjan?]
Od Asami
Spojrzałam na pole walki, martwe ciała leżały na ziemi poprzekłuwane
soplami. Nagle wiatr stał się silniejszy, gdy dmuchnęłam, z moich ust
wydobył się dymek pary. Gdy zrobiłam krok naprzód ziemię pokryła gruba
warstwa lodu. Spuściłam wzrok i odeszłam od miejsca walki. Dlaczego oni
mnie atakują wiedząc że zginą. Denerwujące!
-Asui. do mnie.- na moim ramieniu wylądował czarny kruk a jego oczy zabłysły. Dzięki niemu wiedziałam, że niedaleko jest mała osada gdzie mogę coś zjeść. Powoli ruszyłam w tamtym kierunku, słońce powoli zachodziło za horyzont. Gdy właśnie, doszłam do osady nastała noc. Ludzie chowali się po domach i różnych zakamarkach. Weszłam do jakiegoś baru i poprosiłam o naleśnikach na zimno, nie lubiłam za bardzo ciepłych rzeczy. Inni mi posyłali złowrogie spojrzenia, Asui rozejrzał się i zaskrzeczał. Ja zjadłam posiłek i zapłaciłam. Szybko wyszłam na zewnątrz, nie miałam zamiaru tu zostać na dłużej. Jednak bałam się ciemności. Asui leciał nade mną i obserwował czy coś mnie nie śledzi. Skończyło się to że postanowiłam spać na drzewie.
<Ktoś?>
-Asui. do mnie.- na moim ramieniu wylądował czarny kruk a jego oczy zabłysły. Dzięki niemu wiedziałam, że niedaleko jest mała osada gdzie mogę coś zjeść. Powoli ruszyłam w tamtym kierunku, słońce powoli zachodziło za horyzont. Gdy właśnie, doszłam do osady nastała noc. Ludzie chowali się po domach i różnych zakamarkach. Weszłam do jakiegoś baru i poprosiłam o naleśnikach na zimno, nie lubiłam za bardzo ciepłych rzeczy. Inni mi posyłali złowrogie spojrzenia, Asui rozejrzał się i zaskrzeczał. Ja zjadłam posiłek i zapłaciłam. Szybko wyszłam na zewnątrz, nie miałam zamiaru tu zostać na dłużej. Jednak bałam się ciemności. Asui leciał nade mną i obserwował czy coś mnie nie śledzi. Skończyło się to że postanowiłam spać na drzewie.
<Ktoś?>
Od Lucjana c.d. Zoro
- Tak szczerze..? - spytałem patrząc mu w otwarte oko - To sprawdzałem czy jeszcze funkcjonujesz.. jeśli nie, można by cię było okraść, ale jak widzę: nie uda mi się to, poza tym nie masz chyba nic przy sobie.. - puścił mnie.
- Kim jesteś..? - spytał patrząc na mnie wyjątkowo nie życzliwie.
- Jestem Lucjan, ale możesz mi mówić Lucjan - spojrzał na mnie zdziwiony - Lub Serek - wzruszyłem ramionami - Masz może truskawkę, albo jakieś cukierki..?
- Co proszę..? - osłupiał - Jakie znowu cukierki.
- Patrząc na twoją reakcję - potarłem delikatnie podbródek a potem uśmiechnąłem się - ..wnioskuję iż nie masz truskawek.
- Nie, nie mam.
- No to nic tu po mnie - odwróciłem się i skierowałem w jakąś stronę - Ale tak właściwie dlaczego włóczysz się tak po tym mieście? Co prawda na razie nie ma tu nic niebezpiecznego, ale nigdy nic nie wiadomo. - spojrzałem na niego przez ramię i spostrzegłem, że schował swoją katanę - I kim ty jesteś, jeśli mógłbym się o to zapytać?
- Jestem Zoro - powiedział, a ja uniosłem brew bo takiego imienia to w życiu nie słyszałem - I podróżuję sobie po świecie.
- No to pewnie kawał globu zwiedziłeś.. - mruknąłem i zamyśliłem się - Ja już od tygodnia jestem tutaj i stacjonuje w opuszczonej cukierni - nie zdziwiło go już to, chyba zrozumiał że mam pociąg do wyrobów cukierniczych - A ty..? Dlaczego tu jesteś?
(Zoro?>
- Kim jesteś..? - spytał patrząc na mnie wyjątkowo nie życzliwie.
- Jestem Lucjan, ale możesz mi mówić Lucjan - spojrzał na mnie zdziwiony - Lub Serek - wzruszyłem ramionami - Masz może truskawkę, albo jakieś cukierki..?
- Co proszę..? - osłupiał - Jakie znowu cukierki.
- Patrząc na twoją reakcję - potarłem delikatnie podbródek a potem uśmiechnąłem się - ..wnioskuję iż nie masz truskawek.
- Nie, nie mam.
- No to nic tu po mnie - odwróciłem się i skierowałem w jakąś stronę - Ale tak właściwie dlaczego włóczysz się tak po tym mieście? Co prawda na razie nie ma tu nic niebezpiecznego, ale nigdy nic nie wiadomo. - spojrzałem na niego przez ramię i spostrzegłem, że schował swoją katanę - I kim ty jesteś, jeśli mógłbym się o to zapytać?
- Jestem Zoro - powiedział, a ja uniosłem brew bo takiego imienia to w życiu nie słyszałem - I podróżuję sobie po świecie.
- No to pewnie kawał globu zwiedziłeś.. - mruknąłem i zamyśliłem się - Ja już od tygodnia jestem tutaj i stacjonuje w opuszczonej cukierni - nie zdziwiło go już to, chyba zrozumiał że mam pociąg do wyrobów cukierniczych - A ty..? Dlaczego tu jesteś?
(Zoro?>
Od Zoro
Od wielu lat już trwa wojna między wszystkimi krajami, a
ludzie nie walczą dla ojczyzny, tylko żeby przeżyć. Tworzą
małe grupy lub podróżują samotnie.
Ja wybrałem to drugie.
Otworzyłem sake i od razu wypiłem całą butelkę duszkiem,
potem rzuciłem ją za siebie i wyszedłem ze sklepu. Przeciągnąłem się i
poprawiłem katanę przy boku. Pora ruszać dalej, w sumie to nie mam pojęcia
gdzie byłem, miałem wrażenie, że kręciłem się w kółko.
Powolnym krokiem ruszyłem przed siebie, nie skupiałem się
jakoś gdzie idę i tak bym się zgubił. Miasto wydawało się być całkowicie
opuszczone, ale dokładnie wiedziałem, że człowieczki siedzą w kątach i albo
motywują się do walki, albo czekają na śmierć.
Po czterech godzinach wędrowania, znalazłem się w jakimś
parku. Było tu cicho i spokojnie, więc postanowiłem skorzystać z okazji.
Usiadłem sobie pod drzewkiem i zamknąłem oczy chcąc zasnąć. Lubiłem
spać, bo to regenerowało mi siły i po prostu było przyjemne. Mimo, że miałem
zamknięte oczy to nadal zachowywałem czujność. Już dawno nie spałem snem
kamiennym.
Nagle poczułem, że ktoś kreci się za drzewem. Jednak
postanowiłem nie reagować i czekać cierpliwie co się stanie dalej.
Owa osoba wyszła zza drzewa i stanęła przede mną. Nie
potrafiłem określić czy celuje we mnie z broni bo nie słyszałem szczęku stali.
Coś lekkiego zawiało mi przed twarzą, ten ktoś chyba
sprawdzał czy śpię. Momentalnie wyjąłem katanę z pochwy i przyłożyłem przybyszowi
do gardła.
Otworzyłem oko, bo drugie straciłem (cały czas było
zamknięte), i spojrzałem na gościa. Był to chłopak, może rok lub dwa młodszy ode
mnie. Miał niedbale ułożone czarne włosy i dosyć duże oczy, które teraz
wpatrywały się we mnie z zaciekawieniem. Miał na sobie też białą koszulkę i
dżinsy, wyglądał normalnie, a jednak dziwnie.
- Czego chcesz pytam się grzecznie, bo nie mam ochoty na
zabijanie.- warknąłem.
[Lucjan?]
Subskrybuj:
Posty (Atom)