wtorek, 28 stycznia 2014

Od Lucjana c.d. Zoro

I tak oto znaleźliśmy się tam gdzie się znaleźliśmy.. znaczy się nie znałem tego miejsca, ale i tak byłem spokojny, nic mi nie mogli zrobić. Zoro wynieśli do jakieś sali, zdaje się że po to by opatrzyć jego boki, tak jak nogę Emily, Asami też gdzieś zabrali. W końcu i mnie zaczęto prowadzić w stronę celi, myślę że chcą nas tu przetrzymać a potem skazać bez względu na to czy będziemy mieli coś na sumieniu. Widać było że Zoro miał przeszłość pełną takich ludzi jak Emily, więc zapewne będą chcieli go usunąć. Ale mnie?
- Czy to ładnie mnie tu tak zamykać? - spytałem gdy prawie dotarliśmy do celu - Chciałbym porozmawiać z zarządcą. - oberwałem w łeb.
- Milcz! Zarządca nie rozmawia z takimi leszczami jak ty.. - warknął jeden z żołnierzy.
- Miło to lać własnego człowieka po mordzie..? - zapytałem już trochę wściekły, co ten debil sobie myślał.
- O czym ty mówisz..? - on i jeszcze dwóch mężczyzn spojrzeli na mnie zdziwieni.
- No chyba mówię, tak? Jestem naukowcem i pilotem przy okazji.. - mruknąłem- Macie mnie natychmiast zaprowadzić do zarządcy! Jeśli on się dowie, że mnie tu tak traktujecie to rozstrzela was i porozrzuca szczątki w ciemnych ulicach tego zadupia. Zobaczycie.. - nie byli do końca przekonani, nic dziwnego, nigdy nie miałem okazji spotkać się z żadnym z nich. Ale fakt faktem; znali drogę na górę.
Mimo to wpakowali mnie do celi i kazali czekać, aż ktoś do mnie przyjdzie. Zaznajomiłem się z pryczą wysuwaną ze ściany i jakiś czas spędziłem na badaniu w jakiej pozycji najlepiej mi się leży, a gdy wreszcie ją odkryłem, drzwi otwarły się i do środka weszło pięciu żołnierzy i wycelowali we mnie karabinami. Wytrzeszczyłem oczy sądząc już, że chcą mnie zastrzelić, ale okazało się że to tylko tak na wszelki wypadek, bo z tłumu wyszedł nie kto inny jak...
- Lucjan! - krzyknął wysoki mężczyzna i spojrzał na mnie - Kopę lat cię nie widziałem!
- Minęło 10 dni.. - mruknąłem i usiadłem na sienniku - I wcale nie byłeś taki zmartwiony... pomoc wcale nie nadeszła, a ja przeżyłem bo dorwałem się do opuszczonej cukierni. - przewrócił oczami - Jednak bardziej mógłbyś troszczyć się o krewnych, wiesz? - na twarzach żołnierzy którzy mnie odprowadzali malowało się zdumienie.
-Nie przesadzaj.. nawet nie wiedziałem, że przeżyliście. Helikopter rozbił się o budynek, wybuch taki że ciała twoich towarzyszy wyparowały pod wpływem ciepła.. jakim cudem ty tutaj siedzisz..? - spytał i wyczekująco na mnie popatrzył.
- Bestem niezniszczalny.. - uśmiechnąłem się promiennie - Uratowała mnie gorąca, piękna miłość.. - uniósł brew - Uniosła mnie na swych skrzydłach i ocaliła od złego. A tak na serio to gdy zobaczyłem cukiernie; nie mogłem się po prostu powstrzymać. Kazałem im wysadzić mnie na jej dachu, a gdy to zrobili poszedłem delektować się najpiękniejszymi wypiekami jakie na własne gały widziałem. To była jedna z takich chwil, gdy człowiek zaczyna rozumieć, że życie jednak ma sens. Co do moich towarzyszy; helikopter został, jak wiesz.. - kiwnął głowa - Zaatakowany i uszkodzony, dlatego rozbił się o budynek, ale mnie w nim nie było. - skrzyżowałem ręce na piersi - Oto moja słodka tajemnica. Truskawki mają mnie w opiece..
- Nie ważne czy to prawda czy nie; miałeś więcej szczęścia niż rozumu - zmarszczyłem czoło - Ale mnie się raczej teraz przyda twój rozum.. chcę abyś powrócił do laboratorium. Bycie pilotem, jak sam mówiłeś, jest dla ciebie bardzo nudne, a tam przydasz się bardziej.. - uśmiechnął się.
- To zastanawiające.. - nagle wróciłem myślą do Zoro, Asami czy Emily - Naprawdę..
- Nie zastanawiaj się - nagle z jego twarzy znikł cały uśmiech i zbliżył twarz do mojej, wpatrując się w moje oczy, tak jak głodny wilk patrzy na bezbronne jagnię - Jeśli się nie zgodzisz; zostaniesz uznany za dezertera i pozwolę twoim kolegą z pracy zrobić z Tobą co będą chcieli.. - wytrzeszczyłem oczy, oni mnie nie znosili, a mieli całkiem bujną wyobraźnię - I nie będę  brał pod uwagę faktu, że jesteś moim siostrzeńcem. No to jak..? - znowu się uśmiechnął.
- Jasne że się zgadzam, zawsze o tym marzyłem! - powiedziałem z udawanym entuzjazmem - Wdzieję biały fartuch i będę wpieprzał chemicznie modyfikowane, niebieskie truskawencje! - coś mi się w tym nie podobało - Ale jeśli mogę się spytać.. co się stanie z tą dwóją - spojrzał na mnie pytająco - Asami i Zoro..
- A! Oni.. będą przesłuchiwani na temat różnych spraw. Nie musisz wiedzieć jakich, wymarz ich z pamięci - spojrzał na mnie tym samym, dziwnym spojrzeniem - Teraz chcę już tylko twojego geniuszu obliczeniowego..
- mogę wiedzieć... nad czym konkretnie mam pracować? - zdziwiłem się i odgiąłem do tyłu.
- Zobaczysz.. - przeczesał z uśmiechem moje czarne włosy - Jeszcze się przekonasz.. - ta sprawa śmierdziała bardziej, niż przedawniony o rok sernik.. Nie wiem dlaczego, ale znowu powróciłem myślą do Zoro i Asami; jednak miło było ich denerwować.. A może powinienem zrobić coś w ich sprawie?

<Zoro, Asami, Emily, co u was?>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz