niedziela, 26 stycznia 2014

Od Lucjana c.d. Emily

Coś mi się nie podobało w tej cukierni, mieszkałem tu już z tydzień i przez cały ten czas żywiłem się pozostałościami żywności po dawnym właścicielu, który już nie żył. Miał poważne konflikty z prawem (czyli jak każdy) i postanowiono się go pozbyć, ale słodyczy nie zabrano. Jakżebym mógł uszanować takie marnotrawstwo..? Jednak zawsze od kiedy w odemkniętej szufladzie lady znalazłem pęk kluczy, zamykałem starannie szklane drzwi by do środka nigdy nie wpełzła i nie zagnieździła się jakaś mafia czy inna organizacja. Jednak teraz drzwi były uchylone, co sprawiło że straciłem dech. Nie czułem się obserwowany przez kogoś, ale intuicja podpowiadała mi, że ktoś tu jeszcze jest.
- Masz tu sake gnojku? - spytał Zoro bez pardonu siadając na jedynym w przybytku fotelu.
- Żadnego gnojka poza tobą tu nie ma... - zmarszczyłem czoło - Ale może Szanowny Pan Lucjan zlituje się nad tobą i poszuka i jakiegoś alkoholu, sake na pewno tutaj nie mam. Ale możliwe że piekarz i cukiernik trzymali tutaj wódkę, wino lub coś w tym rodzaju. Czekaj.. nie, nie, nie! - schwyciłem podstawek ze stertą pączków do których dorwała się Asami - Te pączki to świętość nieskalana! Nie dotykaj ich swymi higienicznie niezadbanymi palcami! - fuknąłem urażony, a ona oburzona spojrzała na mnie - Żadne z was mnie nie lubi, zaproponowałem schronienie co nie znaczy, że mam was jeszcze żywić.. - zmrużyłem oczy - Ale skoro taka jesteś głodna.. - spojrzałem na pączki - To umyj grzecznie ręce, to coś ci dam.
- No dobra.. - podeszła do kranu za ladą i umyła je, ale wyglądało na to, że jest tak jak Zoro mocno wnerwiona, ale nie chce z jakiś powodów wyjść na ciemnicę na zewnątrz - I poproszę serniczek z jabłuszkiem - uśmiechnęła się gdy postawiłem podstawek przed jej nosem.
Wtem ktoś rzucił w Zoro słoikiem landrynek. Gdzieś miałem to czy słój obije się o jego mordę czy nie; liczyły się tylko te spadające na ziemię landrynki. Wydałem z siebie pisk porównywalny do krzyku macanej dziewicy i odskoczyłem by nie dostać odłamkami szkła po twarzy. Trochę pożałowałem tego okrzyku, bo cała uwaga zamachowca przeniosła się na mnie, już wiedziałem dlaczego drzwi były nie domknięte. Ale nie zamierzałem się tym przejmować, pędem wyskoczyłem za ladę by ukryć się przed pistoletem którym we mnie mierzyła. Ale wyglądało na to, że głównie chodziło jej o Zoro, nawet w jego tępych oczkach ujrzałem blask rozpoznania. A zatem ci dwoje już się poznali, miło.. tylko dlaczego musieli rozwalać wszystkie słoiczki dookoła? W stronę zielonego poleciały jeszcze słoiczki z żelkami, cukierkami i kilka paczek słodyczy. Asami natomiast jakby w ogóle nie przejęła się sytuacją wstała od stolika, wzięła swój placuszek i zajęła miejsce obok mnie.
- Niech się biją - stwierdziła - Słodycze się najważniejsze w tej chwili.. poza tym to sprawa między nimi - byłem przerażony ale kiwnąłem głową - Nie trzęś się jak galareta..
- Nie trzęsę.. - mruknąłem - Ale przypomniałaś mi o czymś - wziąłem galaretkę z wystawy i obydwoje wychyliliśmy się zza mebla obserwując sytuację i jedząc przy okazji smakołyki - Czuję się jak na seansie w kinie.
Ta dwójka nadal na siebie patrzyła w milczeniu, aż nagle Zoro otworzył usta i rzekł:

<Zoro, Emily, Asami?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz