poniedziałek, 27 stycznia 2014

Od Emily cd Lucjana

- To sprawa pomiędzy nim, a mną. - Powiedziałam wciąż celując w stronę dziewczyny. - A ty trzymaj tą łapę z dala od klamki, bo ci ją odstrzelę! - Warknęłam i strzeliłam ostrzegawczo w jego stronę. Oczywiście nie oberwał, bo to nie to było w moim interesie. Muszę jakoś przetransportować tą trójkę do agencji. Przyda się im porządne przesłuchanie. Chwilę nieuwagi przypłaciłam mocnym bólem w łydce. Dziewczyna nadepnęła na nią i prawdopodobnie ją złamała. Krzyknęłam cicho, a potem popatrzyłam z gniewem w oczach na nastolatkę. Wyjęła katanę, więc ja zrobiłam to samo. Odwróciłam jej uwagę i sięgnęłam szybko po telefon. Wcisnęłam jeden mały przycisk, żeby zawiadomić innych. Za jakiś czas powinny przybyć posiłki. Sama nie dam rady zdziałać zbyt dużo. Starałam się oszczędzać nogę, więc przenosiłam ciężar na drugą. Przeciwniczka wyraźnie to zauważyła, więc kiedy przyparła mnie do ściany i kazała oprzeć na zranionej nodze, syknęłam z bólu. Była silna. Zmęczyłam się bardziej niż przy potyczce z Zoro, ponieważ miałam osłabioną nogę. Ale to nie wszystko. Walczyła bardziej zaciekle, nie tak jak Zoro... on to robił jakby dla zabawy, a ona brała wszystko na poważnie.
- Taki mały Kociak, a ma tyle siły? - zakpiłam do niej. - No, nie spodziewałam się. - Odepchnęłam ją od siebie, tym samym uwalniając się od bólu.
- Kogo nazywasz Kociakiem!?
- No ciebie! Taki mały zadziorny Kociak z ciebie! - Zaśmiałam się cicho. Kątem oka zauważyłam, że  cukierkowy znów chce chwycić za klamką. Szybkim ruchem ręki rzuciłam niewielkim sztyletem w jego kierunku. Materiał jego koszuli został złapany w sidła metalu.
- Mówiłam coś! - Krzyknęłam do niego i znów skierowałam wzrok na kociaka. Dziewczyna, aż kipiała ze złości. A co ja miałam powiedzieć!? W końcu nazwała mnie dziwką! No dobra... może nie dosłownie, ale i tak się liczy! Już chciałam rozpocząć kolejną rundę, kiedy do cukierni wpadli uzbrojeni ludzie z agencji. Dość szybko się uwinęli...
- Emily? - Zapytał Max, dowódca oddziału ratowniczego, patrząc na moją nogę. Reszta agentów już zdążyła złapać podejrzaną trójkę i w tej chwili wychodzili z nimi na zewnątrz.
- Nic mi nie jest! - Powiedziałam, ale chwilę potem grunt osuną mi się pod nogami. Adrenalina przestała działać i teraz czułam okropny ból złamanej nogi. Max westchną cicho, wziął mnie na ręce i wyniósł z cukierni.
- Dzięki... I to ja ich przesłuchuję. Masz się nie wtrącać. - Powiedziałam, kiedy usadzał mnie na noszach.
- Jasne, jasne...

<Zoro?Asami?Lucjan?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz