Cóż ci dwaj byli dość irytujący, wyglądali na to że nie chcieli mnie zaatakować jednak muszę być cały czas czujna. Najmniejszy błąd i mogę stracić życie. Na pewno nie powiem im że się boję ciemności.
-Posiadałam taki kaprys! Właściwe nie muszę wam podawać swojego powodu.- na moim ramieniu wylądował Asui.
-Co jest mały?- spojrzałam na kruka który przyglądał się dwóm mężczyzną. Ja jedynie chciałam już sobie z stąd pójść. Czułam się niekomfortowo w tej sytuacji.
-Dziękuję że mnie złapałeś.- skinęłam w stronę Zoro. Nawet długo nie było trzeba czeka na kłopoty, z krzaków wyłoniły się sylwetki nieprzyjaciela. Asui od razu uniósł się w powietrze patrolować okolicę, a ja chwyciłam katanę.
-Ledy Ice, to ty zabiłaś naszą grupę na zachodzie.- spojrzeli na mnie a w ich oczach płonęły iskry nienawiści.
-Ich umiejętności nie były zaskakujące.- gdy lekko tupnęłam nogą pod nami znalazła się pokrywa lodowa. Ruszyłam w ich stronę ile ich było może z 5, jednego z nich dotknęłam a od razu zamarzł, jeden z nich próbował zadać mi cios jednak przebiłam go na pół wielkim soplem lodowym.
-Jesteście denerwujący.- zaczęło padać, jednak gdy krople deszcze zbliżały się do mnie od razu zamieniały się w płatki śniegu. Trzech z nich spanikowało i uciekło. Spojrzałam chłodno w tamtą stronę i od razu drzewa powoli zaczęły pokrywać się lodem. Zawsze jest tak gdy nie panuję nad sobą. Wzięłam parę wdechów i uspokoiłam się.
-Wybaczcie mi...- westchnęłam.
<Zoro, Lucjan?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz